Sylwester Wardęga skazany, ale to nie on ma problem | DailyWeb.pl - codziennie o sieci

Sylwester Wardęga skazany, ale to nie on ma problem

Opublikowano 5 miesięcy temu - 1


Nie ukrywajmy. Pranki Sylwestra Wardęgi są tak prymitywne, że aż momentami śmieszne. Jednak zawsze gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że nie chciałbym być ofiarą jego niewybrednych żartów. Jak się okazało, nie tylko ja. Jedna z jego akcji rozpoczęła się w metrze, a zakończyła w sądzie.

Sylwester Wardęga oraz Maciej Wapiński zostali ukarani grzywnami (kolejno 300 i 200 zł, a także po 80 zł tytułem kosztów postępowania sądowego) za zakłócanie spokoju i porządku publicznego. I jak już zapowiada znany YouTuber, będzie się od wyroku odwoływał. Argumentując to na Facebooku, w jakże pokręcony sposób. Wychodzi oczywiście na to, że on nic nie zrobił, a ochrona metra powinna siedzieć w piwnicach i grać w karty – mocno parafrazując.

 

Po 15 miesiącach otrzymałem wyrok w sprawie "Lorda Vadera" jednak jak się okazuje karuzela śmiechu jeszcze się nie...

Posted by SA Wardęga on Donnerstag, 23. März 2017

Podsumowałbym to już teraz. Pisząc jedynie, że wyżej wymieniony naprzykrzał się ludziom już tyle razy, na tak wiele żenujących sposobów, że aż dziwi, iż ciągle istnieje jakiekolwiek przyzwolenie na jego wybryki. A kwota kilkuset złotych – nomen omen – jest śmieszna. Mówimy tu o dorosłym facecie, który ganiał z gołym tyłkiem po galerii handlowej.

Jednak bardziej martwi mnie coś innego – skala zjawiska. YouTube przynajmniej stara się zapewniać swoim widzom jakiś poziom. W tym, przynajmniej próbuje walczyć z treściami nieodpowiednimi. A to co robi Wardęga jest wierzchołkiem góry lodowej. Widziałem idiotów, którzy przechadzają się z bronią po ulicach i straszą nią przechodniów. Tego typu kanały nieźle funkcjonują, a ich materiały wiszą w serwisie bez większych obaw, że moderatorzy zrobią z nimi cokolwiek. I albo moje postrzeganie rzeczywistości jest jakieś pokręcone, albo takie zabawy są wyjątkowo nieodpowiednie i powinno się je jasno określić jako działania niebezpieczne. Nie ważne, czy broń jest prawdziwa, czy z zrobiona z magicznego sernika, skoro wkręcany nie ma pojęcia, że jest ofiarą prankstera.

I choć broni użyłem, by jak najjaskrawiej nakreślić problem, to daleko szukać nie trzeba. Chociażby bębniona ostatnio przez niemal wszystkie media sprawa chorej gry w niebieskiego wieloryba. To idealny przykład tego, jak głupia moda roznosi się niczym epidemia. Podobnie jest z ekstremalnymi pranksterami, których pomysły są często równie bezmyślne.

Dlatego nie rozumiem polityki postepowania YouTube'a, czy właściwie jej braku w przypadku pranksterów. Ci żartownisie zagrażają nie tylko sobie i osobom w swoim otoczeniu, ale również zarażają głupotą widzów. W stopniu nie mniejszym, niż hiszpanka na początku XIX wieku. A każda pandemia ma swój okres wylęgania. Odbiorcy, szczególnie ci najmłodsi, przenoszą tego typu zachowania z sieci do domów i na ulice. Niektórzy zaczynają nagrywać własne wygłupy, a inni po prostu wygłupiają się dla samej radości wygłupiania. I tak, jak w przypadku naszego gwiazdora, gdy tylko coś nie wyjdzie, zaczynają ujadać publicznie o tym, jacy to są wspaniali, a cała reszta się na nich uwzięła. Z jednej strony mamy żałosne usprawiedliwienia, a z drugiej często nie trzeba wiele, by doszło do tragedii. Brak autorefleksji poraża. Po obu stronach.

Obecnie YouTube przeprasza środowisko LGBT za marginalizowanie ich treści. Reklamodawcy wycofują się z platformy, gdyż ich spoty zaczęły pojawiać się przy nagraniach sympatyzujących z terrorystami i materiałach antysemickich. Jednak serwis ma od lat inny, niesłabnący i nie mniej poważny problem. Są nim bezmyślni prankerzy. Chyba trzeba nieszczęścia, by kierownictwo firmy zwróciło na to uwagę.


Autorem tekstu jest Dariusz Filipek