Średni czas trwania sesji – o co w tym chodzi?




Średni czas trwania sesji – o co w tym chodzi?

Opublikowano 1 rok temu -


Dziś podzielę się kilkoma refleksjami na poparcie tezy, że opłacalne jest „zwabienie” na naszą stronę użytkowników na tyle skutecznie, żeby średni czas trwania sesji się wydłużył.

Jeśli podbijemy go do około dwóch minut, będzie to oznaczało sukces, gdyż właśnie taka ilość czasu spędzana przez przeciętnego użytkownika na stronie oznacza dobrze zoptymalizowane on-page SEO. Ech, żeby to jeszcze było takie proste.

Google Analytics mnie oszukuje!

No właśnie. Jeśli wejdziemy w statystyki naszej strony, żeby sprawdzić, jak długo nasi goście na niej przesiadują, to czytając dane możemy nabawić się konkretnego bólu głowy. Średni czas spędzony na stronie nigdy nie jest do końca wiarygodny. Dzieje się tak dlatego, że Google Analytics oblicza go na podstawie wykonanych przez użytkownika interakcji. Jeśli użytkownik odwiedził stronę główną bezpośrednio z wyszukiwarki, a potem od razu wrócił do wyników wyszukiwania, to nie ma znaczenia, ile czasu na tej stronie spędził – taka wizyta nie zostanie w żaden sposób zarejestrowana!

Jeśli natomiast zaszła jakakolwiek interakcja, np. czytał artykuł, po czym przeniósł się na stronę główną, lub do innego artykułu w polecanych, wtedy GA zarejestruje czas, jaki użytkownik spędził od momentu wejścia na stronę, do pierwszej interakcji. Przykład:

Znajdujemy na FB post, tytuł brzmi interesująco, więc wchodzimy w link i czytamy cały artykuł. Zajmuje nam to 10 minut, po których podejmujemy decyzję, że chcemy zobaczyć, co jeszcze blog ma do zaoferowania, więc przeglądamy jego dalszą zawartość. Po 10 minutach czytania zachodzi z naszej strony interakcja, co rejestruje GA i dodaje do statystyk. Gdybyśmy po przeczytaniu posta od razu opuścili stronę, nic by się nie naliczyło. Dlaczego? Równie dobrze moglibyśmy przecież włączyć stronę w nowej karcie i zostawić tam cały dzień. Gdyby czas ten był rejestrowany, to już zupełnie wypaczyłoby to wyniki.

Co na to Google?

No właśnie. W przypadku ich konkurenta, wyszukiwarki Bing, mamy jasno powiedziane, że średni czas przebywania na stronie odgrywa dużą rolę przy jej pozycjonowaniu. Natomiast Google stara się tematu unikać. Jest to po części zrozumiałe, jeśli weźmiemy pod uwagę, co napisałem we wcześniejszym akapicie.

Jednakże nie zawsze tak było. Przed laty Google, podobnie jak Bing, wymieniało średni czas sesji jako jeden z istotnych elementów uwzględnianych przez ich algorytmy. Potem nabrali wody w usta, ale nigdy oficjalnie od tego nie odeszli. Bezpieczniej więc byłoby założyć, że średni czas trwania sesji nadal ma wpływ na indeksowanie strony przez Google.

Oczywista oczywistość

Mimo, że algorytmy nie są w stanie rejestrować w pełni średniego czasu trwania sesji, to nie wolno nam tego zaniedbywać. Być może już niedługo roboty będą w stanie bardzo precyzyjnie dokonywać takiego rodzaju pomiarów – spodziewam się, że za kilka-kilkanaście lat oprogramowanie będzie w stanie, powiedzmy, czytać ruchy gałki ocznej, tym samym rejestrując ile czasu dokładnie czytamy dany artykuł (czy robimy cokolwiek innego). Brzmi jak abstrakcja. Powiecie, że to nie ma szans być legalne, ale z drugiej strony od niedawna Apple skanuje i gromadzi nasze linie papilarne i cały świat wariuje zachwycając się tą funkcją ;) Wszystko jest kwestią odpowiedniego zareklamowania, a kto, jak nie Google zrobi to dobrze?

Pilnujcie czasu!

Stąd polecam zainteresować się tą statystyką i w taki sposób budować stronę i jej content, żeby przykuwała uwagę potencjalnych odwiedzających, a co ważniejsze, zachęcała do dalszego klikania w obrębie portalu. W następnym artykule opiszę kilka sposobów na zatrzymanie naszych użytkowników na stronie na dłużej.


Autorem artykułu jest Tomasz Celler.