Słuchawki Audio Technica SR50BT czyli selektywność dźwięku, pełnia wrażeń

Słuchawki Audio Technica SR50BT czyli selektywność dźwięku, pełnia wrażeń

Opublikowano 3.10.2019 9:06 - Akcja Partnerska

Ostatnio pracuję, słuchając muzyki ze słuchawek marki Audio Technika. Firma jest rozpoznawalna wśród miłośników dobrego brzmienia, głównie za sprawą porządnie wykonanego sprzętu. Na moje uszy trafiły słuchawki ATH-SR50BT. Ostatnie dwie literki wskazują na to, że są bezprzewodowe, można je sparować z innym urządzeniem za pomocą Bluetootha. Jednak zanim je podłączyłem do komputera, to musiałem otworzyć paczkę.

Poszło gładko, wiecie lata praktyki. Moim oczom ukazało się czarne pudełku, w którym znajdowały się słuchawki, instrukcja, kable oraz ładnie wykonana torba. Cieszę się, że do testów otrzymałem brązowo-szarą wersję. Ładnie prezentowała się na moim białym biurku, w odrobinę smutnym otoczeniu czarnych sprzętów. Same słuchawki wykonane są solidnie. Nie dostrzegłem, żadnych chropowatych faktur lub odstających elementów. Mają odpowiednią wagę, co czuć po założeniu ich na głowę.

Siedzą porządnie, nawet przy gwałtownych ruchach nie przesuwają się. To jest detal, który docenią miłośnicy cięższego grania, których czasem ponosi i wchodzą w tryb headbanging w trakcie słuchania koncertowych wydań swoich ulubionych albumów.

Wspomniałem o wadze słuchawek z prostego powodu – zdarzą się urządzenia, które zbyt mocno czuć. Nie tylko ze względu na to, że ściskają głowę, ale, ze względu na ciężar, korzystanie z nich zaczyna męczyć. Od razu zaznaczę, że nie dotyczy to słuchawek ATH-SR50BT. Dotrzymywały mi towarzystwa w pracy (około 6 godzin z muzyką), na spacerze z psem (2 godziny), a później wieczorem w domu (około 4 godzin). Jak widzicie, zdarzyło mi się spędzić w tych słuchawkach 12 godzin w ciągu jednego dnia. Wrażenia? Nie czułem się zmiażdżony, w trakcie spaceru nie bałem się, że mi spadną i mogłem spokojnie bawić się z psem. Myślę, że mógłbym je polecić osobom uprawiającym sport. Moim zdaniem sprawdziłyby się w trakcie biegania lub ćwiczeń na siłowni.

W trakcie powyższych aktywności słuchawki były sparowane z telefonem Nokia 5 (Android 9.0) oraz komputerem z Windowsem 10. Żadnych trzasków lub przerw w transmisji dźwięku. ATH-SR50BT obsługują takie kodeki jak aptX, ACC oraz SBC, co gwarantuje solidną jakość dźwięku. Właśnie tym aspektem zajmę się następnych akapitach. Myślę, że wystarczająco dużo opowiedziałem o wygodzie korzystania ze słuchawek oraz ich wykonaniu.

Kropla psychodelii, szczypta black metalu

W zestawie ze słuchawkami znajdują się dwa kable. USB jest krótkie i służy przede wszystkim do ładowania. Bateria dobrze trzyma, po 12 godzinach sprzęt się nie wyłączył, ani nie zaczął tracić połączenia. Przyznam szczerze, że w trakcie testów ich nie rozładowałem. Po prostu po intensywnym używaniu od razu podłączyłem je do portu USB. Według informacji producenta, aby w pełni naładować wykończony akumulator, potrzeba 5 godzin. Oczywiście, brak napięcia w baterii nie jest problemem, ponieważ w zestawie jest także kabel z mini jakciem. Ma 120 centymetrów, co pozwala na wygodne korzystanie zarówno przy połączeniu z telefonem, jak i urządzeniem stacjonarnym.

Czy odczułem jakieś różnice w dźwięku? Absolutnie żadnych. ATH-SR50BT grała tak samo dobrze po kablu, jak i za pomocą Bluetootha.

