Oczywiście po tych pierwszych stanach absolutnego szału zakupowego, sprawa ostatecznie się nieco ustabilizowała, a sporo inwestorów wycofało się z pomysłu inwestycji w ten ciekawy rynek. To jednak nie obniżyło mocno i tak wielkiego zainteresowania. Od zeszłego roku każdy Kowalski ma w czym wybrać jeśli chce zarejestrować własną końcówkę. Ma ona swoje zalety i całą masę wad, o czym wielokrotnie pisałem (kategoria domeny na blogu), jednak nowe domeny się sprzedają i to całkiem nieźle. Czy jednak wszystkie? Okazuje się, że nie do końca.

Fotel lidera należy do kontrowersyjnej .XYZ, która według serwisu ntldstats.com, ma sporą przewagę nad resztą stawki, osiągając 17% całego rynku. Są jednak też domeny, które okazują się wielką klapą. Najlepszym tego przykładem jest rozszerzenie .WHOSWHO, które zadebiutowało do publicznej rejestracji 2 marca. Nie wiem co myśleli i na co liczyli operatorzy tego rejestru, ale z pewnością ich plany się nie powiodły. Zainteresowanie tym rozszerzeniem było tak minimalne, że przez 2 dni od otwarcia tej domeny, zarejestrowano bagatela 24 sztuki. Pikanterii dodaje fakt, że jest to suma na która składa się także rejestracja właścicieli marek, przed oddaniem jej do publicznej rejestracji. Sprawa jest o tyle przerażająca, że sam wniosek o rejestracje takiej domeny, to kwestia ogromnych pieniędzy ($185k).

Być może taka jest strategia właściciela? Osiągnąć tak niską sprzedaż, by prasa branżowa pisała o niechlubnych rekordach sprzedaży, by tym samym osiągnąć sukces, przechylając szalę? Jeśli tak, to akurat ten plan realizowany jest świetnie.