Canon EOS R1 w naszych rękach. To nowa era profesjonalnych aparatów Canon
Chociaż oficjalna premiera aparatu dopiero trwa, my mieliśmy okazję przyjrzeć się mu bliżej już w poniedziałek. Co prawda to dosłownie tylko 3 godziny ze sprzętem. To jednak wystarczyło, by zapłonąć miłością do najnowszego, topowego Canon EOS R1.

Początek artykułów takich jak ten, jest zawsze podobny. Autor odwołuje się do poprzednika i porównuje zmiany, które zaszły i wyróżniają nowy model. Tu nie będzie to łatwe. Dokładnie 9 października 2018 roku zaprezentowano pierwszy aparat bezlusterkowy z pełną klatką z nowym bagnetem EOS RF. To historyczny krok, którym Canon zaznaczył zmiany i swoją dominację na rynku.

Od tamtego czasu zobaczyliśmy prawie 40 obiektywów z bagnetem RF (wliczając konwertery i obiektywy RF-S dla APS-C) oraz 17 aparatów z serii R. Do dzisiaj nie było wśród nich topowego modelu reprezentującego serię „1”. Seria pierwsza została zapoczątkowana przez model Canon F-1 w 1971 roku. Model ten był bardzo zaawansowany, a Canon był z niego bardzo dumny. Stworzono go tak, by działał w temperaturze od -30 stopni do 60 stopni Celsjusza, przy nawet 90% wilgotności. To od razu determinuje jego zastosowanie — zawód reporter!
Dalej serię pierwszą, najbardziej zaawansowaną i najodporniejszą reprezentowały takie kultowe modele jak EOS 1 z 1989 roku (pierwszy z obiektywami EF) ostatni analog EOS-1V z 2000 roku (którego definitywny koniec produkcji miał miejsce dopiero w 2018 roku!). Dalsze koleje tej serii miały wiele następców i ich wymienianie ma tu większego sensu. Warto jednak postawić kropkę w tej historii wspominając o ostatnim modele tej serii – EOS-1D X Mark III z 2020 roku.

Canon naprawdę długo kazał nam czekać na następcę serii 1 z bagnetem RF. Był ku temu jednak ważny powód. Canon chciał pokazać sprzęt, który będzie godny poprzedników i ich legendy. To właśnie się udało!
Canon EOS R1 – nowa generacja
Właściwą specyfikację możecie znaleźć w pliku PDF klikając tutaj, lub w artykule, które zapowiedział dzisiejsze premiery Canon EOS R1 oraz Canon EOS R5 Mark II. Tu skupimy się jednak na głównych wartościach, jakie niesie nowy model. Canon EOS R1 to model reporterki, który powstał bez kompromisu dla jakości, możliwości i jakości obrazka. Przynosi on szereg nowości, które nie są ewolucją w systemie R, tylko prawdziwą rewolucją!
Canon D70 zapoczątkował erę Dual Pixel CMOS AF — zaawansowanego systemu autofusa w aparatach Canon. Modele R6 i R5 wprowadziły w system Dual Pixel CMOS AF drugiej generacji. Teraz R1 oraz R5 Mark II wprowadzają jego następcę. Różnica jest jednak tak duża, że zerwano z tradycyjnym nazewnictwem. Teraz system nazywa się Dual Pixel Intelligent AF.

Obejmuje ona liczne ulepszenia, w tym dokładniejsze śledzenie osób dzięki identyfikacji twarzy i górnej części ciała oraz unikaniu przeszkód i innych sylwetek. Dodatkowym usprawnieniem tej funkcji jest możliwość rejestrowania przez użytkowników określonych twarzy w celu konsekwentnego nadawania im priorytetu podczas śledzenia.
Dodano nowy tryb „Priorytet akcji”, który automatycznie identyfikuje typowe pozycje dla określonych rodzajów akcji w koszykówce, piłce nożnej i siatkówce, rozpoznając i śledząc fotografowanego zawodnika z piłką w szybkich i dynamicznych sytuacjach. Dzięki temu możliwe jest uchwycenie najbardziej spektakularnych momentów akcji.
Funkcja automatycznego ustawiania ostrości za pomocą oka po raz pierwszy trafia do modelu EOS R5 Mark II. W obu nowych modelach jest ona na dwukrotnie wyższym poziomie w porównaniu z aparatem EOS R3. Dzięki matrycy o większej liczbie pikseli, ulepszonym diodom LED, większemu obszarowi wykrywania oka i zaktualizowanemu algorytmowi wykrywania fotograf może w instynktowny sposób wybierać obiekt do śledzenia w złożonej scenie.

