Mieszanka komedii, dramatu, nierzadko horroru, a wszystko w szybko uzależniającej i łatwej w odbiorze formie. Na tej liście każdy znajdzie coś dla siebie i gwarantuje Wam, że przynajmniej jedna z propozycji całkowicie zawładnie Waszym sercem. Gotowi? No to zapraszam.

Czarne lustro

Od razu przechodzę do konkretów, ale uważam, że jako ludzkość w XXI wieku, po prostu wszyscy powinniśmy znać ten serial. „Black mirror” to 5 sezonów z nieregularną liczbą odcinków, gdzie właściwie każdy dosyć mocno wbija w fotel. Wydawać by się mogło, że nieco fantastyczna wizja przyszłości, jest jedynie śmiało idącymi w swych założeniach opowieściami, ale jednak nutka niepokoju i przestrogi wychodzi śmiało momentami na pierwszy plan. Właściwie to przez większość momentów. „Czarne lustro” w niepowiązanych ze sobą fabułą epizodach przedstawia dość przygnębiającą perspektywę tego, gdzie może zaprowadzić nas ślepe zauroczenie technologią.

Stephen Hawking mawiał, że „Superinteligentna AI będzie świetnie radzić sobie z osiąganiem celów, a jeśli te cele nie będą spójne z naszymi, to będziemy mieli problem”. Patrząc na randomowy odcinek „Czarnego lustra”, można zacząć się obawiać, czy rzeczywiście w takiej przyszłości pojawi się więcej zagrożeń, niż zalet. Oceńcie sami, bo serio – warto!

Breaking Bad

Czyli o tym, jak daleko jest w stanie zaprowadzić nas desperacja.

Na Waltera (w tej roli genialny Bryan Cranston) nagle spada druzgocąca wiadomość o nowotworze. Prowadzący dotąd dość prozaiczne życie mężczyzna zostaje postawiony nie tylko przed mało pozytywną wizją przyszłości, ale i trudnym zadaniem, jakim jest finansowe zabezpieczenie rodziny. W poszukiwaniu rozwiązania postanawia zarobić szybko na tym, co potrafi najlepiej. I tak, jako wieloletni nauczyciel chemii, w tajemnicy przed bliskimi – rozpoczyna produkcję metamfetaminy. Rolę jego pomocnika obejmuje były uczeń – Jessie – i od tej pory rozpoczyna się niezwykle wciągająca historia, w której wzajemnie przeplatają się strach, zwątpienie, szaleństwo, sukces, śmiech, śmierć i kłamstwo.

Szczerze muszę przyznać, że po pierwszym odcinku miałam mieszane uczucia, ale już po kolejnych dwóch wiedziałam, że „Breaking Bad” stanie się jednym z moich ulubionych seriali. Jak się okazuje nie tylko moim – kochają go miliony ludzi na świecie.

Ku jezioru

Niezbyt przyjemna wizja tego, co może spotkać ludzkość po konfrontacji ze śmiercionośną pandemią wirusa.

Szerzej o serialu pisałam w jednym z artykułów, gdzie zawarłam kilka powodów, dla których warto znać tę apokaliptyczną, ale ciekawą propozycję.

Narcos

Serial opowiada o najbardziej owocnych latach działalności Pablo Escobara i kolumbijsko amerykańskiej próbie unicestwienia barona narkotykowego przez organy ścigania.

Doskonała obsada, ścieżka dźwiękowa, reżyseria i odwzorowanie rzeczywistych wydarzeń i osób. „Narcos” to najlepszy deal na długie wieczory. Uwierzcie mi.

You

Jak daleka jest droga od miłości do obłąkania? Okazuje się, że bardzo niedaleka.

Inteligentny i błyskotliwy pracownik księgarni – Joe – poznaje początkującą poetkę i zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Za pomocą mediów społecznościowych postanawia wystalkować dziewczynę i zdobyć jej serce. Zainteresowanie przeradza się w chorą obsesję, a czyhające zło, niepozornie zbliża się do nieświadomej kobiety pod postacią czarującego Joe.

„You” trzyma w napięciu już od pierwszych 15 minut i do samego końca gwarantuje sporo zaskakujących sytuacji.

Seriale, które przyprawiają o szybsze bicie serca to idealna propozycja na jesienne wieczory –  tym bardziej, że zapewne na jednym odcinku się nie skończy. Poza moimi omówionymi tytułami znajdziecie jeszcze kilka godnych polecenia, jak: „Dark”, „Nawiedzony dwór”, „1983”, „Peaky Blinders”, „Alienista” czy „Happy”. Więc tak, jak wspomniałam – każdy znajdzie coś dla siebie. Teraz wystarczą tylko mocne nerwy i można dotrwać do wiosny.


Posłuchaj nas!