Słuchawki, których będzie mi brakować - recenzja Audio-Technica ATH-50xBT




Słuchawki, których będzie mi brakować - recenzja Audio-Technica ATH-50xBT

Opublikowano 10.06.2019 14:12 - Akcja Partnerska


Gdy oddawałem poprzednie słuchawki, które miałem przyjemność dla Was testować, nie sądziłem, że następne trafią mi się tak szybko. Kurier zapukał tego samego dnia, ale paczka była znacznie większa. Poznajcie Audio-Technica ATH-50xBT, słuchawki nauszne z Bluetooth, które potrafią grać aż 40 godzin.

Słuchawki ATH-50xBT to bezprzewodowa wersja modelu ATH-50x, który zaskarbił sobie uznanie zarówno miłośników dobrego dźwięku, jak i osób pracujących przy jego reżyserii. To też model, który bryluje w rankingach i testach, zaskarbiając sobie pozytywne opinie recenzentów. Nic dziwnego, że prywatnie używa ich jeden z najpopularniejszych youtuberów technologicznych Marques Brownlee.

Parametry techniczne

DANE TECHNICZNE
Wersja Bluetooth5.0
PrzeznaczenieUniwersalne
Impedancja (Ω)38
Pasmo przenoszenia (Hz)15 – 28,000
PrzetwornikiZamknięte, dynamiczne, 45 mm
Czułość (dB/V)99 dB
Długość przewodu (m)1.2m
KonstrukcjaZamknięta
Złącze3,5 mm (Mini Jack)
OGÓLNE
Waga kg0.310
Materiał wykończeniaSkóra ekologiczna
Odłączany przewódTak
SkładanieTak
Aktywna redukcja hałasuNie
Sterowanie + mikrofonTak
FuterałTak

Zawartość opakowania

  • Instrukcje.
  • Etui ze skóry ekologicznej do transportowania słuchawek.
  • Kabel Jack 1,2 m z mikrofonem i pilotem (jeden przycisk).
  • Kabel Micro USB 30 cm do ładowania słuchawek.

Galeria

Budowa i wykonanie

Konstrukcja słuchawek opiera się na modelu ATH-50x, który nie dysponował modułem Bluetooth (chociaż możliwe było używanie dedykowanego adaptera BT o symbolu BAL-M50X). Wersja z Bluetooth, czyli ATH-50xBT posiada suwak do włączania modułu BT, trzy klawisze sterujące odtwarzaniem muzyki, diodę LED (informującą o stanie słuchawek) oraz przeprojektowany względem poprzednika wtyk kabla słuchawkowego. Jest tu też port Micro USB do ładowania.

Warto zauważyć, że model ATH-50xBT pozwala na wykonywanie połączeń telefonicznych i obsługę asystenta głosowego. Do obsługi tego drugiego służy, czuła na dotyk lewa muszla (w miejscu z logo firmy). Oczywiście znalazły się tu też dodatkowe mikrofony potrzebne do obsługi głosowych funkcji.

Sama budowa słuchawek jest standardowa, podobna do innych konstrukcji. Ich wygląd jest dość konserwatywny, nie naśladuje aktualnego trendu na wygładzanie krawędzi i wizualną lekkość. Metalowy pałąk obszyty jest przyjemnym, skóropodobnym materiałem. Na krańcach pałąka znajdują się owalne muszle, które regulowane są obrotowo w dwóch płaszczyznach. Dodatkowo słuchawki pozwalają obrócić się „do góry nogami”. Dzięki temu można je złożyć w bardzo efektywny sposób i zaoszczędzić sporo miejsca w transporcie.

Jakość wykonania nie pozwala sobie nic zarzucić. Poza pałąkiem z metalu i metalowymi wstawkami, muszle słuchawek stworzone są z tworzywa sztucznego wysokiej jakości. Ma on półmatową fakturę. Sama stylistyka słuchawek jest dość zachowawcza i tradycyjna. Jest też dość rozpoznawalna, by nie pomylić całej serii ATH wśród słuchawek innych serii producenta.

Ciekawostką może być zmieniony wtyk kabla słuchawkowego. Gniazdo osadzone jest w tunelu poniżej linii obudowy. Może to sprawiać problemy, jeśli ktoś użyje kabla innego niż w zestawie. Kabel przyda się na pewno w sytuacjach awaryjnych, kiedy rozładuje się bateria.

Wygoda

Skoro powiedzieliśmy już sobie, że recenzowany sprzęt czerpie garściami z poprzednika, podobnie powinno być z wygodą. Wygoda użytkowania to jedna z kolejnych cech, za którą należy pochwalić producenta. Słuchawki wydają się ciężkie, ale na tle konkurentów wypadają całkiem dobrze. Można znaleźć słuchawki sporo lżejsze (nawet o 40 gramów), ale żadne nie pozwolą na tak długi czas pracy na baterii.