Aparat wykorzystuje również całkiem nową platformę obrazowania o nazwie „Accelerated Capture” to procesor Digic X, który dodatkowo doposażono akceleratorem. Taka para potrafi przetwarzać ogromne ilości danych. Nie tylko tych wynikowych, po wciśnięciu spustu w aparacie, ale tego co przed polegającego na sztucznej inteligencji oraz głębokim uczeniu i uczeniu maszynowym. To już nie tylko aparat, teraz to prawdziwy superkomputer, który analizuje kard jeszcze zanim pomyślimy o zrobieniu zdjęcia.

EOS R1 może poszczycić się 40-procentową redukcją efektu „rolling shutter” w porównaniu z aparatem EOS R3, tak samo niskim jak EOS-1D X Mark III z migawką mechaniczną. Oba zaprezentowane dziś aparaty zyskały nową funkcję buforowania w pamięci zdjęć seryjnych przed naciśnięciem spustu migawki („pre-continuous shooting”), pozwalającą na zarejestrowanie do 20 klatek w przypadku EOS R1.

Aparat posiada całkiem nową matrycę 24,2 megapiksela, która dzięki specjalnej funkcji opartej na zaawansowanych procesach AI pozwoli generować pliki o rozdzielczości 96 MP. Wielosegmentowy autofocus jest tu po raz pierwszy krzyżowy, dzięki czemu wykrywa również poziome linie. Canon EOS R1 oferuje rozdzielczość 6K przy 60 kl./s lub 4K przy 120 kl./s, jak również 2K przy 240 kl./s. Posiada synchronizacje z lampami błyskowymi do 1/400 sekundy. Dodatkowo ulepszono jego stabilizację, która teraz sięga 8,5 działki EV. Nowością jest też dwustopniowy przycisk AF-ON, który pozwala na natychmiastową aktywację dwóch programowalnych funkcji za pomocą jednego przycisku, umożliwiając fotografowi szybkie reakcje na zwroty śledzonej akcji.

Pierwsze wrażenia po 3 godzinach
W poniedziałek udało mi się dzięki uprzejmości Canon Polska przez około 3 godziny poznawać walory nowego flagowca. Pierwsze co zwraca na siebie uwagę to precyzyjna obudowa i całe mnóstwo przycisków. Co ciekawe nie wszystkie kojarzone będą przez znawców serii lub użytkowników zaawansowanych aparatów Canon. Mam tu na myśli nowy dwustopniowy przycisk programowalny AF-ON (i jego powtórzenie w chwycie pionowym) oraz przyciski podświetlania mini wyświetlacza i M-Fm. Oba opisane niebieskimi ikonami nowych funkcji cropowania i interpolacji obrazu. Tu nie uprzedzając faktów, należy spodziewać się znakomitych efektów, bo Canon wyciąga tę funkcję na wierzch. Nowa syntetyczna okładzina zapewnia niesamowicie dobry chwyt, chociaż należy tu pochwalić również świetne wyprofilowanie obudowy i głębokiego gripu. Poprzednik, czyli lustrzanka Canon EOS-1D X Mark III ważył około 1350 gramów. Canon EOS R1 robi tu miłą niespodziankę. Waga body to tylko 920 gramów, co robi sporą różnicę.

Wizjer aparatu jest całkiem nowy. Posiada rekordową dla Canona rozdzielczość 9,44 MP. To robi wrażenie i po powrocie do mojego prywatnego aparatu po prostu czułem się źle. Rozdzielczość robi ogromne wrażenie i bardzo mi jej brakuje.

Niestety nie miałem okazji sprawdzenia jak radzi sobie całkiem nowy system w Dual Pixel Intelligent AF. Jego działanie ograniczało się do biurowego pokoju, w którym się znajdowałem i mam tu pewien niedosyt, bo jego działaniu we wnętrza było nieprawdopodobne. Chciałoby się wyjść z aparatem w plener.
Jeśli dobrze zauważyłem, menu aparatu nieznacznie różni się graficznie względem nawet najnowszego Canona EOS R7. To małe zakładeczki, które widać przy kartach. Jest też tu cała masa dodatkowych opcji, które wynikają z możliwości aparatu.














Trzy godziny to za mało, wiem jednak, że Canon prezentując R1 zrobił kawał dobrej roboty, prezentując sprzęt, który zasługuje na miano flagowca. Co ciekawe nie można narzekać również na cenę, po 4 latach, pandemii, załamaniu na rynku logistycznym, inflacji i całej masie innych negatywnych warunków cena aparatu nie zmieniła się wiele względem poprzednika. Za aparat przyjdzie nam zapłacić 34 499,99 zł (Canon EOS-1DX Mark III kosztował 32 440 zł). Więcej informacji na stronie producenta.
Last modified: 17 lipca 2024
