Jestem oczarowany. Nikon Z 7II – nie zepsuj tego

Autor:

Jakby dobrze policzyć, to za wszystkie aktualne zestawy aparatów z obiektywami, które aktualnie testuje i posiadam, to myślę, że mógłbym sobie kupić całkiem fajne auto. Jednak to najnowsza przesyłka, które dotarła do mnie kilka dni temu, spowodowała największą radość i przede wszystkim ogromne zaskoczenie: Nikon Z 7II.

DSC 0061 1

Ten aparat to dla mnie jak sentymentalna podróż na podwórko, na którym się wychowałem. To otwierające się klapki w głowie: znam to miejsce, pamiętam te elementy, znam je, budzą we mnie doskonałe emocje, mimo że upłynęło tak wiele lat. O zgrozo jestem na tyle oczarowany tymi emocjami, że zastanawiam się, stosując dalej przenośnie, czy nie kupić mieszkania w tej okolicy, sprzedając aktualny dom.

Być może poniosło mnie nieco, więc nazwijmy rzeczy po imieniu. Nikon Z 7II oczarował mnie. To inna emocja niż w przypadku Sony A7IV, która trafił do mnie kilka dni wcześniej. O ile z Sony korzystam aktualnie cały czas i to właśnie głównie do rejestracji naszych dailywebowych vlogów i zanosi się, że to doskonały sprzęt, o tyle pierwsze zetknięcie z tym aparatem spowodowało uczucie, że gdzieś kiedyś już się poznaliśmy.

Początek pięknej przygody z Nikonem D50

Moja prawdziwa przygoda z fotografią zaczęła się od Nikona D50 lata świetlne temu. Wspominałem nie raz, że do dziś pamiętam pierwsze wciśniecie spustu migawki, jakość obrazu, dźwięk opadającego lustra, niesamowitą ostrość zdjęć. Potem kolejne niespełna 10 lat pięknej przygody z fotografią zarówno komercyjną (koncerty, śluby itp), jak i z nieustającą zajawką i robienie fot dla siebie przez przeróżne fototripy. W zasadzie kiedy myślę o sprzęcie foto, który odcisnął na mnie największy ślad, to nie drogi Canon czy Fujifilm, który mam, ale właśnie Nikon D50 z tanim kitowym obiektywem.

Poniżej kilka zdjęć, prosto z puszki, bez korekcji.

Kiedy dotknąłem Nikona Z7 II przypomniałem sobie ten piękny czas, a konstrukcja puszki, mimo że oczywiście inna, to przypomniała mi te piękne czasy, właśnie przez włącznik pod palcem wskazującym, przez świeższy wygląd menu, w którym widać korzenie i logikę sprzed lat. Przede wszystkim doskonała guma na gripie, pewny chwyt i to jak cholernie kompaktowy jest w stosunku do mojego R6. Pojawiła się przerażająca myśl, a gdyby tak sprzedać wszystko i skończyć ponownie w objęciach Nikona?

Oczywiście to był zbyt szalony, a przynajmniej pochopny pomysł, przecież dopiero go odpakowałem. Pierwszym kubłem wody był ekran, nie obracany, a to dla mnie wyklucza sprzęt, jak świetny by nie był, to może i lepiej, bo na horyzoncie jest jeszcze Zf, który po przygodach z Fujifilm X-T3, pewnie będzie pasował mi jeszcze bardziej. Emocje opanowane, a więc czas na pierwsze zdjęcia.

Nikona Z 7II dostałem z dwoma obiektywami. Stworzonym pode mnie 40mm f2.8, a także portretowym 85mm f1.8 S. Zabawne, bo testy Nikonów były pod dużym znakiem zapytania, kompletnie się do nich nie przygotowywałem i uwielbiam ten efekt, bo wszystko mnie zaskakuje, mogę odkrywać w miarę obcowania. Przede wszystkim, co mnie zachwyciło na pierwszy rzut oka to wielkość obiektywów, w zasadzie ich małość. Kompaktowe, zgrabne i minimalistyczne, wow. Po przygodach z genialnym RF 28-70mm f2 od Canona, wiem, że wielkość obiektywu ma znaczenie. Co z tego, że mam genialny obiektyw do wszystkiego, jeśli jego waga i wielkość wyklucza mi wiele scenariuszy korzystania z niego. Sprawdziłem wielkość odpowiednika w Nikonie i okazuje się, że nie dość, że jest sporo tańszy, to mniejszy i lżejszy (chociaż oczywiście naleśnik to to nie jest). Pierwszy raz pomyślałem, że sporo przespałem z tego, co w Nikonie się wydarzyło przez te ostatnie lata. Tym bardziej się ucieszyłem, że będę mógł to sprawdzić.

Kompaktowy

Przechodząc do samego sprzętu, to puszka to bardzo zwarta i kompaktowa konstrukcja. Wystarczy, że zobaczycie porównanie do APS-Cowego Fujifilm X-T3. A tu przecież mamy pełną klatkę. Znamy niewielkie konstrukcja z FF, chociażby jak ostatni pokazany Lumix S9, ale pomimo wielkiej ciekawości i tego, że chętnie bym go przetestował, to jest on wykastrowany, chociażby z EVF, a w Nikonie nie brakuje niczego.

Doskonały grip

Aparat świetnie leży w dłoni, grip pewnie obsłuży nawet nieco większe dłonie, a to ogromny sukces przy kompaktowych rozmiarach. Guma, którą pokryty jest aparat, dodatkowo daje +3 do pewności uchwytu i uczucie doskonałej jakości, której np. Canon R6 mi aż takiej nie daje.

Jeden krótki spacer za mną i w zasadzie powiedzieć mogę niewiele jeśli chodzi o doświadczenia z robienia zdjęć. Na pewnie 40mm f2 potrafi być ostre jak żyletka, a mówimy tu o obiektywie za nieco ponad 1000 PLN. Praca i obcowanie z puszką bez większych zarzutów. Może prócz blokady wybieraka trybów. Doskonale, że jest, ale zmiana trybu dopiero po przytrzymaniu wciśniętej blokady jest dla mnie czymś nowym, często frustrującym, by zrobić to jedną dłonią. W Fujifilm blokada ma dwa tryby: otwarty i zamknięty, tutaj trzeba przytrzymać, ale to być może kwestia przyzwyczajenia i obycia się z tym charakterystycznym rozwiązaniem.

Gdybym miał po pierwszych wrażeniach mógł wymienić ekran w górze urządzenia, pokazujące podstawowe informacje, na dodatkowy wybierak, to najpewniej zrobiłbym to bez zastanowienia. Nie używam i nie wydaje się być mi potrzebny, ale to również kwestia tego, że w R6 takiego nie mam (a kupując go, testując R-kę wcześniej, bardzo mi go brakowało). To więc może być kwestia obycia, przyzwyczajenia się. Tutaj jednak kolejny punkt na papierze dla Zf.

Tymczasem wracam do robienia zdjęć, dwa najbliższe tygodnie będą doskonałą przygodą, zarówno fotograficznie jak i pod względem video (bo wystartowaliśmy z vlogami). Zapraszam do recenzji wkrótce.

Last modified: 2024-06-10