Wyobraź sobie, że posiadasz własny produkt. Uwielbiany przez społeczność, wyczekiwany, budzący emocje. Jak to umiejętnie zepsuć? Zniechęcić swoich odbiorców? Ricoh ma na to idealną receptę: pokazywać ten sam produkt od lat, dając nic nie znaczące dodatkowe ficzery wizualne lub fukcjonalne. Tak właśnie się stało, kiedy po raz kolejny widzimy Ricoha GR III HDF, zamiast wyczekiwanego od 6 lat następcy z numerkiem IV.

Gdybym miał postawić się w roli PR-u Ricoha, na ten zarzut z leada odpowiedziałbym, że: przecież produktu idealnego nie wywraca się do góry nogami, tylko delikatnie muska zmianami. W tym duchu wszystko zgadzałoby się z prawdą, w końcu Porsche bryłę od lat ma taką samą, zmiany są subtelne, adaptujące pojazd na potrzeby aktualnych wymogów klientów czy zaangażowania nowej technologii. Oczywiście wnętrze przechodzi pewnie nieco większe zmiany, a to ducha czasów widać tam najbardziej. Sęk w tym, że Ricoh postanowił delikatnie odświeżać swoją puszkę, bez większych zmian wnętrza.

//dzisiaj na dailyweb

Bardzo długo chorowałem na Ricoh GR IIIx i gdyby nie fakt, ze trafił mi się Nikon Coolpix A, którego absolutnie uwielbiam, to pewnie mój to go setup uzupełniłby z pewnością Ricoh IIIx. Problem jednak który mam (i nie tylko ja, bo redakcyjny Daniel również, nie mówiąc też o części społeczności) to, że ta konstrukcja to twór z 2018 roku. Od tamtego momentu dostaliśmy wersje IIIx, dostaliśmy kilka wersji stylistycznych (nie powiem, pięknych m.in.: street czy diary), ale użytkownik chce konkretów, a Ricoh sprawia wrażenie, że za wszelką cenę nie chce pokazać następcy, który przyniósłby nieco więcej niż tylko symboliczne zmiany, tym bardziej że w świecie fotografii i technologii przez ostatnie lata sporo się zmieniło.

Nici z plotek o Ricoh GR IV

Ricoh GR III HDF

Kiedy w końcówce ubiegłego roku pojawiły się pierwsze plotki na temat tego, czego możemy się spodziewać od Ricoha i że będzie to najpewniej nowy aparat, społeczność była pewna, że to jest ten moment, na zaprezentowanie IV generacji tego kultowego aparatu. Zamiast tego otrzymaliśmy Ricoh GR III z filtrem HDF.

Filtr dyfuzyjny podświetleń to układ, który ma za zadanie rozproszyć partie obrazu, które cechują się dużym rozświetleniem. Pozwala to zmiękczyć styl zdjęcia i nadaje mu niepowtarzalnego charakteru. Naśladuje on stare filmy kręcone niskiej jakości kamerami oraz kompaktowe aparaty fotograficzne.

Społeczność robi sobie żarty z Ricoh, że przecież wcale nie musieli wypuszczać aparatu z wbudowanym filtrem HDF, bo już wcześniej mieli filtry HDF:

when you already have a ricoh griiix hdf v0 r53yzhc4pyqc1.jpeg
Źródło: reddit

Ktoś bardzo słusznie i nieco złośliwie zauważył, że ten setup powyżej jest dużo lepszy od nowego aparatu Ricoh, dlatego, że prócz filtru HDF, ma on także filtr ND. I  tu właśnie uważam paradoks tego, co pokazał nam japoński producent. Wkładając wbudowany filtr HDF, zrezygnowali z filtru ND!

EQ6JSF

R E K L A M A

Wbudowane filtry szare dla mnie to mega ficzer, zarezerwowany tylko dla topowych aparatów, niezależnie od wielkości ich matrycy. Ricoh doszedł do wniosku, że jednak bardziej przydadzą się filtry zmiękczające światło (co nie powiem jest spoko opcją), ale zdecydowanie nie kosztem filtrów ND.  W efekcie dostaliśmy odgrzewanego fotograficznego kotleta kastrata, z nowym filtrem HDF, nowym guzikiem i drobnym usprawnieniem autofocusa. Całość za jedyne 1150 EUR.

Nowe modele mają Zone Select AF, który automatycznie ustawia ostrość w najbardziej odpowiednim punkcie w obszarze obrazu po przesunięciu przez użytkownika obszaru ostrości 3X3 do żądanej strefy. Obszar ostrości 3X3 jest identyczny pod względem wielkości jak w trybie Auto-area AF (Center).

Nie dziwi więc frustracja społeczności, bo Ricoh nie daje z siebie nic. Cała ta sytuacja z pewnością nie wynika z premedytacji Ricoha, którzy dla zasady nie chcą wypuścić kolejnej generacji GR, ale mówi się o  tym, że moc i uwaga jest przesunięta na analogowego Pentaxa, który pojawić się ma w tym roku i sporo się mówi o problemie z dostępnością podzespołów. Pytanie, czy nie lepiej komunikować to ze społecznością (co pewnie  PR-owo nie jest najlepszym pomysłem) czy dawać udawaną nowość, by zaznaczać tylko swoją obecność.

Kupiłem 10-letniego Nikona i jaram się jak dziecko

Ricoh wybrał jedną z dwóch złych opcji i wcale nie jestem zdziwiony reakcją fanów marki, bo sam czuje się mocno rozczarowany. Z drugiej strony, mam poczucie ulgi, że nie muszę szykować budżetów, a Coolpix A zostanie ze mną na dłużej.