Pozycja Google w starciu z koronawirusem

Pozycja Google w starciu z koronawirusem

Opublikowano 30.03.2020 9:19 Aktualizacja: 30.03.2020 9:23 -


Wielu komentatorów obserwujących bieżącą politykę państw i najważniejszych graczy na rynku buduje spekulacje i zastanawia się nad wpływem, jaki rozprzestrzeniający się COVID-19 zdążył już wywrzeć i jak przygotować się do nadchodzącego sztormu. Także Google nie pozostaje obojętne wobec tego zjawiska, starając się dopasować wedle własnych możliwości. Jest to jednak temat, nad którym każdego dnia stukają setki, jeżeli nie tysiące klawiatur, wyskubując nowości z ogólnego natłoku. Zamiast więc zastanawiać się stricte nad spadkami i wzrostami wśród trendów, ciekawszym zajęciem może okazać się prześledzenie dotychczasowej działalności w perspektywie poprzednich lat i trwającej konieczności chwili.

Polityka stojąca za aktualizacjami algorytmów wyszukiwarki Google, chociaż niejasna, nie od dziś prowadzona jest z myślą o implementacji coraz wyższych standardów kontroli jakości treści zamieszczanych na portalach zawierających poszukiwane przez użytkownika hasła. Wprowadzona w sierpniu 2018 roku duża łatka o nazwie “Medic”, skupiona przede wszystkim na stronach zawierających informacje dotyczące YMYL (“Your Money or Your Life” to szeroka kategoria, w której mieszczą się wiadomości o bieżących wydarzeniach, prawie, finansach czy zdrowiu), miała za zadanie dokonać weryfikacji i pozycjonowania witryn zgodnie z wysoko zawieszoną poprzeczką oczekiwań. Następnie w 2019 i na początku 2020 roku nastąpiło dalsze dostosowanie działania do zasad ustanowionych przez kalifornijskiego giganta. Wraz z rozwojem następowało wyraźne przesunięcie w rankingu najczęściej wyświetlanych domen, wyłaniając faworytów algorytmu oraz ucząc pozostałych, że drogą do sukcesu jest wziąć z nich przykład. Szczególne zainteresowanie, jakie koncern poświęca sprawom związanym ze zdrowiem i samopoczuciem przeglądających, może okazać się tym bardziej warte uwagi, z im poważniejszą sytuacją będziemy mieli do czynienia.

A obecna sytuacja zdaje się nie mieć najlepiej. Pandemia koronawirusa COVID-19 stawia przed Google oraz dużą częścią świata szereg nowych wyzwań. Starając się dogonić rzeczywistość organy ustawodawcze i rząd wprowadzają gwałtowne oraz najczęściej dotkliwe zmiany. Zmuszają wielu z nas do przystosowania się do życia zupełnie innego niż to, które do tej pory stanowiło naszą codzienną rutynę. Konieczność zachowania szczególnej ostrożności zmienia charakter pracy i kontaktów międzyludzkich, przenosząc te, które tylko się da do sieci. Wszystko to wywołuje ogromne zamieszanie, potrzebę podejmowania decyzji na wczoraj, a wraz z tym często skrajne emocje oraz poczucie zagrożenia. Wizja kryzysu, który ma nadejść w niedalekiej przyszłości, także nie napawa radością.

Ciężko oczekiwać więc od użytkowników sieci, że ci zachowają w takiej atmosferze zimną krew i wnikliwie analizować będą każdy sygnał, który dociera do nich w natarczywym szumie medialnym. Doskonale świadomi tego okazali się niektórzy przestępcy oraz autorzy tekstów zamieszczanych na portalach. Dla osiągnięcia swoich partykularnych celów rozpowszechniają fałszywe informacje – tym bardziej chwytliwe, im bardziej krzykliwy tytuł oraz wstrząsająca nowina. Jak grzyby po deszczu wyrastały wokół miast kordony sanitarne. W tajemniczych laboratoriach opracowywano sposoby na zachowanie zdrowia i uniknięcie infekcji. Lekarze z Tajwanu w pocie czoła pracowali nad dokonywanym domowymi środkami testem na obecność koronawirusa.

Niektóre z tych “wynalazków” dawno już przekroczyły granice absurdu. Bez względu na to dezinformacja pozostaje niebezpiecznym zjawiskiem pobudzającym panikę i potencjalnie szkodliwym dla zdrowia (ze względu na rzekome antywirusowe działanie spożywanego w dużych ilościach alkoholu w Iranie doszło do zgonów wywołanych jego zatruciem).

Google podjęło kroki reagując na powyższe problemy i pogłębiający się kryzys. W pierwszych dniach marca, czyli jeszcze przed ogłoszeniem przez WHO pandemii, pierwsze usprawnienia anglojęzycznego SERPa zostały wprowadzone. Po wpisaniu hasła coronavirus (albo po prostu corona), zaraz nad zwyczajnymi wynikami wyszukiwania ukazywały się zawarte w ramce odnośniki do WHO z aktualnymi informacjami. Naprawdę duża aktualizacja w polskojęzycznej wersji ujrzała jednak światło dzienne dopiero w okolicach 20 marca. Oprócz dotychczasowej listy adresów, niemalże zupełnie zorientowanych wokół wieści o rozprzestrzenianiu się koronawirusa w Polsce i na świecie, z prawej umieszczony został pokaźnej wielkości alert, wyposażony w zakładki z treścią, której źródło stanowi wiedza pozyskana z witryn WHO oraz Ministerstwa Zdrowia.

Na pierwszej stronie wśród rezultatów widoczne są domeny rządowe, zawierające nie tylko oficjalne stanowisko, porady i zasady higieny promowane przez GIS i Ministerstwo, ale też opracowania pozwalające zapoznać się ze zmianami prawa. Na dalszych zaś użytkownik może natknąć się na inne portale, dostarczające nowe wiadomości czy dementujące krążące po sieci mity oraz reklamujące maseczki ochronne sklepy internetowe. Mniej oczywistą różnicą jest między innymi brak znajdującego się zazwyczaj na samym dole działu z propozycjami podobnych wyszukiwań.

Podsumowując postępowanie Google wpisuje się w przyjętą do tej pory zasadę, wyznaczającą kierunek rozwoju algorytmu. Obecna sytuacja wymaga reakcji i dobrze jest wiedzieć, że koncern zareagował na wzmożone zapotrzebowanie na rzetelne i jakościowe informacje. Poza oczywistymi działaniami, jak walka z fake newsami na platformie YouTube czy umieszczanie na szczycie rządowych reklamówek, w dobie powszechnego kryzysu przy wciąż odczuwalnym wykluczeniu cyfrowym wielu przedstawicieli starszych pokoleń, Google uprościł dostęp do wiedzy. Biorąc pod uwagę skalę problemu nie jest to oczywiście jeszcze wszystko, co przy użyciu wyszukiwarki można zrobić, ale możliwości te są ograniczone i zawodne. W ramach SEO znaczącej poprawie ulec może jeszcze trafność wyników przy tematach pokrewnych oraz związanych pośrednio lub bezpośrednio z koronawirusem. Zwalczanie pożaru poprzez odcięcie go od tlenu w dobie tak błyskawicznego rozsiewania się plotek z pewnością zasługuje na pochwałę bardziej, niż jedynie zwalczanie jego skutków. Jak jednak rozwiną się bieżące wydarzenia i co nowego przyniosą dalsze zmiany algorytmu jedynie czas pokaże.


Autorem artykułu jest Piotr Zych.

Wieści z Rozładowani.pl