RealLifeCam to dowód na to, że prywatność w sieci to żart | DailyWeb.pl - codziennie o sieci

RealLifeCam to dowód na to, że prywatność w sieci to żart

Opublikowano 2 miesiące temu -


Poniedziałkowy wieczór. Przygarbiony Alberto gra na konsoli. Adriana spaceruje po kuchni w szarym biustonoszu, dresach, z ręcznikiem na głowie. Przez moment Daniel - jej facet - mignął nago. Niedawno wyszli ze wspólnej kąpieli.

U Nelly i Bogdana trwa impreza. Wszyscy tańczą na bosaka w salonie. Jakiś facet dyskutuje z przyjemnie wyglądającą brunetką w kuchni, przy stole suto zastawionym winem, wódką i przekąskami.

Desiree i Raul leniuchują w salonie. On na worku sako oddaj się lekturze, ona ogląda telewizję i masturbuje się pod cienkim kocem. Ich kot zdaje się czekać na rozwój wydarzeń. Bo chociaż Raul nie wygląda na zainteresowanego, to jego dziewczyna - o nieco rubensowskich kształtach - nie wygląda na taką, która szybko odpuszcza.

Jeden z uczestników Real Life Cam
Jeden z uczestników internetowego reality show - nie często odrywa się od swojego Playstation 4 | Źr. fot.: zrzut ekranu z RealLifeCam.com

W tym samym czasie opalona Linda leży i słucha muzyki. Ma na sobie tylko różowy top. Od niechcenia równie często dotyka swojego odsłoniętego krocza, co dłubie w nosie. Im dłużej zatapia się w muzyce, tym bardziej musi jej brakować Tibora, bo jej dłonie zaczynają częściej niż do twarzy, wędrować między uda.

Anabel i Efim oglądają telewizję wtuleni w siebie. W tym samym czasie wytatuowany Smith masuje stopy jeszcze mocniej ozdobionej tuszem Kitty. On próbuje ją całować, ona zdegustowana odpycha go pięściami. Dziewczyna wychodzi. Zasmucony mężczyzna przykrywa spodenki poduszką.

U Lany i Roberta trwa babska schadzka. Pani domu pije wino z dwiema przyjaciółkami. Faceci najpewniej właśnie bawią się na mieście. Zabawy nie w głowie Leorze, która oddała się łasce morfeusza. Sen nie w głowie Ninie i Kirze, którym zebrało się na nocne igraszki. A Alberto wciąż gra, tępo wpatrzony w telewizor.

Tak wyglądał kwadrans podglądania życia zupełnie obcych osób na RealLifeCam.

Mieszkańcy monitorowanych mieszkań zgodzili się na obserwowanie ich przez całą dobę w najbardziej intymnych momentach. Nie ważne czy akurat śpią, uprawiają seks, rozmawiają, jedzą - wszystko zobaczycie na żywo w internecie. Serwis oferuje dostęp do dwudziestu apartamentów, naszpikowanych około dwustoma kamerami i niemal tyloma mikrofonami. Funkcjonuje nieprzerwanie od 2010 roku i oferuje sporo dodatkowych funkcji jak chociażby detekcję ruchu czy cofanie się w czasie.

Oczywiście nie darmo. Autorzy pomysłu każą sobie słono płacić za dostęp do ich usługi. Wykupienie konta premium kosztuje 44,95 dolary na miesiąc - za darmo dostajemy podgląd z zaledwie kilkudziesięciu kamer.

Jedna z uczestniczek reality show RealLifeCam.com
W serwisie nie ma miejsca na improwizację. Obserwujemy prawdziwe życie bez pudru - głupie miny i pozy wliczone w cenę | Źr. fot.: Reallifecam.com

Warto zaznaczyć, że producenci sieciowego reality show wiedzieli, iż to co będzie nas najmocniej przyciągało, to oczywiście seks. Chociaż życie bohaterów całego tego ambarasu to wiele więcej niż takie zabawy, to spoglądając na najchętniej odtwarzane sceny, najbardziej interesują nas gorące momenty. Co zapewne znalazło odzwierciedlenie w umowach pomiędzy dostawcą usługi, a uczestnikami RealLifeCam, bo seksu jest tam sporo.

Szaleństwo? Niekoniecznie. W erze post Wielkiego Brata sprzedajemy swoje życia coraz częściej i otwarciej. Społeczeństwo za sprawą internetu wyzbyło się wielu hamulców. Jednak większość z nas robi to za darmo i w o wiele mniejszej skali. Sieć jest idealną okazją, by dać upust naszemu wewnętrznemu, skrywanemu ekshibicjonizmowi. Niekoniecznie sprowadzającemu się do parafilii, a zwykłej, ludzkiej potrzeby bycia zauważonym. Umieszczamy część siebie na Facebooku, Twitterze, Snapchacie, Instagramie, YouTubie, a co bardziej otwarci na erotycznych portalach społecznościowych. Dlatego nie dziwi ani trochę, że znaleźli się odważni, którzy pozbyli się wszelkich zahamowań i dają się śledzić przez całą dobę.

Kochamy podglądać. Czego wyraz już w 1960 roku dał słynny film Podglądacz. Chcemy wiedzieć, jak żyją inni. A gdzie jest podaż, tam znajdzie się popyt.

Prywatność w dobie internetu to dla wielu z nas sprawa drugorzędna. Jedni nie szanują jej śledząc innych, a reszta pokazując światu swoje życie bez większego zastanowienia. Opisywany serwis jest jedynie przejaskrawionym przykładem, który doskonale ilustruje sytuację, w której znalazło się nasze społeczeństwo. Nie jestem pewien czy mamy tu do czynienia ze zmianą mentalności, spowodowaną głęboką socjalizacją z nowym medium czy ze zwykłą ludzką głupotą, która jest spotykana w takich czy innych formach od tysięcy lat. Pewnie jedno i drugie stwierdzenie jest akuratne.

Zapominamy tym samym, że w pewnym stopniu narażamy się na nieprzyjemności, które towarzyszą odsłanianiu światu naszych sekretów, trybu życia, danych. Po drugiej stronie ekranu zawsze ktoś patrzy. Kto?