Nikon Zf czy to aparat, który mógłbym mieć? Pierwsze wrażenia
Nikon Zf to kawał aparatu.

W ubiegłym tygodniu trafił do mnie na testy długo wyczekiwany Nikon Zf. Chwilę przyszło mi poczekać na jego testy, z wielu powodów organizacyjnych, ale w końcu się udało. W dodatku dostałem go ze szkłem, które bardzo chciałem sprawdzić, a które nijak się nie wpisuje w dość szczególną charakterystykę tego aparatu: Nikkor 28-70 f2.8 S. W efekcie aparat wygląda jak mezaliansowego romansu, ale absolutnie w niczym mi to nie przeszkadza. Zapraszam na garść pierwszych wrażeń, bo jest o czym opowiedzieć.




Nikon Zf znalazł się w orbicie moich zainteresowań, tuż po tym kiedy postanowiłem ostatecznie sprzedać swojego Fujifilm X-T3. Temu ostatniemu poświęciłem sporo materiału na stałce i dalej uważam, że to świetny sprzęt, a ich obiektywy jeśli postawić jakość w stosunku do ceny, to mistrzostwo świata. Nikon Zf zwrócił na mnie swoją uwagę po testach świetnego Nikona Z7 II, który przypomniał mi o emocjach, które od zawsze towarzyszyły mi podczas korzystania z tego sprzętu. Czar wspomnień wrócił wraz z chęcią robienia zdjęć i zabierania tego sprzętu ze sobą na spacery, z rodziną czy psiakiem. Postanowiłem rozejrzeć się co ciekawego słychać w Nikonie, którego od lat kompletnie nie śledziłem, odkąd stałem się właścicielem Canona R6.

Okazało się, że Nikon Zf bardzo mocno odróżnia się od reszty stawki i zdaje się być konkurentem dla wszystkich fanów stylistyki retro, którą tak bardzo forsowało FujiFilm (zresztą bardzo skutecznie). Zaciekawił mnie ten sprzęt, bo wyglądał niemal identycznie jak mój analogowy Nikon FE2, którego niedawno sprzedałem. Kilka mejli, trochę czasu i udało się, Nikon Zf trafił w moje ręce na testy.

Zf jest dużo większy niż się wydaje
Po jednym fotospacerze dopiero zaczynamy się poznawać, ale Zf ma jedną cechę, która od samego początku zwróciła swoją uwagę. To gabaryt. Ten aparat jest naprawdę wielki. Oglądające recenzje i testy, byłem przekonany, że jego wielkość to maksymalnie 3/4 tej rzeczywistej. Mój FE2 wyglądałby przy nim jak zabawka dla dzieci, ale nic dziwnego, Nikon musiał upchnąć tam pełną klatkę, a tym samym puszka musiała do tego celu zostać dostosowana.

Kolejna rzecz, która rzuca się w oczy to grip, a właściwie jego brak. Oczywiście mój zestaw z obiektywem 28-70 to prawdziwe monstrum, które stylistycznie odbiega dość mocno od tego, jak prezentuje się puszka, to komfortowe korzystanie z aparatu bez zewnętrznego gripa byłoby niemożliwe, a przynajmniej bardzo niewygodne i najpewniej ryzykowne. Ja swój zestaw dostałem z dodatkowym, akcesoryjnym gripem, który zmienia wszystko. To sygnał, że jeśli będziecie chcieli wyjść poza dedykowane stylistyczne obiektywy Nikona, właśnie do Zf, to czeka Was zakup zewnętrznego gripa.
Guziczki i pokrętła
Te robią doskonałą robotę! Jestem wielkim fanem tego oldschoolowego looku aparatów, gdzie wszystkie ustawienia wyciągnięte są na puszkę i nie trzeba dłubać w menu, by się do nich dostać. Doskonałe doświadczenie i ogromny komfort. W Zf jest nie inaczej i jestem wielkim fanem, nawet pomimo faktu, że pokrętła nie mają blokad (jak w FujiFilm), to absolutnie w niczym nie przeszkadza i nie zdarzyło mi się jeszcze samoistnie/nieświadomie/przypadkiem zmienić, któregoś z ustawień właśnie na pokrętle.





Prawdziwą gwiazdą jest niewielki ekran, który pokazuje zadaną wartość przysłony. Ten nawiązuje do charakterystycznego okienka, które w analogowym FM2 wskazywało aktualną liczbę wykonanych klatek na materiale światłoczułym. Świetny i cieszący oko mały akcent. Szanuje za niego, bo pewnie musiała zostać stoczona wielka walka pomiędzy designerami Zf, a księgowymi.
Obrotowy ekran?
Ten element budzi chyba najwięcej emocji. Wszyscy wiemy doskonale, jaki Nikon ma stosunek do obrotowych ekranów. W lineupie ma ich naprawdę niewiele, stawiając najpewniej głównie na doświadczenia związane z fotografowaniem. Dlatego też postanowili do swojego najbardziej klasycznego, nawiązującego do analogowej przeszłości aparatu, wpakować… obrotowy ekran. Nie klei mi się tutaj nic, ale oczywiście nie będę narzekał, bo to tylko dodatkowa zaleta tego aparatu.

Ciekawie jest też rozwiązany wybierak trybów, zlokalizowany po lewej stronie urządzenia. Tryby PASM i Auto powodują włączenie lub wyłączenie wybieraka czas po prawej stronie. Jeśli wybierzecie np. tryb Auto, to ustawienia czasu na pokrętle po prawej stronie nie będą działać.
Teraz pozostaje tylko poznać się lepiej podczas najbliższych fotospacerów, a ja nie ukrywam, że bardzo się na ten test cieszę, chociaż po cichutku celuje w jego nieco większego brata.
Pełny test już wkrótce na stałce.
Last modified: 21 sierpnia 2024

“Prawdziwą gwiazdą jest niewielki ekran, który pokazuje zadaną wartość przysłony.” Naprawdę? Taki sam ekranik jest w Zf s. Podczas testu tego aparatu ani razu z niego nie skorzystałem. Rozumiem, styl vintage, ale wszystkie dane i tak widać w wizjerze czy na ekranie.
Hej Maciej,
oczywiscie, że widać i ten ekranik jest kompletnie do niczego niepotrzebny (uzytkowo), ale to jest ten smaczek projektowy, który cieszy oko i zwraca na siebie uwage. To taki pstryczek w nos dla księgowych, ja jestem wielkim fanem, szczegolnie, ze juz nawet odchodząc od aparatów, cala elektronika i nie tylko projektowana jest tak, zeby bylo najtaniej, bez niepotrzebnych elementow. A tu taki smaczek 🙂