Kupiłem starego analoga, którego pokochałem od razu. Przed Wami kultowa, zaawansowana i ponadczasowa – Minolta α7

Autor:

SDIM0107

Chciałem upchać jeszcze więcej superlatyw tego aparatu, ale nagłówek zaraz zamieniłby się w leada. Minolta α7 to aparat, na który w redakcji czailiśmy się już jakiś czas. Kiedy w końcu po udanych targach i porządkach na półce z aparatami w naszym sklepie 35mm.pl, postanowiliśmy, że czas na nowe sprzęty do testów, a finalnie do wystawienia w sklepie, wiedziałem, że jednym z nich musi być Minolta α7. Chorowałem na nią od momentu, w którym przypomniałem sobie, że ona istnieje i była kawałem niesamowitego sprzętu, jak na swoją epokę. W końcu udało się upolować egzemplarz, który nie dość, że był w świetnym stanie, to dodatkowo miał jeszcze obiektyw 50mm f/1.4 w zestawie, a także grip. Kilka klików i kilka dni później Minolta trafiła w moje ręce. Zapraszam na garść pierwszych wrażeń.

SDIM0096

Markę Minolta pamiętam jeszcze z czasów ostatnich DSLRów, chyba by być bardziej uczciwym to była to Konica Minolta. Pamiętam tylko, że mój kolega taką posiadał i nieco zazdrosnym okiem patrzyłem na nią, a były to najpewniej czasy, kiedy posiadałem wówczas Nikona D50. Nie dam sobie kończyn obciąć, ale to najpewniej była Konica Minolta 5D. I w zasadzie te wspomnienie to mój najpewniej jedyny kontakt z marką, aż do teraz, kiedy stałem się szczęśliwym posiadaczem Minolty α7, która oczywiście z DSLRami nie ma nic wspólnego, a raczej z końcówką produkcji aparatów analogowych.

Dlaczego Minolta α7

Absolutny przypadek. Zobaczyłem ją na aukcjach w jednym z serwisów z ogłoszeniami, zobaczyłem jak wiele ma przycisków na body i ekran na pleckach, co w świecie aparatów analogowych to absolutny unikat (mówimy tutaj o ekranie, a nie okienku datownika rzecz jasna). Postanowiłem, że jeszcze segmentu pół-profesjonalnego jeśli chodzi o analogi, na stałce nie mieliśmy i kupiłem ją.

Minolta w rzeczywistości okazała się jeszcze piękniejsza niż na aukcyjnych zdjęciach. Grip nadawał jej bardzo wygodnego, komfortowego chwytu, a przy okazji obsługuje zwykle baterie AA, więc został uratowany, bo nie przygotowałem baterii do aparatu. Piękne klapnięcie lustra, ogromny i przestrzenny wizjer i tona możliwości ustawień, a niektóre zdumiewające, jak na aparat sprzed epoki. Największe wrażenie zrobiła na mnie funkcja, która niegdyś musiała być prawdziwym hitem, a teraz wywołuje tylko delikatny uśmiech na twarzy, mianowicie: Eye Start. W praktyce oznacza to, że aparat ustawia auto focus w miejsce, w które skierujemy aparat, po wcześniejszym wykryciu, że przyłożyliśmy oko do wizjera, rzecz jasna.

SDIM0099

Mamy wszystkie dobrodziejstwa znane z DSLRów, jak mnogie pokrętła, ustawienia pomiaru ekspozycji w trzech trybach, mamy ustawienia błyskania lampy, możemy zdecydować z której baterii chcemy korzystać (gripa czy aparatu) i to fizycznym przełącznikiem. W zasadzie α7 daje klimat, który doskonale znamy z DSLRów wczesnych epok, a możnaby rzec, że odróżnia ją to, że tu jednak dalej wkładamy film.

Ekran Minolty a7 to prawdziwa gwiazda

Prawdziwą gwiazdą tego aparatu jest ekran. Niech Was nie zwiedzie tylko jego gabaryt, bo skrywa on sporo ciekawych ficzerów. Zacznijmy od tego, prezentuje najistotniejsze informacja, jeśli chodzi o ustawienia aparatu i to w kilku wariantach/sposobach. Do tego ma doskonałą opcje dla tych, którzy chcą robić zdjęcia w nieco gorszych warunkach oświetleniowych, bo ma również opcje podświetlenia tego, co prezentuje wyświetlacz i uwierzcie, przydało mi się kilka razy (pomijając, że przysłonę i czas widzicie podświetlną w wizjerze).

SDIM0102

Prawdziwym wisienką na torcie jest jednak to, że informacje wyświetlają się adaptacyjnie względem ekranu, zależnie czy trzymacie aparat poziomo czy pionowo. To prawdziwy smaczek i ogromne zaskoczenie, że Minolta w tamtym czasie wpadła na tak proste i funkcjonalne rozwiązanie (czego nie ma często w nowożytnych bezlusterkowcach).

Poniżej ekrany mamy aluminiową klapkę, która skrywa ustawienia datownika.

Miałem nawet okazje zrobić na niej pierwszą rolkę (wpis się o tym już tworzy) i jestem zachwycony rezultatami, bo szkło Minolty AF 50mm f/1.4 robi doskonałą robotę, niezależnie od warunków, ale jest jeden drobiazg, który mnie irytuje, a w zasadzie jeden ficzer, którego mi brakuje. Otóż AF nie jest tym co znamy z nowożytnych bezlusterkowców, a to w praktyce oznacza, że jeśli będziecie chcieli zrobić zdjęcie np. przez piękne krzaczki, innemu obiektowi poza nimi, to okaże się, że AF wariuje, bo łapie wyłącznie obiekt na pierwszym planie. Brakuje mi ustawienia na sztywno punktu AF, który ma mieć priorytet (choć być może jestem jeszcze ignorantem i nie znalazłem tej opcji wśród przycisków na aparacie).

SDIM0098

Zapowiada się doskonała przygoda z Minoltą a7 i mam obawę, że ten aparat pozostanie ze mną na dłużej (został kupiony z myślą o naszym sklepie 35mm.pl). Ja tym samym zaczynam odkrywać aparaty z serii semi-pro z końcówki produkcji świata fotografii analogowej, gdzie zawsze kierowałem swoja uwagę w klasyczne manuale, małpki, głównie z lat 80 lub początku lat 90tych.

Wracam do Was wkrótce z galerią zdjęć doskonałej Minolty a7.

Last modified: 19 listopada 2025