Pojemny akumulator wpływa na wagę, widać to porównując te słuchawki z przewodowym poprzednikiem — różnica w wadze to 25 gram. W moim przypadku, nawet podczas wielogodzinnych sesji w domu i na dworze nie odczuwałem ich ciężaru.

Samą budowę - tzn pałąk, zakres jego regulacji, wielkość muszli i nauszniki oceniam jako wygodne. Oceniając je, również nie poczułem „zmęczenia słuchawkami”. Jedyne czego mógłbym sobie życzyć — chociaż jest to jednak preferencja osobista — to sztywniejszy pałąk. Dużo się przemieszczam w ciągu dnia, podróżuje samochodem, komunikacją miejską — chciałbym, aby słuchawki pewniej spoczywały na mojej głowie.

ERGONOMIA

Na pochwałę na pewno nie zasłużyło umiejscowienie i rodzaj przycisków sterujących. Gdy założymy słuchawki, trzy przyciski sterujące odtwarzaniem muzyki oraz połączeniem głosowym znajdują się „za uchem”. Teoretycznie to naturalne miejsce, gdzie wędruje nasza ręka w poszukiwaniu sterowania, ale płaskie przyciski sprawiają, że ciężko wyczuć, który z nich służy konkretnej funkcji. W praktyce przesuwam palcem po wszystkich, by znaleźć ten właściwy.

Zdarzały się także czasem problemy z funkcją wywoływania asystenta głosowego. W zamyśle wystarczy dotknąć jednym palcem dotykowej płytki z logo i przytrzymać przez dwie sekundy. W praktyce robiłem to trzema palcami, inaczej słuchawki nie reagowały.

Zasięg słuchawek podczas połączenia BT to wedle producenta 10 metrów. W praktyce na otwartej przestrzeni udało mi się zwiększyć ten wynik prawie dwukrotnie. Przeszkodą nie były też 3, prawie 40 cm ściany. To mój prywatny test, który Audio-Technica ATH-50xBT przeszła pozytywnie.

W instrukcji czytamy, że źródło transmisji dźwięku powinno znajdować się po lewej stronie (w lewej muszli znajduje się antena BT). Jak zapewnia producent, zapewni to czysty i niezakłócony sygnał. Ja twierdzę, że kompletnie nie ma takiej potrzeby. Słuchawki radzą sobie w tej materii znakomicie, opierając się przypadkowym i celowym zakłóceniom.

OBSŁUGA

Do obsługi słuchawek producent przygotował dedykowaną aplikację. Dysponuje ona podstawową funkcjonalnością i nie wyróżnia się niczym szczególnym. Mamy tu do dyspozycji podstawowy odtwarzacz plików, dostęp do potrzebnych informacji i instrukcji, kontrolkę opcji głosowych, status baterii oraz możliwość wymuszenia zmiany kodeków dźwięku. Aplikacja daje też możliwość aktualizacji oprogramowania słuchawek, ale ja dysponowałem aktualnym.

Sam proces parowania sprzętu jest intuicyjny i standardowy dla tego rodzaju sprzętu. Poprawne sparowanie potwierdzane jest komunikatem dźwiękowym. Dźwiękowy sygnał informuje nas również o maksymalnym i minimalnym poziomie głośności oraz nawiązaniu i zakończeniu połączenia.

Słuchawki potrafią pracować nieprzerwanie przez 40 godzin. To bardzo długo, a deklaracje producenta to jak najbardziej możliwy do uzyskania wynik. Przy tak długim czasie pracy, słuchawki wymagają dłuższego ładowania, to według specyfikacji aż 7 godzin. Mnie udało się naładować w pełni rozładowane słuchawki w nieco poniżej 6 godzin, przy użyciu ładowarki do iPada (oczywiście z kablem Micro USB).

Słuchawki działają również, gdy są rozładowane, po kablu Jack. Dołączony kabel o długości 1,2 metra dysponuje mikrofonem oraz przyciskiem funkcyjnym.

Dźwięk i izolacja

To oczywiście najbardziej subiektywna część recenzji. Opieranie się na pomiarach i wykresach nijak się ma do preferencji użytkownika czy sposobu, w jaki odbieramy poszczególne dźwięki, co wywołane jest przez fizjonomię naszego aparatu słuchowego, czy też tak prozaiczne powody, jak przeziębienie, czy stres.

Gdy podchodzę do testów sprzętu, staram się to robić w najbardziej rzetelny sposób, konfrontując to, co widzę (a raczej słyszę) z tym, czego już doświadczyłem. Nie będę silił się na poetyckie opisy, którym bliżej jest do twórczości Jane Austin i jej barwnych, ale dramatycznych historii miłosnych. Nie chciałbym też zawierać tu zbyt odrealnionych treści jak wstawki porównujące ATH-50xBT z modelami dwa trzy tańszymi lub dwukrotnie droższymi. Nie będę też wymieniał utworów, na których wykonałem odsłuch, bo pewnie nie każdego interesuje, jak soczysty jest flet Jean-Pierre Rampala i to, czy w kawałkach DeadMau5 słychać, że trance już umarł.

