Moje pierwsze zetknięcie z Sony A7IV – to będzie interesująca przygoda
Pierwsze zetknięcie z Sony, gdzie ja się uchowałem?
Wyjście poza swój kokon zawsze wiąże się z pewnymi ryzykami. Ja postanowiłem zaryzykować i dostałem do testów aparat, którego nie znam kompletnie. Mało tego, nie znam systemu, specyfiki, kompletnie nic. Oto garść moich pierwszych wrażeń z Sony A7IV i obiektywu FF 2.8/16-35 GM II.
Jak to się właściwie stało, że Sony przeszedł mi bokiem? Nie wiem. Przez tyle lat w zasadzie nie miałem potrzeby wychodzenia poza świat Canona, do którego lata wcześniej przeniosłem się z Nikona. O zgrozo tego drugiego ciągle jestem ciekawy i w zasadzie jeszcze w tym tygodniu najpewniej trafi do mnie aparat z tej stajni. Pamiętam, że wiele lat temu przy okazji wizyty w markecie fotograficznym w Szwecji (mają swoje foto markety) pobawiłem się aktualną generacją Alfy (nie pamiętam generacji) i zrobiłem jakoś tak:
What’s that brotha?! Tak mniej więcej, kiedy próbowałem zrozumieć jak poruszać się po menu. Wiem, że lata temu to był duży problem Sony, a przynajmniej akurat na ten aspekt narzekała społeczność. Jeśli do tego dorzucicie jeszcze brak znajomości systemu, całej klawiszologii na puszce, a i ten charakterystyczny, dziwny plastik, który puszka jest wykończona, to dało wielki efekt EEEEEW BROTHA, jak w memie powyżej. To oczywiście duża doza ignorancji przez brak znajomości idei, brak obcowania z tym sprzętem i przede wszystkim dużym przyzwyczajeniu do systemu Canona/Nikona.
Czas na nowy start
Teraz mam okazje, zupełnie świadomie zrobić drugiej podejście do serii A7 i tym razem bez większych memów, jestem po prostu ciekawy. Sony na pewno odrobiło lekcje, a menu wydaje się być całkiem rozsądnie poukładane i, mimo że dla mnie zupełnie nowe, to jednak ma ono logiczny układ i bardzo podoba mi się numerowanie poszczególnych opcji. Canon mógłby się zainspirować.
To nastawienie pewnie wynika z faktu, ze chwile wcześniej musiałem poznać ekosystem Fujifilm, który uważam, że mimo wszystko jest bardzo spartański i nie do końca intuicyjny. Jednak przy tej okazji uświadomiłem sobie, jak dobrze menu ma zorganizowane Canon i jak bardzo R6 jest dla mnie intuicyjna (pewnie w części też z przyzwyczajenia oczywiście), a ta świadomość pojawiła się właśnie po starcie przygody z Fujifilm.





Wracając jednak do Sony A7IV, to przede wszystkim pierwsze co rzuciło mi się w oczy to grip. Aparat leży idealnie i bardzo pewnie w ręce, a to cholernie ważne biorąc pod uwagę, jak wielkie gabaryty mogą mieć obiektywy pełnoklatkowe (np. ostatnio testowany RF 28-70 f2). Druga zaś, to inny plastik, którym wykończony jest Sony, inny niż znam z Canona czy Fujifilm. O ile obudowa Canona jest pokryta dość jednolitym, matowym wykończeniem, w Sony mam charakterystyczne nakrapianie w delikatnej satynie. Nic nie znaczący drobiazg, ale rzuca się w oczy.
Canon – ucz się od Sony i Nikona, gdzie ulokować włącznik aparatu
Pamiętam po przesiadce z Nikona na pierwszego Canona, lata temu, nie mogłem przeżyć tego, gdzie Canon umieszcza włącznik aparatu. Dlaczego nie mogę go mieć pod prawym palcem wskazującym jak w Nikonie? W Sony również włączenie/wyłączenie aparatu jest pod palcem wskazującym i to jest coś, co potrafię docenić po latach korzystania z Canona, kiedy pamięć mięśniową mam już wyrobioną i Canona włączam lewym kciukiem.
Mam wrażenie, że Sony A7IV zaprojektowany jest tak, by faktycznie główny nacisk na obsługę aparatu realizowany był prawą ręką. Wszystkie guziczki, joysticki i pokrętła znajdują się po prawej stronie aparatu. Lewa strona aparatu pozostaje pusta, nie licząc przycisku C3 i Menu. Nad nimi mamy dość interesującą pustą, płaską przestrzeń i jako Fujifilmowiec łapie się za głowę, dlaczego tam nie upchnęli dodatkowego pokrętła (pewnie dlatego, że z prawej mamy aż 3).
Do zestawu dostałem obiektyw FE 2.8 / 16-35 GM II, który nie operuje w moich ulubionych ogniskowych, ale doskonale się wpisuje w nasz najnowszy projekt video.











Póki co miałem okazje zrobić kilkadziesiąt zdjęć i wrażenie jest jedno: to ta liga, że nieważne czy jeździsz BMW, Mercedesem czy Audi, będzie komfortowo, będzie doskonała wydajność, a różnice będą w niuansach. Takie trochę mam wrażenie, że przyjemność z robienia zdjęć jest wprost proporcjonalna do reszty stawki, ale jak zwykle diabeł siedzi w szczegółach. Muszę się nauczyć jeszcze obsługi i wyjeździć swoje kilometry, by móc napisać więcej, na co o ironio bardzo się ciesze. To będzie doskonała podróż.
Pełna recenzja wkrótce.
Last modified: 24 maja 2024
