Jestem w stanie wskazać ulubiony samochód terenowy, ulubionego klasyka i co najmniej kilka super samochodów, które mogłyby stać u mnie w garażu, gdybym oczywiście sobie mógł na nie pozwolić. Podobnie mam ze słuchawkami, w tym jednak wypadku z zakupem było prościej. Dlatego mam w szufladzie słuchawki nauszne z ANC, przewodowe pchełki, słuchawki BT z pałąkiem na rower i do autobusu, mam też osobne na siłownie i dodatkowe TWS. Oprócz tego mam też kilka par, których nie potrzebuje i kilka innych, które kupiłem dla żony. Na testy dotarły do mnie  vivo TWS Neo i gdyby nie jedna ich cecha, to trafiłyby do mojej szuflady na zawsze!

vivo TWS Neo

TWS od vivo do pary z telefonem

Słuchawki typu TWS to jeden z najgorętszych gadżetów ostatnich lat. Nie ma się co dziwić, ich spora funkcjonalność oraz w wielu przypadkach świetny wygląd, czynią je modnymi wśród większej grupy osób. Niemal każds firma produkująca słuchawki ma już w ofercie taki sprzęt. Dotyczy to nawet marek audiofilskich, które długo się broniły przed taką typem sprzętu, ale koniec końców musiały ulec naciskom klientów. Takie słuchawki oferuje też każdy liczący się producent smartfonów. W tym przypadku chiński vivo (nazwa pisana małą literą na prośbę producenta) również ma coś do zaproponowania. Nowe vivo TWS Neo nie są tylko towarzyszem naszego telefonu, ich unikalna funkcjonalność i konstrukcja wynoszą je w wielu aspektach ponad konkurencję.

vivo TWS Neo

Jak już wspomniałem to nowy model, który niedawno zadebiutował rynkowo. Niestety pomimo szczerych chęci nie udało mi się znaleźć sklepu, który aktualnie dysponuje słuchawkami. Słuchawki występują na stronie sklepu x-kom.pl w cenie 499 zł, ale są obecnie niedostępne. Oferuje je również sieć Play w ramach swojej oferty pod tym linkiem. Ja mój egzemplarz dostałem do testów od przedstawicieli firmy. Trochę szkoda mi z powodu tak trudnej dostępności, bo czuję, że to słuchawki, które będę często polecał.

Czym kusi vivo TWS Neo?

Według producenta słuchawki oferują niesamowity dźwięk. W tym miejscu rozsądek każe hamować entuzjazm, bo takie zapewnienia to standard. W przypadku vivo deklaracje te mają jedank uzasadnienie. Po pierwsze, słuchawki (a raczej ich projekcję dźwięku) stworzono przy bliskiej współpracy z firmą Qualcomm, która odpowiada za obecne standardy i kodeki audio. Postawiono tu też na autorską technologię DeepX, która ma wzmocnić dźwięk o efekty Mega Bass, Clear Voice i Clear High Pitch. Można tu również odczuć wpływ marketingu firmy, ja po pierwszych odsłuchach już wiem, że to coś znacznie więcej. Po trzecie od strony technicznej za słuchawkami stoją rekordowo duże przetworniki. Mają one aż 14,2 milimetra średnicy i pochodzą od firmy Daikoku. Daikoku to uznany japoński producent – jego przetworniki znajdziecie w konkurencyjnych rozwiązaniach realme, Huawei, Honor, Oppo, Edifier czy też aspirującymi do sprzętu premium Linsoul i MOONDROP.

vivo TWS Neo

Co oczywiste w dzisiejszych czasach dobre słuchawki muszą się charakteryzować czymś więcej niż „tylko” dobrym dźwiękiem. W tym wypadku vivo TWS Neo obiecują również stylowy i piękny design. Niską jak piórko wagę, przyzwoity czas działania oraz obsługę gestów i łatwe parowanie słuchawek. Do dyspozycji użytkownika jest też towarzysząca aplikacja i funkcja odnajdywania zapodzianych słuchawek. To jednak nie koniec, producent obiecuje super niską latencję (która będzie zaletą do osób oglądających filmy czy grających w dynamiczne gry), a także odporność na zakłócenia sygnału w zurbanizowanych miejscach. To też jedne z pierwszych słuchawek na rynku, które oferują nowy standard Bluetooth 5.2.

Muszę przyznać, że to całkiem dużo jak na takie małe słuchawki. Wszystko to czyni również moje testy ciekawszymi, a ich wynik niespodziewanym.

Pierwsze wrażenia

Gdy już zapoznałem się ze specyfikacją techniczną, dotarło do mnie, że to naprawdę ciekawy sprzęt. Co więcej, vivo TWS Neo nie kopiują konkurencji, która na tym rynku jest dosyć duża.

vivo TWS Neo

Już pierwsze uruchomienie upewniło mnie w przekonaniu, że będę musiał bliżej przyjrzeć się słuchawkom i pochylić nad nimi niżej niż zwykle. Pierwsze uruchomienie było bezproblemowe, nie musiałem zaglądać do instrukcji. Proces parowania sprzętu jest prosty i intuicyjny. Zajął tylko kilka sekund, ponowne parowanie z innym telefonem również nie było problemem. Bez względu czy korzystałem z prywatnego iPhone, czy testowego telefonu z Androidem.

Gdy wziąłem słuchawki do ręki, zachwyciły mnie swoim wyglądem. Plastikowa obudowa powerbanku pokryta jest fortepianowym lakierem z widocznym efektem ombre. Kolor, w którym słuchawki dostarczono mi do testu to ciemny granat przechodzący w czerń. Na rynku dostępny jest też kolor biały, ale nie jest on już tak ciekawy i widowiskowy. We wnętrzu etui słuchawek znalazła się wnęka na słuchawki, która idealnie je mieści. Wszystko tu jest świetnie spasowane i sprawia wrażenie obcowania z produktem premium.

Niestety pierwszy odsłuch to też pierwsze rozczarowanie. Słuchawki są zbyt małe na moje wielkie, męskie uszyska. Widać tu jednak pewną prawidłowość w projektowaniu, które z pewnością przemyślane było pod kątem kobiet i osób o delikatniejszej budowie ciała. Słuchawki nie dolegały dosyć dobrze, użyłem jednak specjalnych gumek z innych słuchawek. Niestety nie można ich mieć założonych na stałe, gdyż w takim wypadku nie mieszczą się do etui. Jak łatwo się domyśleć cała moja drama, była niezrozumiała dla mojej żony – dla której rozmiar słuchawek i wygoda noszenia były idealne.

vivo TWS Neo

Gdy już poradziłem sobie z moim problemem z dopasowaniem słuchawek, przystąpiłem do pierwszych odsłuchów. Nie zdradzę wam teraz, do jakich wniosków doszedłem, bo na to przyjdzie miejsce w pełnej recenzji. Ale napisze tu tylko, że warto poczekać na ten tekst, bo słuchawki potrafią zaskoczyć!

Co dalej z vivo TWS Neo?

Za kilka dni postaram się oddać w Wasze ręce pełną recenzję. Dowiecie się z niej o parametrach sprzętu, poznacie wszelkie wady i zalety, które objawiły się podczas testów. Poznacie też to, co najważniejsze – moją opinię o dźwięku, jaki oferują słuchawki!

Strona produktu na stronie vivo.