Polskie Thing Trunk przełamuje stereotyp o grach early-access

Polskie Thing Trunk przełamuje stereotyp o grach early-access

Opublikowano 2 miesiące temu -


Od dawna jestem zagorzałym przeciwnikiem wczesnego dostępu. Ta forma sprzedaży niedokończonych produktów została spopularyzowana przez Steama. Jednak najgorsze jest to, że klienci przywykli do nabywania prototypów, a czasem wersji alpha. Produkcje oznaczone jako early access często umierają, nie dożywają premiery. Na szczęście są wyjątki od tej reguły.

Book of Demons to produkcja polskiego studia Thing Trunk. Od 2016 roku tytuł znajduje się we wczesnym dostępie. Od tamtego momentu wiele się zmieniło. Zostały dodane dwie nowe klasy – mag i łotrzyca. Pociągnęło to ze sobą spore modyfikacje w samej rozgrywce. Po każdej dużej aktualizacji sprawdzałem, co się zmieniło i muszę przyznać, że gra za każdym razem była przystosowywana do nowej profesji, w taki sposób, aby nie było zbyt prosto. Book of Demons to hack’n’slash i wyraźnie widać, że autorzy doskonale rozumieją ten gatunek gier. Schodzenie do podziemi nieustannie łączy się z miażdżeniem przeciwników i zdobywaniem nowych nagród. Oczywiście od czasu do czasu należy wrócić do pobliskiego miasta, zidentyfikować przedmioty, uzdrowić się i kupić mikstury. Po przygotowaniach można już spokojnie wrócić do dalszego mordowania demonów.

Laptopy gamingowe - najlepsze modele w 2018 roku

Thing Trunk wprowadziło kilka interesujących rzeczy do swojej produkcji, dzięki czemu nie stanowi ona zwykłego, odgrzewanego kotleta. Przede wszystkim w Book of Demons nie ma umiejętności oraz przedmiotów. Obie te grupy zostały zastąpione przez karty, które gracz może wymieniać i tworzyć różnego rodzaju układy. Jednak nie jest to karcianka w stylu Hearthostone’a, ale pełnoprawny hack’n’slash w czasie rzeczywistym. Cała zabawa polega na tym, aby dostosować aktywne karty, do otaczających bohatera przeciwników. Dzięki temu zabawa nie nudzi się po 15 minutach, zawsze jest coś do zrobienia, odkrycia, zmodyfikowania lub ulepszenia. Karty mają kilka poziomów, można je doskonalić, dzięki czemu stają się silniejsze i nabywają nowych możliwości.

Lootboksy przepis na sukces czy czysta chciwość producentów gier?

Ciekawy jest także sposób, w jaki gra angażuje odbiorców. Trudno ukryć to, że każdy hack’n’slash w pewnym momencie staje się nudny. Nie liczy się nic innego, jak mordowanie potworów i oczekiwanie na zdobycie lepszego przedmiotu. Book of Demons inaczej podchodzi do tematu angażowania graczy, podejrzewam, że inspiracją mogły być gry mobilne. Tym razem nie zostały zapożyczone mikrotransakcje, ale mechanizmy zachęcające do klikania. Czasem trzeba rozbić potworowi pancerz, oczywiście za pomocą kliknięć. Innym razem należy zebrać gwiazdki, aby przerwać ogłuszenie. Przerywanie czarów rzucanych przez potwory wymaga kliknięcia i przytrzymania klawisza myszki na ikonce. Tych drobiazgów jest mnóstwo i właśnie to one sprawiają, że od Book of Demons trudno się oderwać. Zwiedzanie kolejnych poziomów podziemie zawsze zaskakuje – nie tylko ilością przeciwników, ale także ich umiejętnościami.

Jeżeli szukacie ciekawego hack’n’slasha na mroźne wieczory, to Book of Demons będzie jak znalazł! Bierzcie i rąbcie potwory!