Udało się, upolowałem swój analogowy aparat idealny
Kompulsywne zakupy, ale nie sposób przejść obok pięknych aparatów, szczególnie kiedy cena dolara jest tak niska.
To była dość spontaniczna sytuacja, ale takie są najlepsze. Kupiłem przypadkiem bądź nie, swój, mam nadzieję, idealny aparat analogowy. A na co padło? Na jedynego, wyjątkowego Nikona F3 i to w dodatku w bardzo rozsądnych pieniądzach.
Kilka dni temu donosiłem, że mamy aktualnie najpewniej najlepszy czas na zakupy aparatów analogowych z Japonii, a wszystko przez najniższą od 5 lat cenę dolara. To idealnie połączyło się z artykułem, który również napisałem kilka dni temu, o analogowych aparatach, które chciałbym mieć i tym oto sposobem zostałem posiadaczem Nikona F3, usilnie powstrzymuje się przed kolejnymi zakupami, bo lista jest ciągle długa.
Dlaczego Nikon F3?
Jeśli zajrzycie do naszego #analoglife, to zauważycie, że ostatnie miesiące to bardzo intensywne testy absolutnie przeróżnych aparatów analogowych. Od SLRów, do kompaktów, kończąc na średnim formacie. Wszystkie te aparaty kupiliśmy w kraju, a umotywowani byliśmy zwykle ceną i ciekawością. Oczywiście nie zabrakło nowych uczuć np. do Leica R4, której kupiłem aż dwa egzemplarze i do których pałam uczuciem, mimo tego, że wylosowały mi się oba z drobnymi wadami.
Naprawienie lejek nie stanowiło na szczęście problemu, ale większość z kupionych aparatów miało również ukryte wady, a to wyłamane elementy obudowy, a to nie trzymanie czasów, a to uszkodzony spust migawki, pełne spektrum dolegliwości dla aparatów sprzed lat. A w związku ze startem nowego projektu, który lada moment ogłosimy, pomyślałem, że potrzeba nam zawodnika niezniszczalnego, doskonałej jakości i przede wszystkim niezawodnego. Od razu na myśl przyszły mi moje Nikony FE, które zresztą na stałce pokazywałem, a które sprzedałem, zaczynając przygodę z eksploracją rynku aparatów analogowych.










Sprzedając je, wiedziałem, że prędzej czy później skończę i tak z ich bratem, Nikonem F3. Ten sprzęt jest wyjątkowy z wielu powodów, a więc nie przypadek, że był produkowany przez ponad 2 dekady, nawet gdy już na rynku Nikon prężył fotograficzne muskuły, pokazując aparat z auto-focusem, ba, F3 był produkowany w trakcie, gdy na rynku byli następcy tego sprzętu: Nikon F4 czy Nikon F5. Mało tego, to projekt, który wyszedł spod rąk Giorgetto Giugiaro, projektanta popularnych aut, m. in. takich jak: Alfa Romeo, Ferrari, Lancii czy Lotusa.
Pancerna konstrukcja, tryby pół-automatyczne, doskonały duży wizjer, a przy tym doskonałe szkła do wyboru, idealny sprzęt reporterski. Aparat kompletny, więc to była tylko kwestia czasu, kiedy będzie w moich rękach, no i stało się. Kupiłem go i właśnie czekam, aż przyleci do mnie z Japonii.
W Polsce szukać egzemplarzy to nie jest specjalnie karkołomne zadanie, kilka ogłoszeń w sieci w ostatnim czasie było, niemniej ceny wywindowane dość mocno, a za najładniejsze egzemplarze trzeba było zapłacić do 2 500-3 000 PLN. To sporo, biorąc pod uwagę, że pozostaje jeszcze zakup szkła. Mój F3 kosztował 1 200 PLN więc nie zastanawiałem się długo. Niska cena dolara zdecydowanie w zakupach pomogła. Długo wałczyłem ze sobą, czy wziąć jeszcze do niego wymarzony obiektyw: 50mm f/1.2 Ai-S, niestety ostatecznie wstrzymałem się, bo nasze redakcyjne budżety nie są z gumy. Oczywiście najpewniej i tak z nim wyląduje w zestawie, bo nie ma mowy, żeby F3 leżała na półce i czekała na ruch z obiektywem, ale w najgorszym wypadku wyląduje z odpowiednikiem 50 f/1.8, które są kilkukrotnie tańsze. Zresztą jest więcej obiektywów, które są polecane przez społeczność, ale o tym w innym materiale.
Czekam najpewniej jeszcze na cło, które w najgorszym wypadku ma wynieść 5% i niestety podatek, który wyniesie 23%. Całość kosztów związanych z zakupem tego aparatu powinna się zamknąć w granicach 1 500 PLN. A to dalej doskonała cena, chociaż na sam aparat trzeba będzie chwilę poczekać.
To będzie idealny aparat, żeby sprawdzić zapowiedziany przez Leicę – Monopan 50! Ja cierpliwie czekam, przeglądam kolejne oferty z Japonii, a Was odsyłam do naszego #analoglife.
Śledź stałkę na:
Last modified: 26 czerwca 2025

W moim rankingu F3 dopiero na 3 miejscu. Zdecydowanie NR 1 to Olympus OM-4Ti + Mju II
NR 2 to Pentax LX lub ewentualnie MZs
Mam oba mju, świetne są. Pentaxa i Olka pewnie też będę miał, ale jest jeszcze kilka sprzętów przed nimi, na mojej dłuuuuugiej liście. Następna najpewniej będzie Minolta A7.
Pracowałem Nikonem F3 ładnych parę lat uważam go, że jest aparatem przereklamowanym. Aparat, który bez baterii działa z jednym czasem jak mnie pamięć nie myli to 1/80 . Kiedy pracowałem w ciemnych miejscach np. w teatrze nie miałem praktycznie informacji na matówce ,podświetlenie niewiele dawało. Zle wspominam również obiektyw Nikorra 1,4/50 pozytywnie 1,8. Za to Nikon FM2 aparat, który mogę szczerze polecić z stajni Nikona. Nr 1 to dla mnie Pentax LX
A to ciekawa perspektywa, mam cichą nadzieję, że jesteś w błędzie i mnie mój egzemplarz nie rozczaruje 😉
Najlepsze w analogach i analogicznie sprzeczne do serii cyfrowych ‘d’ jest to, że taki f80 robi dokładnie takie same zdjęcia jak f3
Nie rozumiem tego argumentu o baterii. Czy to taki problem? SR44 są tanie, małe, zawsze można mieć kilka leży sobie. A kwarc zawsze jest bardziej precyzyjny, zwłaszcza u nikona
Ciekawe, że nikt nie wspomina o Olympus OM3Ti. Mam praktycznie wszystkie OMy oprócz OM3Ti i myślę, że ona zasługuje na pierwsze miejsce, ale to oczywiście moje osobiste zdanie.
Piękny i dość drogi sprzęt, ale ja osobiście uważam, że te przyciski w górnej części źle się zestarzały.
Biorąc pod uwagę lata w których ten aparat był produkowany, to on był i jest ponadczasowy i doskonały. Za przykład podam czas synchronizacji lampy F280 ze wszystkimi czasami włącznie 1/2000, nikt tego nie oferował.
tylko po co sie tak meczyc w dobie cyfrowej? nie lepiej taki bez elektroniki jesli juz idziemy w retro?
Pewnie nieco bezpieczniej, ale akurat F3 to pancerna konstrukcja, nie mam obaw 🙂