Tak, zamiast Netflix, wybrałem Teatr Telewizji | DailyWeb.pl

Tak, zamiast Netflix, wybrałem Teatr Telewizji

Opublikowano 6 miesięcy temu -


Poniedziałek. 29 stycznia 2018 roku. Zamiast serialu lub filmu w popularnym serwisie streamingowym, wybrałem Teatr Telewizji w TVP1. Zawsze lubiłem tę telewizyjną teatralność. Premiery oglądałem chętnie i z wielkim zainteresowaniem zapatrzyłem się w Mocka.

Tytuł nie jest przypadkowy. Fanom polskich powieści kryminalnych od razu skojarzy się z bohaterem książek Marka Krajewskiego – Eberhardtem Mockiem. W poniedziałkowy wieczór przeniosłem się do Breslau. Obserwowałem początki kariery Mocka, jego ambicje oraz chęć rozwiązania zagadki. Wszystko w minimalistycznej scenografii, w której główną rolę grała wrocławska Hala Targowa. Teoretycznie spektakl powinien mnie zachwycić. Wiele elementów mogło trafić w moje gusta. Niestety, mam wrażenie, że ten romans powieści kryminalnej i dramatu okazał się trudnym do zniesienia mezaliansem.

Cześć jestem Adrian i oglądam serial Grimm

Każdy, kto kocha kryminały, wie, że najistotniejszy jest rytm narracji. Momenty spokoju oddzielają te pełne emocji. Konieczne jest wprowadzenie zwrotu akcji, a także prowadzenie intrygi w taki sposób, aby odbiorca rozwiązywał zagadkę wraz z detektywem. Główny bohater jest niezwykle istotny! Musi mieć charakter, musi posiadać coś magicznego, co sprawi, że czytelnik będzie z rosnącym zainteresowaniem śledził jego losy. Tak jest z Sherlockiem Holmesem, z Philippem Marlowem, Mistrzem z kryminałów Marcina Świetlickiego oraz – przywołanym już wcześniej – Eberhardtem Mockiem. Co do ostatniej postaci mam jedno zastrzeżenie – ta książkowa jest znacznie bardziej charyzmatyczna od tej, którą mogłem zobaczyć w Teatrze Telewizji.

Być może wynika to z całkowitego rozproszenia rytmu. Mock składa się z migawek śledztwa, z popisów elokwencji Eberhardta Mocka oraz krótki scen łóżkowych. Akcja brnie ku zakończeniu z prędkością Tesli Roadstera. Nie ma miejsca na rozwinięcie intrygi, brak przestrzeni, w której możliwe byłoby rozbudowanie charakteru głównego bohatera. Nawet oszałamiająco mroczne książkowe Breslau, w teatralnej adaptacji wypada płasko i nudno. W Mocku zatracona została magia powieści, jej pociągający urok. Zabrakło oddechu, rytm narracji został brutalnie rozerwany. W trakcie oglądania spektaklu odczuwałem wyraźny brak zdecydowania. Co pokazać? Co jest najważniejsze w kryminale? Sama akcja? Konieczność zakończenia intrygi? Schemat powieści kryminalnej został potraktowany do bólu instrumentalnie, bez wykorzystania całego bogatego kontekstu, który istnienie wokół tej formy.

Netflix we współpracy z polskim YouTube. "Czarne lusterko" już wkrótce

Miłośnicy śledztw i intryg kochają detektywów. Uwielbiają obserwować zmiany w ich charakterach. A rozwiązanie zagadki zawsze musi być popisem umiejętności logicznego myślenia oraz spostrzegawczości. To triumf detektywa nad ciągle zmieniającą się materią rzeczywistości, uchwycenie i wskazanie mordercy. Naznaczenie zła, próba odkrycia jego korzeni. Tego wszystkiego nie było w Mocku. Nie pozostaje mi nic innego, jak znaleźć sobie jakiś serial kryminalny w jednym z popularnych serwisów streamingowych. Obym się ponownie nie rozczarował...