Auto Publicystyka

Felieton: Auto elektryczne, czyli co odstrasza, co zachęca?4 min read

28 września 2021 3 min read

Felieton: Auto elektryczne, czyli co odstrasza, co zachęca?4 min read

Każdy Polak to wie. Ma proste, jednoznaczne, rozstrzygające i ewidentnie trafne wyjaśnienie, bo my — Polacy, znamy się na wszystkim. Po co więc o tym pisać? Bo trafiają się osobniki, malkontenci tacy jak ja, którzy mówią nie, wszystkim tym teoriom. I jestem pewien, że większość, jeśli nie wszyscy, przyzna mi rację. Mam odwagę powiedzieć, że nie mam pojęcia. Zgadza się? Koniec. Nie, to dopiero początek

Nie wiem, więc spróbuję się zastanowić, bo prawda nigdy nie dość, że nie leży pośrodku, to nigdy nie jest prosta. Zastanowienie natomiast, nawet jeśli nie da jednoznacznej odpowiedzi (bo takiej najczęściej zwyczajnie nie ma), to pozwoli lepiej zrozumieć zjawisko.

Co odstrasza, co zachęca?

Ceny?

Różnice w cenach aut elektrycznych i spalinowych maleją, na samochody elektryczne można otrzymać dopłaty, które mają zachęcać do zakupu właśnie tego typu pojazdów. Popularność tych programów jest, łagodnie mówiąc średnia, a wynika to prawdopodobnie z tego, że są niższe niż w innych krajach, trudniej je otrzymać (kwestie biurokratyczne) i w sferze publicznej prawie nie istnieją (brak akcji informacyjnych).

Brak stacji ładowania?

Nowych, publicznie dostępnych punktów ładowania pojawia się z dnia na dzień więcej. Według najnowszego raportu PSPA „Polish EV Outlook 2021” jest ich już ponad 3 tysiące, a do 2025 roku będzie ich ponad czterdzieści tysięcy. Do tego dochodzi wielokrotnie więcej prywatnych punktów, z których korzystanie jest odpłatne. Ponad połowa stacji jest w większych miastach (powyżej 100 tys. mieszkańców), ale nawet na tej mojej dalekiej prowincji, gdzie się nie obrócę, to łypią na mnie gniazda ładowania.

Niewiele krajów Europy ma już wystarczającą do sprawnego funkcjonowania infrastrukturę, a my, jak zwykle zaczęliśmy później. To zapóźnienie ma jednak swoje plusy, bo w większości montowane są u nas nowoczesne, szybkie staje ładowania prądem stałym (DC).

Całkiem dostępne cenowo są też „domowe” stacje ładowania. Te mobilne, które możemy wrzucić do bagażnika i podpiąć się gdziekolwiek, da się kupić poniżej tysiąca złotych. Montowane w garażu, stojące lub wiszące na ścianie to koszty od 2-3 do kilkudziesięciu tysięcy. Cena zależy od technologii, mocy, szybkości ładowania i oczywiście firmy. Firmowe dywaniki do niektórych aut mogą być droższe od najtańszych stacji ładowania.

Profity i wygoda

Kiedy moim nieco podstarzałym, ale wciąż świetnym  BMW w dieslu woziłem żonę do fryzjera stylisty fryzur w centrum stolicy naszego regionu, to nie chcieli mnie nawet tam wpuścić. Bo stary, bo kopciuch, bo normy, a tu strefa dla transportu niskoemisyjnego. Parkowałem więc gdzieś na obrzeżach i wędrowaliśmy dwie godziny pieszo. Wracaliśmy taksówką, bo przecież fryzura by się na wietrze popsuła. Teraz, moją nową Skodą CITIGOe iV, omijając korki po buspasach (bo elektrykiem mi wolno), wjeżdżam do samego centrum, prawie pod drzwi salonu, parkuję na wyznaczonym dla elektryków miejscu, podłączam się do darmowej ładowarki. Do tego mam w nosie, że to jest strefa płatnego parkowania, bo, jak w wielu innych miastach, opłat za parkowanie aut elektrycznych u nas się nie pobiera. Już po drugim wyjeździe zwróciła mi się inwestycja, którą musiałem poczynić, czyli spalić dresy i kupić „rurki”. No jakoś lampasy nie pasowały do tego nowoczesnego autka.

Choć zasięg w pełni naładowanego samochodu elektrycznego jest wciąż mniejszy niż w pełni zatankowanego, a ładowanie trwa dłużej niż tankowanie, to nie jest to już dzisiaj element dyskwalifikujący te pierwsze. Wystarczy trochę myślenia, wyobraźni i planowania, a wyjazd powinien pójść gładko.

Naprawy

Ze znalezieniem warsztatu także nie powinno być problemów. Po pierwsze, większość elementów, które mogłyby się zepsuć, jest dokładnie taka sama w samochodach elektrycznych czy hybrydowych, jak spalinowych. Po drugie warsztatów specjalizujących się w serwisie i naprawie samochód elektrycznych jest już mnóstwo. Tylko GoogleMaps pokazuje, że na mojej prowincji jeden taki warsztat przypada na ok. 3 tysiące mieszkańców.

W lecie tego roku po raz pierwszy zarejestrowano w Polsce więcej samochodów elektrycznych i hybrydowych niż spalinowych. To znak, że zmiany postępują całkiem dziarsko nawet w Polsce.


Artykuł gościnny. Autorem jest Robert Augustyn.

Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *