Nowa usługa Randki Facebooka miała idealnie wpisać się w czasy pandemii i fakt, że ludzie potrzebują kontaktu. Miała. Niestety jeśli chce się być dobrym we wszystkim, będzie się kiepskim i to jest stara prawda, znana od lat. Facebook to Facebook, platforma społecznościowa. Na początku było świetnie, jednak później zaczęło się kombinowanie. Co gorsze – kombinowanie opierało się na kopiowaniu konkurencyjnych pomysłów.

Mam tu na myśli chociażby stories skopiowane z Instagrama. Tym bardziej dziwi, że Facebook jest właścicielem obu serwisów. Jakiś czas temu Mark Zuckerberg wpadł jednak na pomysł stworzenia Randek Facebooka. Bo jak to tak – ktoś miałby korzystać z Tindera? Skoro jest Facebook, czyli serwis od wszystkiego.

Randki Facebooka porażką?

Już wypatruję na Facebooku pojawienia się ofert mechaników, stolarzy i budowlańców. Oczywiście takie są w grupach Facebooka, ale nie zdziwi mnie powstanie dedykowanej usługi. A może już jest? Wróćmy jednak do randek Facebooka.

Za sprawę wzięli się redaktorzy z The Verge. Wygrzebali oni kilka danych statystycznych, które są trzymane pod kluczem przez Facebooka. Najwyraźniej nie ma się czym chwalić. Tak jak na początku istnienia Facebook Dating, Zuckerberg chwalił się osiągami na prawo i lewo, tak teraz – cisza. Nic dziwnego, bo początek napędzany był zasobami Facebooka, gdyż Randki są niejako wpięte w główny serwis. Jednak mimo tak świetnego handicapu Randki Facebooka sobie nie poradziły.

Dla przykładu – jak informuje The Verge – Facebook ostatni wynik zaprezentował na jesieni ubiegłego roku. Wtedy Randki stworzyły 1,5 miliarda „dopasowań” w serwisie. W tym samym okresie Tinder miał na koncie… 55 miliardów tychże.

Serwis podaje dalsze statystyki – przykładowo w Nowym Jorku w ostatnim tygodniu Facebook Dating odnotowało prawie 280 tysięcy „randkujących”. Wynik, jak na ponad 8 milionów mieszkańców jest dość tragiczny.

Facebook jest zatem na drodze obranej przez innego giganta, czyli Google. Może niebawem powstać cmentarzysko aplikacji, czy też projektów, które po prostu się nie udały. Pytanie jest tylko jedno: czy Mark Zuckerberg będzie miał cojones, aby przyznać się do porażki?