Mam nadzieje, że „Surviving the Aftermath” nabierze rumieńców

Mam nadzieje, że „Surviving the Aftermath” nabierze rumieńców

Opublikowano 29.12.2019 20:47 -


Na „Surviving the Aftermath” polowałem od dawna. Aż w końcu się udało! W ramach świątecznej promocji na Epic Game Store pojawiła się możliwość wykorzystania kuponu na 40 złotych. Stwierdziłem, że żal przepuścić taką okazję. „Surviving the Aftermath” po rabacie kosztowało mnie zawrotne 30 złotych. I to jest uczciwa cena za tę grę, za produkt, który jest we wczesnym dostępie. Co odczułem po pierwszych 4 godzinach zabawy.

To nie jest zła gra! Jest niezła, ale twórcy mają jeszcze dużo do dopracowania. Najbardziej obawiałem się tego, że będzie bezmyślną kalką „Surviving Mars”, o którym pisałem na łamach DailyWeb. „Surviving the Aftermath” faktycznie korzysta z rozwiązań charakterystycznych dla tej franczyzy, zostało wydane przez tę samą firmę, czyli Paradox Interactive, ale tę grę stworzyło Iceflake Studios.

Mam wrażenie, że do tematu przetrwania podeszli inaczej niż Haemimont Games, który odpowiadają za „Surving Mars”.

Przy czym uważam, że ten drugi tytuł już wyrósł z chorób wieku dziecięcego i teraz stanowi ciekawą formę gry ekonomicznej. Z niezłą głębią. Czego na pewno nie mogę powiedzieć o „Surviving the Aftermath”.

Ten tytuł przypomniał mi to, że tycoony i inne odmiany gier ekonomicznych to coś więcej niż zarządzanie zasobami. Samo skupienie się na łańcuchach produkcji to trochę za mało. W „Surviving the Aftermath” moim zadaniem było zbudowanie i utrzymanie dobrze prosperującej osady w czasach apokalipsy. Musiałem zadbać o pożywienie, schronienie, a także stworzyć sensowną sieć produkowania istotnych surowców.

Mogłem je także pozyskiwać, eksplorując mapę, co wymaga sporo czasu, cierpliwości, a także wymusza konieczność mierzenia się z różnymi niebezpieczeństwami.

Ten element bardzo mi się spodobał! Szukałem ruin, osad, z którymi będę mógł handlować, a także niszczyłem kolejne posterunki bandytów. Przypominało mi to mocno uproszczoną zabawę rodem z serii „Civilization”. Niestety, zarządzanie osadą w „Surviving the Aftermath” szybko niszczy przyjemność z rozgrywki.

Nie jest ciekawe. W zasadzie opiera się wyłącznie na surowcach, co jest smutnym uproszczeniem modelu gry ekonomicznej. A gdzie infrastruktura? Dostawy? Ulepszanie domów? Zużywanie różnych zasobów przez ludność? Brakuje tutaj głębi. Ciekawiej byłoby, gdyby pojawiło się jakiś model budowania relacji w wirtualnej społeczności.

Obecnie zarządzanie postapokaliptycznym miastem przypomina klikanie w grze mobilnej. Tylko przeskakuję pomiędzy budynkami, wysyłam tam pracowników, a potem patrzę na listę surowców, czy wystarczy mi jedzenia i wody na kolejny dzień.

Okazjonalnie rozwiązuję jakiś problem, który sygnalizują mi mieszkańcy. Jest to mało zajmujące, szybko przestałem czytać te informacje. Handel niczego nie zmienia, mam wrażenie, że został wykonany po linii najmniejszego oporu. Myślałem, że w „Surviving the Aftermath” będę mógł wyspecjalizować swoją osadę, nadać jej jakiś charakter, a ewentualnie słabości rozwiązać poprzez sojusze, handel lub eksplorację mapy.

Być może gra nabierze rumieńców w kolejnych aktualizacjach. Obecnie uważam, że jest średnia. Na rynku są ciekawsze produkcje, w których należy rozwijać osadę w trudnych warunkach. Na przykład nasz polski „Frostpunk”.

Wieści z Rozładowani.pl

Poszukujemy do DailyWeb dwóch redaktorów i korekty [Zobacz]

Plebiscyt DailyWeb na najlepszy sprzęt: DailyWebstery 2020 - [Zagłosuj]