Moją subiektywną ocenę zacznę od tego, że zarówno „po kablu”, jak i po Bluetooth słuchawki grają niemal identycznie. Sprawdziłem to empirycznie, o zdanie poprosiłem też znajomych, którzy potwierdzili, że różnica nie występuje. Taki stan należy zaliczyć jako spory pozytyw, bo w przypadku innych konstrukcji nie jest to takie oczywiste.

Jeśli chodzi o izolację dźwiękową, to jest ona świetnie wyważona. Zbyt duża izolacja wywołuje u mnie dyskomfort, ale z tymi słuchawkami nie miałem problemu. W zaciszu domowym izolacja była wystarczająca, by oderwać się od domowych odgłosów i przeszkadzajek, ale nie na tyle by całkiem o nich zapomnieć. Na mieście przyjemnie niwelowała nieprzyjemny zgiełk i szum. Obsłuchałem się też z ATH-50xBT w autobusie, którym dojeżdżam do pracy i była ona na wystarczającym poziomie. Sprawdziłem też scenariusz, w którym słucham muzyki w samochodzie, jako pasażer na przednim i tylnym siedzeniu — klang VAG-owskiego silnika błogo nikł pośród utworów ulubionych wykonawców. Izolacja działa też dobrze w drugą stronę, współpasażerowie nie narzekali na dźwięk dobywający się słuchawek o ile poziom głośności nastawiony był z umiarem odpowiadającym kulturalnej podróży.

Znaczącą cześć testów poświęciłem temu, co jest najważniejsze w tych słuchawkach, czyli odtwarzaniu muzyki za pośrednictwem Bluetooth. Wykorzystałem do tego źródła dźwięku w postaci prywatnego iPhona X oraz Xr i wypożyczonej do testów Motoroli G7 (z układem Qualcomm Snapdragon 660 z dedykowanym wsparciem dla profili aptX oraz aptX HD). W przypadku iPhona zmuszony jestem korzystać z profili AAC i leciwego SBC. W przypadku Motoroli mogłem wykorzystać też aptX. Wyboru dokonujemy bezpośrednio w aplikacji dedykowanej słuchawkom — co jest prostym i nie tak powszechnym rozwiązaniem.

Szkoda, że w słuchawkach zabrakło wsparcia dla kodeków aptX HD oraz aptX LL — ten pierwszy pozwoliłby cieszyć się urokami takich usług, jak Tidal Master a drugi umożliwiłby używanie słuchawek podczas dynamicznych rozgrywek sieciowych na komputerze.

Chociaż słuchawki są skierowane do ludzi pracujących z dźwiękiem, ich charakter nie jest wcale nudny. Przyznam się, że pierwszy ze znajomych, którym pokazałem słuchawki, od razu to zauważył. Dźwięk jest angażujący i na swój sposób zabawny, z lekko ciepłym zabarwieniem. Zresztą widać to na wykresach i specjalistycznych testach. Wyraźniejsza linia basowa, stonowany środek i ciekawa detaliczna góra sprawiają, że słuchawki grają czysto, świeżo i z dużą werwą. Są też szczegółowe i nie przytłaczają. Grają dosyć realistycznie, by wywrzeć wrażenie na osobach, które nie miały wcześniej kontaktu z podobnymi konstrukcjami. Jeśli chodzi o scenę, to jest ona dobrze zbudowana i wyraźna. Nie ma tu jednak wrażenia wielkiej przestrzeni, czy efektu halowego.

Podsumowanie

Audio-Technica ATH-50xBT to słuchawki czerpiące pełną garścią z poprzednika.  Słuchawki grają bardzo przyjemnie, ciekawie i czysto — jestem pewien, że sprostają wymaganiom większości użytkowników.

Są porządnie wykonane, ich konstrukcja jest przemyślana a wygląd bardzo tradycyjny. Zaskoczyło mnie bardzo stabilne połączenie Bluetooth oraz szalenie długi czas pracy na akumulatorze. Słuchawki mają wtyk, który nie pozwoli zastosować wszystkich alternatywnych kabli. Obsługiwane kodeki BT to wszystkie najpopularniejsze, a do pełni szczęścia brakuje aptX HD oraz aptX LL. Spędziłem z nimi wiele godzin i muszę przyznać, że będzie mi ich brakować. Słuchawki kosztują 999 zł (aktualnie 888 zł w promocji na stronach salonu Top Hi-Fi)


Sprzęt do testów wypożyczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design.