Wybaczcie te niewybredne porównanie z ogromnymi jajami, ale właśnie takie trzeba mieć w dobie powszechnego konsumpcjonizmu i przewagi popytu nad podażą. Tak w dużym skrócie działają właśnie sklepy internetowe, które w tym wypadku oferują produkty premierowo.

To zjawisko to oczywiście nic odkrywczego, tak dzieje się bardzo często w przypadku, kiedy premiery mają produkty, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Najlepszym przykładem w ubiegłym roku była PS5. To, co się wydarzyło z tą konsolą, to czyste wariactwo. Nigdy szczególnie nie byłem zainteresowany kupowaniem sprzętów w pre-orderze, bo idea jako taka mnie odpycha. Zamrażanie pieniędzy na kilka miesięcy wcześniej, ale z drugiej strony teoretyczna gwarancja otrzymania wybranego produktu. Ma to sens, szanuje, ale ja osobiście nie jestem fanem. Co gorsza, mam wrażenie, że mój wiek i przyzwyczajenie do kupowania produktu tu i teraz grają w tym wypadku rolę.

W całym tym szaleństwie na PS5, które zaskoczyło nie tylko producenta, ale także i mnie, sam miałem okazję w końcu wziąć udział. Liczyłem po cichu, że uda mi się zakupić konsolę przed przerwą świąteczno-noworoczną i że będę mógł oddać się przyjemności pogrania w naszego rodzimego CyberPunka. Tak się niestety nie stało, bo niestety jeden z największych marketów z elektroniką wytarł sobie brudną gębę winą systemu, że moje zamówienie zostało przyjęte, a nie powinno. Na stronie widniała informacja, że produkt będzie u mnie w domu już następnego dnia, gdzie okazało się, że nawet fizycznie on do marketu nie dotarł.

Po moich interwencjach w końcu dowiedziałem się, że system przyjął za dużo zamówień (cóż za bzdura!) i część będą musieli wycofać. Oczywiście to było w dzień, w którym sprzęt miał być u mnie, stać przy TV, zgodnie z zapewnieniem marketu. Tak się nie stało oczywiście, a na zwrotnie otrzymałem informacje, po kilku dniach, że jednak nie otrzymam swojego produktu, a pieniądze oddadzą mi w przeciągu… 14 dni. Łącznie przetrzymanie moich pieniędzy miało trwać 21 dni (po fali krytyki właściwie zewsząd przyspieszyli procedurę i dostałem pieniądze z powrotem po tygodniu). O tydzień za długo.

Kolejnym sprzętem były słuchawki. Zamówione na dwa tygodnie przed terminem wysyłki wskazanym przez inny duży sklep internetowy z elektroniką. Słuchawki miały pojawić się w wysyłce 15 grudnia. Nie pojawiły się po dziś dzień, a gdybym nie zadzwonił i nie zapytał: GDZIE SĄ MOJE SŁUCHAWKI, NAPISALIŚCIE, ŻE WYSYŁKA OD 15 GRUDNIA, to najpewniej do tej pory bym nie wiedział, że jednak do sklepu one nie dotarły.

Sprzedaż produktów, których nie ma się na stanie jest zupełnie okej, jeśli marka wywiązuje się z narzuconych przez siebie terminów. Hasła i slogany w stylu: już następnego dnia w Twoim domu, można potraktować jako marketingowy bełkot nie zamocowany w żaden sposób w rzeczywistości, ale kiedy otrzymujemy informacje o wysyłce od konkretnego dnia, a to nie następuje, to mamy do czynienia moim skromnym zdaniem z wprowadzaniem w błąd. By nie powiedzieć: oszukiwaniem.

Tłumaczenie sklepu było proste: producent nie dostarczył słuchawek, mimo że zamówiliśmy. Dlaczego więc na stronie widnieje informacje o terminie wysyłki, skoro nie macie gwarancji, że produkt otrzymacie? Cisza w słuchawce.

Oczywiście to wszystko determinuje walka o klienta, bo skoro w jednym sklepie miło mnie oszukają, że wyślą sprzęt od 15 grudnia, a w drugim napiszą uczciwie, że czekają na dostawę, to sprawa jest jasna, gdzie klient zostawi swoje pieniądze. No i tu leży pies pogrzebany. Wprowadzają w błąd, są nierzetelni, no trudno, następnym razem nie będę brał ich pod uwagę, za złe praktyki. Niestety biorą pieniądze, które najczęściej trafią z powrotem na Twoje konto po kilku tygodniach, gdzie w międzyczasie mógłbyś kupić sprzęt u innego dostawcy, który właśnie dostał świeżą dostawę.

Nie wiem jak wygląda sprawa w kontekście prawa, czy UOKIK miałby tutaj swoją rolę, ale oczywiście nasi rodzimi giganci najpewniej są przygotowani swoimi regulaminami na każdą okoliczność.

Pomyśleć, że wystarczy jednak tylko sprzedawać jaja, kiedy kurka zwyczajnie je zniesie, a nie przed. Wszyscy mieliby łatwiej, od klientów poprzez dział obsługi klienta marketów, kończąc na księgowości, która musi obsłużyć te zwroty.