Potwory za darmo - Monster Hunter: World

Opublikowano 26.10.2020 13:21 -


Jestem oddanym fanem gry "Monster Hunter: World". Spędziłem mnóstwo czasu, polując na wielkie bestie. Uczyłem się ich słabych punktów, tworzyłem nowe bronie oraz brałem udział w różnych wydarzeniach wprowadzanych przez twórców. Kupiłem też dodatek i muszę przyznać, że się nie rozczarowałem. Jednak wszystko ma swój koniec. Czuję, że więcej nie osiągnę, pozostaje mi czekać na "Monster Hunter Rise", które zostanie wydane na Switcha w marcu 2021 roku. A w tej przerwie postanowiłem w końcu zmierzyć się z "Dauntless".

To taki darmowy "Monster Hunter". Gra została wydana w 2019 roku, obecnie jest dostępna na wszystkich platformach i oferuje crossplay. Długo krążyłem wokół "Dauntless", głównie dlatego, że jednak czuje pewien opór przed angażowaniem się w darmowe produkcje. Głównie ze względu na konieczność specyficznej budowy pętli rozgrywki. Obawiałem się tego, że twórcy będą celowo blokowali polowania lub spowalniali postępy gracza poprzez dodanie jakiejś formy energii.

Schemat zabawy, który został opracowany w serii "Monster Hunter" pozwala na dodawanie różnego rodzaju elementów wymuszających czekanie i zachęcających do zakupów w sklepie premium. Mimo to postanowiłem zaryzykować, sprawdzić o co tyle hałasu. Może jeszcze mi się spodoba i będę miał zajęcie do premiery kolejnej odsłony "Monster Huntera"?

"Dauntless" stało się moją grą na weekend. Udało mi się odblokować wszystkie aktywności oraz zmierzyć się z większością dostępnych potworów. Muszę przyznać, że walka nie jest, aż tak rozbudowana, jak w przypadku "Monster Hunter: World", ale jest w stanie dostarczyć sporo przyjemności. Bronie różnią się od siebie, przez co wymagają odmiennego podejścia do atakowania szarżującej bestii. W "Dauntless" można szybko i łatwo opanować sposób posługiwania się dowolnym orężem, co uznaję za plus. Co stało się dla mnie wskazówką, że ta produkcja jest raczej skierowana do gracza casualowego, czyli takiego, który niekoniecznie chce spędzać godziny na opracowywaniu najlepszej kombinacji ataków.

Podobnie jest z tworzeniem broni. Drzewka nie są, aż tak rozbudowane jest w "Monter Hunter: World", co przekłada się na mniejsze skomplikowanie żywiołów, jakimi dysponują zarówno łowcy, jak i potwory.

Przyznaję, że w przypadku "Dauntless" uproszczenie zabawy wyraźnie się sprawdza. Ubicie potwora, szczególnie na wyższych poziomach trudności, jest w stanie dać sporo satysfakcji. Wyraźnie widać, że ta produkcja jest nastawiona na starcia oraz ciągle zachęca do poszukiwania materiałów potrzebnych do ulepszenia wybranej broni. Przy czym "Dauntless" raczej wspiera krótsze czasy sesji, szybszą i mniej skomplikowaną walkę, niż w przypadku "Monster Hunter: World". Dla mnie jest to niezła alternatywa, tytuł, który dobrze sprawdza się na Switchu jako przerywnik w trakcie codziennych obowiązków.

Jeśli zawsze kusiły Was spektakularne pojedynki w "Monster Hunter: World", ale baliście się spróbować, to weźcie na warsztat "Dauntless". Jest prościej, co oczywiście nie oznacza, że mniej ciekawie. Po postu trzeba przyznać, że twórcy tej gry mają na nią pomysł i konsekwentnie go realizują.

Wieści z Rozładowani.pl