Ponad 1m długości, 15 kg wagi... Spokojnie to "tylko" monitor Philips 32:10 (43") - pierwsze wrażenia

Ponad 1m długości, 15 kg wagi… Spokojnie to “tylko” monitor Philips 32:10 (43″) – pierwsze wrażenia

Opublikowano 29.04.2020 19:55 Aktualizacja: 29.06.2020 15:23 -


Przyznaję, że pierwszy raz miałem do czynienia z tego typu sprzętem. Oczywiście nie może to dziwić, bo rzadko kto posiada w domu ponad metrowej szerokości monitor. W połączeniu z MacBookiem, który przesyła obraz w skrajnie wysokiej rozdzielczości – miodzio! Zapraszam na recenzję monitora Philips 32:10 (43″).

Kiedy padła w redakcji propozycja przetestowania tego monitora szybko powiedziałem “Tak, biorę!”. Jednak równie szybko przyszło mi do głowy, że w domu mogę mieć z nim problem. Oczywiście nie chodzi o miejsce na taki sprzęt, ale o spojrzenia żony, która z każdą dostawą nowego sprzętu do testów coraz “głośniej” przewraca oczami ;)

Zadzwonił kurier, na dzień dobry wyjechał z tekstem, że ma dość sporą przesyłkę i potrzebuje pomocy we wniesieniu. Szybko starałem się go uspokoić, mówiąc, że “spokojnie, to tylko monitor”, on był innego zdania:

Kurier:-mam dla pana paczkę, ale jest duża i ciężkaJa:-spokojnie to tylko monitorKurier:-nigdy w życiu to nie jest monitor”😂/Przemek

Opublikowany przez DailyWeb Czwartek, 30 stycznia 2020

Philips 32:10 (43″) – pierwsze wrażenia

Pierwszym wrażeniem bez wątpienia jest fakt, że monitor jest gigantyczny. Po prostu. Nie będę nawet wspominał, co mówiła żona, jak jej oznajmiłem, że sprzęt wyląduje na stole w salonie, bo na piętro go nie wciągnę (ostatecznie się udało). Monitor jest porządnie zabezpieczony w opakowaniu fabrycznym: oznakowania stron, specjalnie wyprofilowany styropian, a także sporo folii ochronnej i taśm, które trzymają całość “w kupie”. Nic dziwnego, bo sprzęt jest dużej wartości i szkoda by było zawalić sprawę na tak banalnym etapie, jak opakowanie.

Zgodnie z instrukcją przystąpiłem do mocowania uchwytu jeszcze w pudełku, gdyż z powodu wagi ekranu jest to niemalże niemożliwe po wyciągnięciu najpierw jednej, a później drugiej części. Wyświetlacz trzyma się na stabilnej, metalowej i dość ciężkiej podstawie, jest przykręcany i zabezpieczony zaczepem.

Podłączenie

Szybko uporałem się z montażem, a następnie podłączyłem monitor do MacBooka Pro. Ekran bez problemu dostosował się do rozdzielczości i praktycznie nic nie musiałem zmieniać w ustawieniach, poza rzecz jasna osobistymi preferencjami czerni i jasności.

Do tej pory pracowałem na 24-calowym monitorze z rozdzielczością 1920×1080, a przesiadka na Philipsa, który od razu przestawił się na 3840 x 1200, zrobiła wrażenie. Na początku nie mogłem “ogarnąć” całości ekranu, ale na całe szczęście wyświetlacz jest zakrzywiony, dzięki temu spojrzenie na całość po paru godzinach nie stanowi problemu.

Ogromna przestrzeń to największy atut monitora Philips 32:10

Jednak przestrzeń, która pojawiła się na moim pulpicie, jest tak ogromna, że boję się, że później “nie zmieszczę” się ponownie na mniejszy monitor. Jakość wyświetlacza jest najwyższej klasy – czerń jest czernią, a wysoki kontrast to jest to. Rozmieszczenie przestrzeni roboczych to duży atut monitora, a przesiadka z dwóch “dwudziestek czwórek” na jeden szeroki to najlepsza decyzja, bo de facto na takim ekranie można stworzyć trzy pulpity.

Przede mną okres testowania monitora w warunkach bojowych, chociaż już teraz wiem, że będzie bardzo dobrze, jeśli uporam się z jedną dość istotną sprawą (o tym za chwilę). Już przerzuciłem monitor “na pięterko”, gdzie czeka poczciwy blaszak, z dobrą grafiką, a tam sprawdzanie monitora na grach, a macBook przetestuje go w Final Cut Pro X, bo czeka mnie montaż filmu.

USB-C genialne rozwiązanie, ale czy idealne?

Wspomniana w poprzednim akapicie “sprawa” to złącze USB-C. Na początku ucieszyło mnie, że na jednym kablu podłączę i obraz i zasilanie do MBP, jednak już po pierwszej nocy było małe zdziwienie. Kończąc pracę na MacBooku, wyłączyłem po prostu monitor. Tak się złożyło, że był to weekend i przez ponad dwa dni nie zaglądałem do niego. W poniedziałek włączyłem monitor, a bateria laptopa była poniżej 50%. I tutaj dwie sprawy: po pierwsze dziwne, że aż tyle zabrało mi baterii, bo kiedy MBP stoi bez zewnętrznego monitora, ale z zamkniętą klapą, to bateria ubywa max 2% dziennie. Tutaj zniknęło ponad 50% w dwa dni. Druga kwestia to brak zasilania przy wyłączonym monitorze. Z jednej strony to rozumiem, ale z drugiej jednak coś tu nie gra. Mam nadzieję, że to tylko kwestia ustawień i przy pełnej recenzji będę mógł wycofać ten zarzut. Pierwsze wrażenie jednak oceniam spokojnie mega pozytywnie!

Wieści z Rozładowani.pl