Sanctum to dobra propozycja na weekendową rozgrywkę przy czipsach

Sanctum to dobra propozycja na weekendową rozgrywkę przy czipsach

Opublikowano 31.03.2020 14:19 -


Moje gry planszowe stanowią specyficzną kolekcję. Najbardziej tradycyjnym tytułem są „Scrabble“. Pozostałe to najróżniejszego rodzaju eksperymenty. Często zbudowane wokół jednego elementu, który jest wykorzystywany we wszystkich akcjach. Zdarzają się także rozbudowane gry, z grubą instrukcją, z mnóstwem elementów. Szczerze mówiąc, to za nimi nie przepadam, ponieważ przygotowania zajmują więcej czasu, niż sama zabawa. Na szczęście „Sanctum” nie należy do tej grupy.

Samo przygotowanie do pierwszej rozgrywki trwa z 10 minut. Trzeba rozłożyć plansze, przyjrzeć się poszczególnym umiejętnościom bohaterów oraz podzielić karty i kości. Warto rozegrać jedną testową turę z instrukcją, wtedy zdecydowanie lepiej wchodzi się w specyficzny rytm „Sanctum”. Po prostu ten planszówkowy hack’n’slash wymaga zrozumienia charakterystycznej dynamiki przebiegu tur. A najciężej jest się przyzwyczaić do tego, że walki z potworami gracze mogą rozgrywać w jednym czasie. Rzucają kości, sprawdzają wyniki, używają umiejętności i eliksirów, na koniec wykorzystują zdobyte przedmioty. Dlatego warto pozostawić sporo miejsca dla graczy.

Kości muszą mieć przestrzeń do toczenia się, a gdy jednocześnie rzucają nimi 4 osoby, to robi się tłoczno. Przyznaję, że ma to swój urok, ale zauważyłem, że brak miejsca może popsuć zabawę.

Pomysł na stworzenie planszówkowego hack’n’slasha wydał mi się kuriozalny. Sama walka została rozwiązana ciekawie. Są wspomniane wcześniej kości, a także umiejętności wpływające na atak i obronę bohaterów oraz specjalne zasoby, takie jest klejnoty, wytrzymałość oraz mana. Wszystko to, co jest znane z cyfrowych wersji gier siecz i rąb. Te elementy dobrze ze sobą współgrają i uważam, że dają mnóstwo rozrywki. Trochę inaczej ma się kwestia przedmiotów. Stanowią kluczowy element takich produkcji jak „Diablo” lub „Path of Exile”. Zabijanie potworów musi prowadzić do kompletowania ekwipunku, który pozwoli na pokonanie silniejszych przeciwników.

W „Sanctum” ten element budzi moje wątpliwości i uważam, że bez odpowiednich dodatków rozszerzających zasób przedmiotów, gra może szybko stać się powtarzalna.

Zasada jest prosta. Pokonanie przeciwnika sprawia, że bohater otrzymuje nową rzecz do plecaka. Odblokowuje je za pomocą kryształów, które należy ściągać z umiejętności, aby ich używać. Co oznacza, że konkretne ścieżki można odblokować tylko poprzez zdobywanie przedmiotów z określonymi kryształami. Nie jest nigdzie powiedziane, że w trakcie rozgrywki otrzyma się takie rzeczy, więc to wykorzystanie przedmiotów uznaję ze duży plus.

Natomiast poważnym problemem jest ich różnorodność. Po kilku rozgrywkach zaczynają się powtarzać, znika element zaskoczenia. W cyfrowych grach hack’n’slash przedmioty mają losowo generowane statystki. Ma to wpływ na rozgrywkę.

Jeżeli odbiorca zdobędzie legendarny miecz o określonym działaniu, to może później poszukiwać innych elementów ekwipunku wzmacniających daną umiejętność. Losowe statystki sprawiają, że człowiek liczy na łut szczęścia, na zdobycie miecza o jeszcze lepszych statystykach, ale pasującego do aktualnie używanego zestawu przedmiotów.

W „Sanctum” tego nie ma. Ekwipunki budowane są z przedmiotów o mało różnorodnych właściwościach. Korzystałem z nich raczej do odblokowywania umiejętności, niespecjalnie zależało mi na poszukiwaniu jeszcze lepszego miecza lub wytrzymalszej zbroi.

Brakuje różnorodności w statystykach, brak losowości cech nie zachęca do poszukiwań. Co prawda gra jest nastawiona na kooperację, ponieważ gracze mają wspólny cel, którym jest pokonanie najpotężniejszego demona, ale uważam, że większe możliwości indywidualizacji ekwipunku uczyniłyby zabawę ciekawszą.

Nie traktuję tej gry jako nieudanego eksperymentu. „Sanctum“ pokazała mi, że przedmioty można potraktować jako swoistego rodzaju walutę, a nawet zamiennik punktów doświadczenia oraz umiejętności. To rozwiązanie jest bardzo ciekawe, ale czy wystarczy do tego, aby spędzić kilkanaście wieczór na analogowym polowaniu na potwory? Nie sądzę.

„Sanctum” to dobra propozycja na weekendową rozgrywkę przy czipsach i jakimś napoju. Nic specjalnie angażującego, ale dającego solidną porcję zabawy w kilku rozgrywkach.

Wieści z Rozładowani.pl