Kiedy mamy do czynienia z kreacją, która jest mocno zakorzeniona w kulturze i świadomości odbiorców, możemy przy okazji zaobserwować interesującą ewolucję na przestrzeni lat i zmiany, jakie w pośredni i bezpośredni sposób mają wpływ na rozwój danej marki. Tematów dotyczących rebrandingu, czy restailingu ostatnio jest naprawdę sporo i większość z nich zasługuje na chwilę uwagi, chociażby pod względem ciekawych koncepcji i innowacyjnych rozwiązań.

Dynamicznie rozwijający się świat i możliwości, jakie można efektywnie wykorzystać w działaniach marketingowych, mają całkiem sporo do zaoferowania, a rodzące się dzięki temu pomysły, wypadają niekiedy fascynująco.

Jedną z takich sytuacji, na którą natknęłam się dziś, jest ikoniczny ryczący lew w amerykańskiej wytwórni filmowej Metro-Goldwyn-Mayer.

Lew CGI zamiast prawdziwego zwierzaka

Myślę, że dla wielu z nas to jeden z najbardziej kultowych obrazów w kinie: lew, otoczony złotym kręgiem taśmy filmowej, triumfalnie ryczący tuż przed pojawieniem się napisów początkowych. Teraz, po prawie 100 latach i ponad pół tuzinie prawdziwych, ryczących lwów na żywo, wytwórnia MGM zastępuje swoją kultową maskotkę niemal identycznym duplikatem wygenerowanym komputerowo. Miejsca drapieżnemu kociakowi, który odszedł już z tego świata, ustępuje doskonale mający się zwierzak CGI.

Dzięki Ci świecie za technologię! \(@^0^@)/

Historia logo Metro-Goldwyn-Mayer

Co ciekawe, ta zmiana trwa już od jakiegoś czasu. MGM pierwotnie planowało zaprezentować swoją świeżuteńką maskotką CG w najnowszym filmie o Jamesie Bondzie, ale kiedy No Time to Die zostało opóźnione z 2019 na 2021 z powodu pandemii koronawirusa, cały plan chcąc nie chcąc poszedł w odstawkę. Zamiast tego jednak MGM ujawniło logo w poniedziałek na platformie YouTube. No ok, ale o co dokładnie chodzi?
Odnowione logo jest prawie identyczne z wersją używaną przez MGM przez ostatnie 64 lata. Nowy lew ma ten sam ryk i wygląda prawie identycznie jak jego (żywy) poprzednik. Krąg, który go otacza, nadal składa się ze złotej wstęgi filmu, skręconej w elegancki wieniec i podkreślonej maską dramatu. W rzeczywistości największą zmianą jest animacja wprowadzająca znak towarowy, który wyświetla hasło oryginalnego logo w języku angielskim, a następnie powoli zmniejsza się i powraca do sentencji: art for art’s sake (sztuka dla sztuki).

Nie jest też to pierwsza sytuacja, kiedy MGM zmienia swoje logo. Od 1924 roku przez wizualizację przewinęło się aż osiem różnych lwów. Pierwszy jednak nawet nie ryknął, a zdarzyła się też sytuacja, w której oryginalny odgłos tego dzikiego kota, został zastąpiony przez miauczenie Toma, z kreskówki Tom & Jerry. Na krótką chwilę w latach sześćdziesiątych MGM nawet całkowicie pozbyło się ryczącego lwa, zastępując go stylizowaną grafiką.

Jak Wam podoba się taka zamiana?


Posłuchaj nas!