Podatek od Netflixa! Straszyli i wprowadzają... Jak zwykle, kto zapłaci? My

Opublikowano 29.04.2020 13:51 Aktualizacja: 30.06.2020 20:53 -


Rzadko, naprawdę rzadko poruszam tego typu tematy, które de facto są tak ściśle związane z polityką. Są jednak momenty, kiedy pęka coś i trzeba, po prostu trzeba wyrazić swoje zdanie. Mówiąc naprawdę delikatnie, kompletnie nie podoba mi się pomysł, jaki szykują nam rządzący. Podatek od Netflixa - oczywiście pojęcie skrótowe, bo podatek ów dotknie wszystkie serwisy tego typu.

Jak kończy się kasa, to trzeba sięgnąć do kieszeni podatnika. Oczywiście tutaj wszystko ma być elegancko, po kieszeni mają dostać dostawcy usług, jednak nawet przedszkolak wie, że za podniesienie podatków ZAWSZE płaci odbiorca końcowy. No nie da się inaczej.

Podatek od Netflixa - o co chodzi?

Fachowo jest to nazywane podatkiem cyfrowym. Pierwsze plotki na ten temat pojawiły się już kilka dni temu. Wszyscy podchodzili do tego sceptycznie, bo już kilka lat temu podobne głosy można było usłyszeć. Nową daninę miałyby płacić takie serwisy jak Netflix, Amazon Prime czy nasze polskie: Ipla i Player.pl (tutaj Discovery ma większość i tak). Szykowana właśnie teraz "tarcza antykryzysowa v. 3.0" przewiduje jednak dla tego typu dostawców opłaty, które mają iść na konto Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w wysokości 1,5 proc swoich dochodów w Polsce.

Netflix – oficjalna lista nowości na maj 2020

Pieniądze na polską kinematografię

Cel takiego podatku jest oczywiście szczytny: wsparcie polskiej kultury, która tak mocno oberwała podczas pandemii. Jednak czemu my za to mamy płacić? Przeciętny Kowalski (nikogo nie obrażając) pomyśli: "fajnie, amerykańce zapłacą na naszą kulturę, przecież ich stać". Jednak, jak wspomniałem wcześniej, nie ma po prostu szans, aby wprowadzenie podatku nie przełożyło się na ceny abonamentu Netflix. Finalnie za podatek zapłacimy my, Polacy. "Amerykańce" natomiast zarobią jeszcze więcej, bo podniosą ceny.

Jeśli zatem o to chodziło rządowi - to szczere gratulacje logicznego myślenia. Jak możemy przeczytać na kultura.gazeta.pl:

"(...) w ramach swojej działalności dotuje produkcję filmów, przyznaje stypendia scenarzystom, a także współfinansuje festiwale, szkoły filmowe i kina. Jak wylicza rząd, opierając się na danych Europejskiego Obserwatorium Audiowizualnego, w tym roku do PISF może trafić ok. 15 mln złotych, natomiast w latach następnych 20 mln złotych. Najwięcej wg szacunków miałby zapłacić Netflix - 1,5 proc. przychodów platformy to ok. 6,44 mln złotych. Ponad 4 mln wpłaciłby Polsat, właściciel serwisu Ipla, a TVN, do którego należy Player.pl, musiałby liczyć się z sumą ok. 1,53 mln złotych".

Przyznaję, że 15 milionów złotych dla zwykłego zjadacza chleba to dużo. Orientuję się jednak trochę w branży filmowej i taka kwota przy produkcjach filmowych (nawet w Polsce) nie jest niczym wielkim, a tutaj nie mówimy o jednej konkretnej produkcji, tylko o całym PISF i celach, na które przeznacza swoje dotacje.

Cóż. Brak słów.

źródło: kultura.gazeta.pl

Wieści z Rozładowani.pl