Przesiadka z iPhone 5s na gigantycznego 6s plus - kilka pierwszych wrażeń | DailyWeb.pl

Przesiadka z iPhone 5s na gigantycznego 6s plus - kilka pierwszych wrażeń

Opublikowano 2 lata temu - 5


Zabierałem się do tej zmiany trochę jak popularny pies do jeża. Kończyła mi się umowa i rozglądałem się za możliwościami. Obiecałem sobie po 5s, że następny iPhone będzie możliwie wielki tak aby raz na zawsze rozprawić się z nieustającą chęcią posiadania większego ekranu. Wszystko szło w dobrą stronę, kiedy przed samą decyzją o kupnie postanowiłem odwiedzić iStore, by upewnić się że gabaryty 6s plus mnie nie zaskoczą.

Było oczywiście nieco inaczej i szczerze mówiąc zwątpiłem. Jego gabaryty na pierwszy rzut oka były przytłaczające, tym bardziej jeśli ktoś bardzo  (jak ja) przyzwyczaił się do kompaktowej wersji 5s. Te kilka cali zrobiło zdecydowanie różnice. Oczywiście miałem świadomość, że wygodne posługiwanie się tym telefonem jedną dłonią będzie raczej niemożliwe. Dla kontrastu przymierzyłem się do 6s i ten od razu sprawiał wrażenie lepiej leżącego w dłoni. To co odpychało, to świadomość, że zmieniając iPhone 4 na 5S miałem podobne wrażenia.

Do końca miałem kłopot na który egzemplarz jednak się zdecydować, jednak ostatecznie przekonało mnie kilka drobiazgów jednak na korzyść 6S plus. Oczywiście warto zaznaczyć, jeśli masz podobny dylemat, to część argumentów będzie pewnie zależna do własnych oczekiwań. W moim przypadku przekonała mnie stosunkowo niewielka różnica cenowa między dwoma egzemplarzami. Innym elementem, który przemawiał za 6S to chociażby optyczna stabilizacja. Oczywiście ten argument brzmi dość zabawnie w kontekście takiego urządzenia, ale uwierzcie mi, przy kilku testach zrobiło ono na mnie spore wrażenie. Poniżej macie IMO wiarygodne demo:

 

Ponadto relatywniej bardziej żywotna bateria od mniejszego odpowiednika. Pierwszy dzień, pełen pracy ze smartfonem i stan baterii rokuje naprawdę świetnie. Wydając górę pieniędzy moim zdaniem warto nieco więcej dołożyć i zyskać kilka funkcjonalnych detali. Oczywiście nie są to argumenty kluczowe, mnie jednak przekonały by zdecydować się właśnie na 6s plus. To co jednak najbardziej istotne, to gabaryty. Skłamałbym gdybym stwierdził, że się już przyzwyczaiłem i jest super. Oczywiście komfort pracy na tak ogromnym ekranie, to naprawdę duża zaleta ale do samych gabarytów trzeba się przyzwyczaić. Inaczej leży w kieszeni, inaczej z tej kieszeni się go wyciąga czy nawet obsługuje (raczej dwie dłonie). Co jednak ciekawe, telefon nie ciąży w kieszeni, a przez to że jest stosunkowo cienki, nie odnosiłem wrażenia, że noszę w kieszeni cegłę.

Kolejną dość istotną dla mnie obserwacją był fakt, że ze względu na dość obłą konstrukcje, telefon w ręce nie leży pewnie i naprawdę strach było diabła wyciągać z kieszeni. Sam zdecydowałem się zakupić gumowane etui i jak dla mnie to sprawa zdecydowanie obowiązkowa, by zyskać pewność uchwytu smartfona. Zdecydowałem się na kolor czarny, a i Wy nie dajcie sobie wmówić, że Gold Rose to właściwy kolor, jak niektórzy w polskiej technologicznej blogosferze twierdzą ;-)

Pozostaje Force-Touch. Szczerze mówiąc, gdyby obniżono mi cenę smartfona o powiedzmy 300zł, to wybrałbym wersje bez. Oczywiście ma ona swój potencjał, ale szczerze mówiąc po moich pierwszych testach, mimo że dość przełomowa, to uważam że zbyt szybko by mówić, że zmieni ona świat gestów na smartfonach. Zauważyłem też, że zdecydowanie lepiej działa Touch-ID. Wielokrotnie po wciśnięciu przycisku Home, telefon od razu się odblokowywał. Technologia ta, działa zdecydowanie sprawniej. To tyle z tych pierwszodniowych, najistotniejszych obserwacji. Pewnie będzie ich zdecydowanie więcej, wraz z upływem czasu. Nie ukrywam, że to co mnie najbardziej interesuje, to pośród wszystkich ciekawych gadżetów, to sama żywotność baterii. Po nieco dłużej współpracy, przygotuje swoje nieco szersze spostrzeżenia.