Canon AF35M – historia Autoboya w trzech aktach. Niestety bez happy endu
Zakupy przez internet, zwłaszcza sprzętu używanego i wiekowego, jest pewną loterią. Zapoznajcie się z naszą historią Autoboya. Niestety tym razem bez happy endu.

Zanim przejdziemy do samego opisu aparatu, krótkie słowo wstępu na temat naszych zakupów redakcyjnych. Wymyśliliśmy sobie, że chcemy kupować i testować aparaty, które w jakiś sposób się wyróżniają, czy to wyglądem, czy historią, czy właściwościami optycznymi. Taki właśnie jest Autoboy.
Canon AF35M / Canon Sure Shot / Canon Autoboy
Dlaczego jako pierwszy aparat analogowy, do sprawdzenia na łamach stałki wybrałem Autoboya? Ponieważ Canon AF35M był pierwszym na świecie w pełni automatycznym aparatem kompaktowym. Zastanawiać się możecie, dlaczego raz o aparacie mówię per Autoboy, a innym razem AF35M. Otóż sprzęt ten występował pod trzema nazwami, w zależności od rynku, na którym był sprzedawany. Canon w Europie sprzedawał go jako AF35M, by na lokalnym rynku zostać nazwanym Autoboyem. To nazwa, która najbardziej przypadła mi do gustu. W USA aparat sprzedawany był pod nazwą Sure Shot, rozpoczynając długą, święcącą triumfy serię aparatów o tej nazwie.
Gdy już wyjaśniliśmy sobie kwestię nazewnictwa, zapoznam Was krótko z historią tego modelu. Canon AF35M zadebiutował w 1979 roku. Japońska firma nazywała go pierwszym kompaktem z autofokusem, jednak nie do końca tak było. Dwa lata wcześniej Konica w modelu C35 AF umieściła Honeywell Visitronic – mechaniczny system automatycznego ustawiania ostrości, który wykorzystywał światłoczułe detektory porównujące dwa obrazy w dalmierzu. Canon był jednak wyposażony w opatentowany system automatycznego ustawiania ostrości Canon Auto Focus System lub CAFS, który wykorzystywał wiązkę podczerwieni odbijającą się od najbliższego obiektu z powrotem do kamery.
Canon AF35M specyfikacja:
- Ogniskowa: 38 mm;
- Światłosiła: f/2.8;
- Ustawienia czułości filmu: 25 – 400 ISO, ustawiane ręcznie;
- Migawka i przysłona: automatyczne; EV 6 (f/2,8 przy 1/8 s) – 17 (f/16 przy 1/500 s);
- Wbudowana wysuwana lampa błyskowa, czas ładowania: 5-7 sekund;
- Elektroniczny samowyzwalacz;
Akt 1 – OLX i cisza na morzu
Często najlepszym sposobem na znalezienie wymarzonego aparatu są portale aukcyjne czy serwisy ogłoszeniowe. Najlepiej aparaty sprowadzać z Japonii, ale w przypadku takich popularnych i przez to tanich modeli jak Autoboy, jest to zupełnie nieopłacalne. Koszt przesyłki i cła przewyższa cenę samego aparatu. Dlatego nasze poszukiwania rozpoczęliśmy w Polsce, gdzie dość szybko udało się znaleźć aparat w rozsądnej cenie i akceptowalnym stanie. Po szybkiej finalizacji zakupu sprzedający zapadł się pod ziemię. Po kilku dniach prób kontaktu i upominania się o wysyłkę sprzedający… odesłał wpłacone pieniądze. Nie zostaliśmy więc oszukani, ale zostaliśmy bez Autoboya.
Akt 2 – Niemiec płakał jak sprzedawał
Po fiasku zakupów w Polsce nasza uwaga skierowała się do zagranicznych serwisów z ogłoszeniami. W jednym z nich znaleźliśmy nieźle zachowanego Autoboya, w rozsądnej cenie. Zdjęcia przedstawiały aparat w naprawdę niezłym stanie, jak na swój wiek, a sprzedający nie wspominał o żadnych problemach ze sprzętem. Dodatkowo aparat wystawiony był za naszą zachodnią granicą, więc odpowiadał nam zarówno czas dostawy, jak i jej cena. Spisując pierwsze wrażenia, użyłem żartu dotyczącego samochodów. Pisałem wtedy, że Niemiec płakał, jak sprzedawał, a nasz egzemplarz przeleżał lata pod kocem.


