Pamiętacie jeszcze o tej usłudze Google’a? Streamowanie gier, w ofercie dostępny jest „Cyberpunk 2077”, od grudnia 2020 roku Stadia jest dostępna w Polsce, więc można testować. Ja jeszcze się nie skusiłem, więc nie będę pisał na temat tego, czy to działa, czy nie. Inna sprawa mnie zainteresowała. Google ogłosiło, że zamyka wewnętrzne studio, którego celem miało być tworzenie gier na Stadię.

Tak, to nie jest żadna plotka, tylko fakt. Tę informację znajdziecie, na oficjalnym blogu Google’a. W tym momencie warto zastanowić się nad tym, czy w zasadzie Stadia ma być. Przyznaję, że sam czekałem na jakieś konkretne wiadomości dotyczące gier stworzonych pod tę usługę. Liczyłem na to, że będzie przypadek podobny do produkcji Nintendo powstających na Pstryka. „Legend of Zelda: Breath of the Wild” jest interesującym pokazem możliwości i ograniczeń Switcha. W przypadku Stadii nic takiego nie nastąpi. Graczom pozostaje odpalanie najnowszego „Assasin’s Creed” lub „Cyberpunka 2077”.

Czym w takim razie będzie Stadia? Pośrednikiem pomiędzy końcowym klientem, a wydawcą lub developerem, który chce, aby jego gra działała w formie streamingu. Oczywiście, trzeba założyć, że tacy się znajdą.

W końcu nie tylko Google może coś takiego zaoferować. Nie zapominajmy o xCloud od Microsoftu! Warto także zaznaczyć, że to są też dwa różne sklepy! Nie wszystkie gry są dostępne w ramach planów abonamentowych, najnowsze tytuły trzeba po prostu kupić. Tak jak w pozostałych platformach dystrybucyjnych. I co teraz ma zrobić osoba, która posiada własną bibliotekę na Steamie lub Epic Store? Na ile dla kogoś takiego Stadia pozbawiona tytułów na wyłączność jest atrakcyjna? Mnie w ogóle nie przekonuje, ale ja posiadam odpowiedni sprzęt. W końcu Stadia miała dawać radość rozgrywki tym, którzy nie mają odpowiednich komputerów, a również chcieliby skosztować radości z cyfrowych światów. Doskonale to rozumiem!

Tylko czy wydawcy gier będą przekonani do tego pomysłu? Uważam, że tutaj dużo zależy od bazy klientów Stadii. W tym przypadku bardziej atrakcyjna wydaje się oferta Microsoftu, która aktywnie pracuje nad rozwojem usługi Game Pass. xCloud ma być dostępny w planie Ultimate.

Poza tym Microsoft chętnie chadza na zakupy i w ten sposób pozyskuje kolejne tytuły do swojej oferty. Niektóre pewnie będą na wyłączność, ale już sama możliwość zagrania w dniu premiery w „Wasteland 3” lub „Gears Tactics” była dla mnie atrakcyjna. Właśnie dzięki takim praktykom Microsoft może być bardziej atrakcyjny dla wydawcy lub twórcy danego cyfrowego produktu. Zresztą ma też własny sprzęt, czego o Google’u powiedzieć nie można. Stadia jest dla mnie doskonałym przykładem tego, że można mieć wspaniałą wiedzę na temat tworzenia różnych produktów cyfrowych, a i tak wyłożyć się na gamedevie. Zresztą w oficjalnej informacji znajduje się fragment doskonale podsumowujący chęć tworzenia własnych gier:

Creating best-in-class games from the ground up takes many years and significant investment, and the cost is going up exponentially. Given our focus on building on the proven technology of Stadia as well as deepening our business partnerships, we’ve decided that we will not be investing further in bringing exclusive content from our internal development team SG&E, beyond any near-term planned games.

Cóż, nie od dziś wiadomo, że game dev potrafi pożreć dużo czasu i pieniędzy, a zrobienie ciekawej gry, to złożona praca kreatywna. Zresztą nie tylko Google się na tym wyłożył. Amazon Game Studios również nie ma dobrej passy. Ich kolejne produkcje to spektakularne klapy, a na dodatek pojawił się artykuł na Bloombergu, w którym zostają obnażone słabości Amazon Game Studios.

Nie wystarczy być wielką korporacją z rozbudowanymi procesami produkcyjnymi, aby robić gry. Microsoft zdaje się o tym widzieć. Dlatego po prostu kupuje studia i wydawców, którzy już wiedzą jak zajmować się tym wycinkiem cyfrowej rozrywki.