Porzucimy rowery i zaczniemy latać dronami | DailyWeb.pl

Porzucimy rowery i zaczniemy latać dronami

Opublikowano 5 miesięcy temu -


Przyszłość własnie przyleciała i zrobiła nam wideo dnia. W skrócie wyglądało to tak, że mężczyzna niczym Green Goblin z komiksów o Spider-Manie, przyleciał na stadion piłki nożnej dronem.

Cała rzecz odbyła się podczas niedzielnego finału Taça de Portugal. Nie pytajcie mnie kto wygrał, bo jestem mniejszości, która jest społecznie wykluczona z uwagi na brak zainteresowania tą dyscypliną sportu. Jednak popisy takie jak ten, mogłyby mnie skutecznie zachęcić do śledzenia poczynań futbolistów nieco częściej, niż tylko przy okazji wielkich wydarzeń z udziałem kadry narodowej - bo tak wypada.

 

Oglądając to nagranie, nie tyle zachwyciłem się całą otoczką - chociaż nie powiem, wyglądało to dosyć spektakularnie. Co bardziej spojrzałem w przyszłość, która dzieje się na naszych oczach. Często tak jest, że idee wysnute w popkulturze są przenoszone po latach na rozwiązania z krwi i kości. Obrazek znany z komiksu z pierwszej połowy lat 60., pewnie na tamten czas był taktowany jako głupotka z historii obrazkowej dla nastolatków. Podobnie było chociażby z egzoszkieletem Iron Mana i wieloma innymi wynalazkami zapoczątkowanymi przez literaturę, komiksy i filmy.

Kolejny raz doszedłem do wniosku, że nieco bardziej serio powinniśmy traktować szalone wizje z nurtu sci-fi i nie zamykać się w pudełku ze swoim: to się nigdy nie uda. A raczej częściej spojrzeć szerzej i pomyśleć: może nie dziś, ale kiedyś, kto wie...

Dlatego teraz stawiam tezę. Kiedyś będziemy nie tylko oglądali tego typu wynalazki w internecie i na stadionach, ale również będziemy się nimi poruszali.

Były konie, rowery, samochody, statki, motocykle, samoloty i wiele innych pojazdów i pojaździków, które ułatwiały nam docieranie się z miejsca na miejsce. Może właśnie nadchodzi czas osobistych platform latających, fruwających ślizgaczy - jak zwał, tak zwał. Przyznam, że jeśli byłoby to bezpieczne, to z przyjemnością skorzystałbym z dobrodziejstw takiej komunikacji powietrznej. Nie tylko jako zabawki, ale na co dzień. Ponadto wtedy powiedzenie: lecę do sklepu - nabrałoby zupełnie nowej wymowy.

Żeby tej krótkiej opowieści o tym jak fikcja kolejny raz pomieszała się nam z rzeczywistością, stało się zadość - przypomnę, jak w 2002 roku Sam Raimi zaadaptował tego typu pojazd latający na potrzeby kina. To ja lecę, a Wy oglądajcie.