[GALERIA] To miał być tylko test… a Minolta A7 skradła mi fotograficzne serce #analoglife

Autor:

Minolto, gdzieś była te lata?

A000312 R1 01 2A

Kilka tygodni temu trafiła do nas paczka aparatów, które miały rozszerzyć ofertę w naszym sklepie. W zestawieniu m.in. piękny i wyjątkowy Olympus mju LIMITED, który sprzedał się w zasadzie od ręki, Olympus LT-1 (któremu jeszcze poświęcimy uwagę), a także reprezentant segmentu, na który nigdy w świecie aparatów analogowych, szczególnie nie zwracaliśmy uwagi: Minolta A7. Zapraszam dzisiaj do pierwszej wywołanej rolki z tego aparatu i odpowiedzi na pytanie dlaczego ten aparat mnie tak bardzo oczarował.

Minolta a7 reprezentuje segment, który w świecie fotografii analogowej może się wydawać nieco zbyt nowoczesny. Bo w zasadzie jak dobrze się przyjrzeć, to niewiele jest technicznych różnić między ostatnimi wypuszczonymi pół-profesjonalnymi analogami, a pierwszymi cyfrowymi lustrzankami. Nieuczciwie mówiąc, to różni je w zasadzie wkład: matryca lub film, który wkładamy do środka. Cała reszta pozostaje bardzo tożsama. A wiadomo, że jak aparaty analogowe, to muszą być ciężkie, toporne i najlepiej w pełni mechaniczne. I ja również przebyłem tę drogę, reflektując się na segment point’n’shotów, które sporo namieszały mi w głowie i które cenie sobie jeszcze, niż stare SLRy, bo można znaleźć sporo perełek. Segment pół-profesjonalny z końca produkcji nigdy jednak nie wydawał się zbyt wyjątkowy, być może dlatego, że sam byłem beneficjentem pierwszych DSLRów, zaczynając przygodę z fotografią ponad 20 lat temu, kupując Nikona D50.

Urok Minolty a7

Niemniej Minolta a7 miała w sobie pewien urok, który przyciągał moją uwagę i wiedziałem, że prędzej czy później kupie ją, żeby mieć ją do artykułów na stałce i docelowo by powiększyła ofertę aparatów analogowych w naszym sklepie 35mm.pl

Plan najwyraźniej się nieco zmienił od momentu, kiedy pierwszy raz, po włożeniu baterii, usłyszałem dźwięk lustra i migawki, a także zdałem sobie sprawę, jak bardzo ten sprzęt odstaje od tego, co znam jako aparaty analogowe. Nagle się okazało, że mam nieco więcej możliwości w kontekście łapania kadrów, do których potrzebny jest np. autofocus. Nie mogłem się doczekać pierwszej rolki, która ostatecznie wylądowała w Minolcie, a oto pierwsze efekty.

Co istotne, załadowany został film Doublefilm Apollo 200, który nie był najlepszym wyborem na słoneczny dzień, dlatego że akurat ten dorzuca dość mocno żółtawą poświatę (która jest genialna co do zasady), ale chyba nie do końca efekt finalny wygląda dobrze, kiedy mamy sporo żółci już od samego słoneczka. To jednak nie przeszkadza Minolcie w niczym.

W zdjęciach poprawione zostały tylko kontrasty. Są również zdjęcia, które co do zasady nie wyszły tak, jak powinny. Nie zrobiłem notatek co do fot, ale większość z nich miała ustawiony punktowy pomiar światła. Obiektyw to Minolta 50mm f/1.4

Efekt? Świetny! Jakość obrazka jest wyjątkowa, ba, nawet zaryzykuje, że chyba tak ostrych i wyraźnych zdjęć na 35mm jeszcze nie zrobiłem. Ewidentnie optyka robi doskonałą robotę, a i pewnie kudosy również dla samej puszki. Wydaje mi się, że gdybym włożył do środka coś nieco mniej radykalnego, tylko jakiegoś Colorplusa, ten efekt finalny byłby jeszcze lepszy. Abstrachując jednak od samych efektów z galerii, to miałem ogrom przyjemności robienia zdjęć Minoltą. Szybki (jak na tamte czasy) AF, mnogość ustawień i jasnych obiektyw, genialny zestaw. Co istotne to ergonomia aparatu z gripem to oczywiście zestaw, który pewnie nie ma nic wspólnego z byciem niezauważonym, ale to bez znaczenia. Komfort pracy był ogromny, a gabaryt w ręce kompletnie nie przeszkadzał. Fakt, raczej nie trzymałem go zawieszonego na szyi, a raczej ciągle w solidnym uchwycie w ręce.

Pojawia się jednak duży problem

Miałem masę przyjemności robienia zdjęć Minoltą a7, a problem który się pojawią jest dość prosty. Chciałbym żeby została ze mną na zawsze, a przynajmniej na dłużej. Jeśli więc ostrzyliście sobie na nią zęby i uprzedzając pytania, to póki nie naciesze się jej towarzystwem, to pewnie nie wyląduje ona do tego czasu w naszym sklepie. O zgrozo, idąc dalej i mając poczucie, że segment pół-pro/pro aparatów analogowych z końca lat fotografii analogowej, to miejsce, które chce eksplorować jeszcze bardziej, niesprawiedliwie spychając je początkowo na margines moich zainteresowań.

Tym samym jeszcze chętniej na początek sprawdzę cóż ciekawego ze szkieł z tamtego okresu, można do mojej Minolty wrzucić. Jeśli macie sugestie, bardzo o nie poproszę w komentarzach.

Spodziewajcie się więcej rolek z Minolty a7, a jej samej nie zbyt szybko na 35mm.pl.

Last modified: 21 listopada 2025