Przez 10 miesięcy byłem mentorem na Uniwersytecie SWPS na kierunku UX Design




Przez 10 miesięcy byłem mentorem na Uniwersytecie SWPS na kierunku UX Design

Opublikowano 12.06.2019 11:10 -


Ten wpis chciałem napisać już na początku roku akademickiego. Patrząc jednak z perspektywy czasu, cieszę się, że poczekałem. Moje wrażenia oraz doświadczenia na koniec roku dość znacznie różnią się od tych z początku. Teraz, już na chłodno, jestem w stanie spojrzeć na ostatnie 10 miesięcy możliwie obiektywnie.

Około rok temu dostałem propozycję dołączenia do kadry studiów podyplomowych UX Design na SWPS w Katowicach. Moja rola miała polegać na wspieraniu działań studentów przez cały rok akademicki. Miałem zostać mentorem, osobą zapewniającą wsparcie merytoryczne oraz pomoc w organizacji pracy zespołu.

Chcę od razu opisać, w jaki sposób prowadzone są studia UXDesign na SWPS, ponieważ jest to dość odbiegający sposób od klasycznego myślenia o toku nauki.
Podczas całego roku akademickiego (są to studia podyplomowe trwające jeden rok) studenci, podzieleni na grupy 5-osobowe, pracują nad stworzeniem produktu (bez jego implementacji). Każda z lokalizacji SWPS ma wylosowany temat przewodni. W tym roku był to Fintech. Konkretnie w odniesieniu do kwestii dyrektywy PSD2. Grupy studentów pracują nad produktem związanym z tematem przewodnim roku.
Cały rok podzielony jest na 5 etapów. Badania potrzeb, strategia, modelowanie, prototypowanie, testy.

W każdym z etapów produkt jest tworzony od koncepcji aż do „gotowości do implementacji”. Na koniec każdej „sekcji” grupa oddaje z niej raport z podsumowaniem oraz potrzebne załączniki, jak na przykład kanwy biznesowe czy prototyp produktu. Jeśli jesteście zainteresowani większą ilością informacji, to odsyłam na stronę SWPS, gdzie znajdziecie więcej detali odnośnie do samego toku studiów. Oczywiście możecie też ze swoimi wątpliwościami udać się do sekcji komentarzy, gdzie postaram się odpowiedzieć na ewentualne pytania.

Przez te 10 miesięcy, właściwie całkowicie zdalnie, zdzwaniałem się z dwoma grupami, którymi się opiekowałem. Na spotkaniach dyskutowaliśmy o problemach związanych z produktem, konkretnym etapem oraz o sposobie pracy.

Rok akademicki kończy się egzaminem, sprawdzeniem stworzonego prototypu oraz obronie, podczas której grupy prezentują swoje produkty przed grupą ekspertów obszarowych odpowiedzialnych za etapy procesu tworzenia. Prezentacja przypomina pitch dla inwestorów, a po niej następuje runda pytań od ekspertów.

Obie grupy, którym pomagałem, zdały już egzamin składający się z pytań zamkniętych i obroniły swoje produkty przed obliczem ekspertów. Do sprawdzenia pozostał tylko prototyp, który wytworzyli. Wydaje mi się jednak, że z tym też nie będzie problemów.

Na koniec obron padały pytania w stylu: „Co było najcięższe na tych studiach?”. Wszystkie odpowiedzi okazywały się właściwie podobne — „Najcięższa była praca w grupie”. Ja ze swojej strony mogę dodać to samo. Chyba faktycznie właśnie to stanowiło najcięższy element. W końcu wiedzę możemy wchłonąć, narzędzi możemy się nauczyć. Jeśli jednak chodzi o pracę w grupie — tutaj tylko praktyka może nas czegoś nauczyć.

Na tych studiach niemożliwe jest przejście edukacji metodą ZZZ (zakuć, zdać, zapomnieć). Każdy etap wymaga pracy zespołowej, warsztatów, ćwiczeń, przeprowadzania badań z użytkownikami itp. I tutaj pojawia się jeszcze jeden ważny i trudny element. Czas. Jest go mało, ponieważ większość uczestników ma już pracę, dom, rodzinę, zobowiązania etc. Nagle trzeba się zsynchronizować z kilkoma osobami, pracować wspólnie i to w dodatku zdalnie, ponieważ uczestnicy studiów rozrzuceni są po całej Polsce.

Wynikają problemy z terminami, ze zrozumieniem się, z synchronizacją oraz z zaangażowaniem. Nie ma, co ukrywać — każdy z nas miewa kryzysy zaangażowania. Jeśli jednak grupa pracuje razem i wspólnie wypracowuje swój sukces, musi pokonać podobne problemy. Właśnie dlatego uważam te studia za bardzo cenne. Pracy w grupie bardzo ciężko się nauczyć. W tym modelu jest to możliwe. Dla mnie to również było wyzwanie. Zgranie się z zespołami do najprostszych nie należało. Właściwie każde z naszych spotkań odbywało się minimum po godzinie 20, a zdarzało się też, że siedzieliśmy do 22.30 i to w środku tygodnia. Niby nie jest to nic wielkiego, ale jeśli dołoży się do tego etat, rodzinę i w moim przypadku np. DailyWeb, to już robi się napięty harmonogram.
Jednak bardzo cieszę się, że mogłem uczestniczyć w tej przygodzie razem z moimi dwoma zespołami: GR8 UX oraz iCollect. Dostałem powtórkę wiedzy, której nie mam zwykle okazji w pełni używać. Ciekawsza dla mnie była jednak możliwość przetestowania swoich umiejętności miękkich. Na etacie prowadzę zespół projektantów, który jest już zgrany i sprawnie pracuje. Nie twierdzę, że się nudzę, jednak występujące w nim problemy są po prostu inne. Mentoring na SWPS wepchnął mnie ponownie na niespokojne wody kształtujących się dopiero zespołów i sytuacji, które z tego wynikają. To było ciekawe doświadczenie. Na tyle ciekawe, że najprawdopodobniej zostanę mentorem na kolejny rok. Sporo się nauczyłem i widzę wiele miejsc do poprawy/automatyzacji w pracy z grupami studentów.
Na sam koniec chciałem dodać, że te studia podyplomowe są właściwie dla każdego. Wśród studentów dało się zauważyć naprawdę szerokie spektrum zawodów, które aktualnie wykonują.

P.S. GR8 UX i iCollect – jeśli to czytacie, to bardzo wam dziękuję za masę rozrywki i ćwiczenia swoich umiejętności! ✌