Nikon Z fc – zapowiada się tak dobrze, jak sobie wyobrażałem
Czy Nikon Z fc zostanie z nami na dłużej?
Do naszej redakcji trafił właśnie może i nie najnowszy aparat, ale za to z jakim stylem. Kurier wczoraj dostarczył do nas Nikona Z fc, a ja nawet zdążyłem zabrać go, w pakiecie z małżonką nad nasze Morze Bałtyckie i sprawdzić jak wypada w praktyce. Zapraszam na garść pierwszych wrażeń.
Kiedy zobaczyłem linię Z f od Nikona, byłem pod wielkim wrażeniem. Mamy piękną, klasyczną konstrukcję, która do złudzenia przypomina aparaty z epoki, których de facto jestem wielkim fanem (po sprzedaży FE kilka lat temu, właśnie kupiłem wymarzonego Nikona F3). To była bardzo ciekawa konstrukcja, dająca masę frajdy z robienia zdjęć. Miał on jedną zasadniczą wadę, która była dla mnie sporym zaskoczeniem, pisałem w pierwszych wrażeniach:
Po jednym fotospacerze dopiero zaczynamy się poznawać, ale Z f ma jedną cechę, która od samego początku zwróciła swoją uwagę. To gabaryt. Ten aparat jest naprawdę wielki. Oglądające recenzje i testy, byłem przekonany, że jego wielkość to maksymalnie 3/4 tej rzeczywistej. Mój FE2 wyglądałby przy nim jak zabawka dla dzieci, ale nic dziwnego, Nikon musiał upchnąć tam pełną klatkę, a tym samym puszka musiała do tego celu zostać dostosowana.
Tym samym pojawiła się automatycznie myśl, że skoro Z f jest daleki od rozmiarów jego starszych braci sprzed kilku dekad, to oznacza w praktyce, że Z fc będzie dokładnie tym, czego oczekiwałem w kontekście gabarytu. No i nie pomyliłem się, bo Z fc dokładnie taki jest: niewielki, kompaktowy i piękny. Zauroczenie od pierwszego wrażenia, mimo że oczywiście to matryca APS-C, która co do zasady będzie sobie radzić gorzej niż pełna klatka w Z f. Czy jednak w moim scenariuszu ma to jakiekolwiek znaczenie? Kompletnie żadnego. Dlaczego?
Ten test to w zasadzie poszukiwanie aparatu dla mojej małżonki. Po sprzedaży Sony A7R, padło na coś nieco bardziej kompaktowego. Na pierwszy rzut, wpadłą Leica D-Lux 8, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Przepiękna i kompaktowa konstrukcja, w klasycznym reddotowym wydaniu. Nie ma chyba piękniejszych aparatów jeśli chodzi o ich wzornictwo. Tym bardziej że D-Lux 8 wygląda jak kompaktowa wersja Q3. Małżonka była zachwycona prostotą obsługi, niewielkimi rozmiarami, jak i efektami zdjęć, pomimo że tam matryca do największych nie należy. W zasadzie możemy kupować.
Nie byłbym jednak sobą, gdybym jej nie zaproponował sprawdzenia innych opcji. Z fc wydaje się kandydatem idealnym i po pierwszym spacerze, wygląda na to, że Leica może odejść w zapomnienie (startowo mamy inną cenę i matrycę), a to mocne argumenty.

Pomimo że to druga połowa robiła wszystkie zdjęcia i głównie obcowała z Nikonem, to i ja miałem na to przestrzeń. Pierwsze wrażenia są naprawdę dobre, ale już przy pierwszym poznaniu znalazłem i wady. Przede wszystkim Nikon ma nieco inne podejście do serwowania ustawień PASM, które w starych analogach były zawsze na górnym wybieraku po prawej stronie, a tutaj mamy je po lewej, pod głównym pokrętłem. Nic skomplikowanego, trzeba tylko nieco zmienić swoje przyzwyczajenia.
Ponadto aparat jest bardzo intuicyjny w obsłudze, a ja jestem ogromnym fanem stylizowania aparatów na analogowe i wyciągania pokręteł i przycisków na puszkę, by unikać grzebania w menu na podstawowych ustawień (nie dotyczy aparatów marki Leica, rzecz jasna, tam kocham ich minimalizm). W Z fc wszystko na pierwszy start z aparatem wydaje się być wygodne i dość intuicyjne. A obecność dwóch wybieraków pod palcem wskazującym i kciukiem cieszy.
Niewielkie okienko na górnej krawędzi aparatu, informujące nas o przysłonie jest genialne i nadaje charakteru i wyjątkowości. Sęk jednak w tym, że w przypadku Zf było ono wyraźne i czytelne, niestety w Z fc przy pełnym słońcu raczej nie macie co liczyć, na ujrzenie tego, co ono pokazuje. Dziwne i trochę ubolewam, że tak jest.
To, co również zwróciło moją uwagę to piękny dźwięk migawki. Solidny, głośny, charakterystyczny, a nie jak wydostające się gazy z jelita grubego niewielkiego ptaka. Wybaczcie porównanie, ale niestety jest jakiś trend, by nawet symulowane dźwięki migawki brzmiały po prostu źle.
O zgrozo po tym jednym dniu z Nikonem, znowu moje serce zaczęło bić mocniej w kierunku tej marki. Mam swoją Sigmę, którą uwielbiam, ale jeśli podtrzymane zostanie to, jaką sympatię zyskała również do niego moja żona, to wygląda na to, że chyba nie będziemy dalej szukać. Oczywiście pozostają jeszcze pełne testy, wyjdą pewnie kolejne wady, ale ten aparat zapowiada się naprawdę dobrze. Tym bardziej że daje naprawdę piękne kolory, ale też i dziwną tendencję do prześwietlania zdjęć, niemniej obrazek z niego jest naprawdę świetny. Do tego jeśli dorzucimy cenę puszki, którą można złapać za 3 300 PLN i świetny 40mm f2 za 800, to za nieco ponad 4 000 mamy kawał solidnego sprzętu.
Czy ten aparat zostanie z nami na dłużej? Tego się przekonamy wkrótce, przy okazji pełnego testu, a tymczasem zostawiam Was z garścią zdjęć.















Śledź stałkę na:
Last modified: 11 lipca 2025