Jak się dość szybko okazało, z tym przeleżeniem pod kocem, coś było na rzeczy. Po otwarciu komory na baterie moim oczom ukazał się niezbyt przyjemny widok, który Wy możecie obejrzeć powyżej. Baterie sprzed 22 lat były rozlane i napęczniałe do tego stopnia, że ciężko je było wyjąć. Ostatecznie się to udało i z małą pomocą bimbru, mogłem rozpocząć przygodę z fotografią analogową w 2024 roku. Niestety wizualnie nasz Autoboy także prezentował się gorzej niż na zdjęciach na aukcji i posiadał kilka dziwnych patentów, jak podklejony korkiem kapsel do obiektywu, który już zaczął się kruszyć.



Akt 3 – Awaria
Spisując pierwsze wrażenia, pisałem, że wkładam do Autoboya tanią, małą czarno-białą rolkę, bo nie do końca ufam temu egzemplarzowi. Niestety w czasach, gdy 24-klatkowa rolka niezłego filmu kosztuje około 50 złotych, eksperymenty z nieznanym sprzętem są dość kosztowne. Nawet włożenie taniego filmu nie zniweluje nam niestety kosztów wywołania czy skanu. No cóż. No risk, no fun.









Jak widzicie na wywołanej kilszy i zeskanowanych negatywach, Autoboy niestety ma jakiś problem. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czy to problem z migawką, czy naciąganiem kliszy, czy jeszcze innym elementem. Faktem jest, że zdjęcia nachodzą na siebie, co czasem daje ciekawy efekt artystyczny, jednak dyskwalifikuje go z korzystania na co dzień. Niestety dla nas AF35M okazał się sprzętem, w który włożyliśmy kilka stówek (zakup plus eksploatacja), a który co najwyżej może zdobić moją półkę. Na jakiekolwiek posprzedażowe wsparcie sprzedawcy nie mamy co liczyć, bo na nasze pytanie o rozlane baterie odpisał tylko „Oh shit, sorry”.
Epilog
Co dalej z naszym Autoboyem? Czy będziemy próbować go naprawiać? Raczej nie, bo koszt naprawy przewyższy prawdopodobnie koszty sprzętu. Czy to ostatnie podejście do zakupu i testów AF35M? Z dużą dozą prawdopodobieństwa tak, bo abstrahując od efektów, zdecydowanie bardziej spodobał mi się Canon MC, który krąży gdzieś po naszej redakcji, ciesząc kolejną osobę. Autoboy jest w porównaniu z nim sporo większy, szalenie głośny, a jego autofokus lubi płatać figle. Być może jednak kiedyś jeszcze pokuszę się o zakup AF35M, bo to kultowy model, który warto mieć w swojej kolekcji. A tekst ten niech będzie dla Was przestrogą, że nie każde analogowe zakupy kończą się happy endem.
analog analoglife autoboy canon canon AF35M canon autoboy canon sure shot
Last modified: 26 czerwca 2024

Zainteresowałeś mnie tym modelem. Sprawdziłem portal na “A” i znalazłem na nim kilka egzemplarzy AF35M w dobrym stanie. Teraz zastanawiam się, czy nie kupić jednego z nich.
To model, który ma swoją historię, więc warto rozważyć jego zakup. Jeżeli chcesz kupić, to warto znać jego wady: autofokus, który potrafi przestrzelić (widać to na zdjęciach powyżej), mega głośne działanie (więc na dyskretne robienie zdjęć się średnio nadaje) oraz rozmiar i wagę.