ATH-SR50BT grają wspaniale, bardzo selektywnie. Słuchać absolutnie każdy dźwięk, instrumenty zachowują charakterystyczną dla siebie barwę. Uderzyło mnie to w trakcie przesłuchiwania albumy „Tętno Pulsu” zespołu Lastryko. Jest to mocno psychodeliczna muzyka, w której stapiają się elektroniczne brzmienia, z gitarami i gęstą perkusją. Twórcy nie stronią od wykorzystywania pogłosu oraz celowego przesterowania dźwięku. Słuchawki ATH-SR50BT doskonale poradziły się z muzyką Lastryko.

Zapewniły odpowiednią przestrzeń dla brzmienia, w bardziej tłocznych momentach w poszczególne linie instrumentów pozostawały rozpoznawalne, co w efekcie dało muzyczną, psychodeliczną frajdę. Nawet przez chwilę utwory z „Tętna Pulsu” nie zmieniły się w trudno rozpoznawalną pulpę.

Postanowiłem wytoczyć cięższe działa. Włączyłem „Age of Excuse” Mgły. Black metal, growl, przesterowane gitary, solidna perkusja z cudownie budującą rytm podwójną stopą. Muszę przyznać, że słuchawki dały radę. Nawet przy gitarach zapewniały charakterystyczne dla Mgły brzmienie. Żadnego trzeszczenia, piszczenia lub dudnienia.

Albumu słuchało mi się bardzo przyjemnie, jednak zauważyłem, że ATH-SR50BT doskonale radzi sobie z wysokimi i średnimi brzmieniami (talerze wybrzmiewały genialne!), jednak trochę brakuje dołu w basach.

Zauważyłem to w momentach, gdy pojawiała się podwójna stopa. Nie twierdzę, że brzmiała źle, nie była boleśnie płaska, dalej wprowadzała gęsty rytm do utworu. Po prostu mogłaby być trochę bardziej tłusta, odrobinę mocniejsza. To jest moja jedyna uwaga co do dźwięku. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że są osoby, które znacznie bardziej cenią sobie selektywność, od tłustych, czasem odrobinę przesyconych, basów. Myślę, że ATH-SR50BT trafią przede wszystkim do pierwszej grupy, a pozostali będą musieli lekko podciągnąć niskie tony w equalizerze.

Gdy słychać tylko muzykę...

ATH-SR50BT mają noise cancelling. Świetnie wyciszają niechciane dźwięki, na dodatek poziom ignorowania można ustawić z pomocą aplikacji. Wystarczy ją pobrać na telefon, sparować słuchawki i już można zmienić ustawienia noise cancellig.

To wyciszanie świetnie sprawdza się w komunikacji miejskiej oraz biurze. Nie słychać żadnych szumów lub rozmów, można skupić się na słuchaniu muzyki w trakcie podróży lub na pracy.

ATH-SR50BT ma pewien bajer, który bardzo doceniłem. Jest to tryb hear through. Po jego włączeniu, mikrofony w słuchawkach zaczynają rejestrować dźwięk i przekazywać go nam. Sprzęt dalej jest na głowie, a można posłuchać komunikatów na stacji lub odpowiedzieć na pytanie zadane przez współpracownika. Wystarczy przełączenie jednego przycisku w lewej słuchawce. Na niej znajduje się także dotykowy panel sterujący. Wystarczy dotknąć odpowiedniego miejsca, aby zmienić głośność, odebrać rozmowę, przełączyć lub zatrzymać utwór.

Przyznam szczerze, że mam trochę problemów z tym panelem. Nie zawsze trafiam w odpowiednie miejsca, jednak sądzę, że jest to kwestia nawyku.

Sam rzadko korzystam z takich elementów sterujących, ponieważ mam je na klawiaturze. Myślę, że po kilku dniach aktywnego korzystania z panelu na lewej słuchawce, zawsze trafiałbym w odpowiednią funkcję.

Czy polecam ATH-SR50BT? Zdecydowanie tak. Głównie za ich cudowny, selektywny dźwięk, w którym nie gubi się przestrzeń potrzeba do rozkoszowania się muzyką.


Sprzęt do testów otrzymaliśmy od Salonów Top Hi-Fi.