Wiem, że zaczął się już 2021 rok. Pojawiają się kolejne podsumowania czasu zarazy, w którym gamedev miał się całkiem dobrze. Ja i Łukasz poświęciliśmy przynajmniej jeden odcinek, aby omówić raporty dotyczące tego okresu, które zostały opublikowane w 2020 roku. Powoli zabieram się do zrobienia takiego podsumowania, a wnioskami na pewno się podzielę. Jednak zanim to nastąpi, trzeba machnąć tekst na rozgrzewkę. Może jakiś lekki felieton o walce z własnymi ograniczeniami? W myśl popularnej zasady „nowy rok, nowy ja”? Nie sądzę, aby wyszedł mi z tego tekst rodem z najgorszego podręcznika dla domorosłych coachów. Raczej chciałbym do czegoś zachęcić.

Zaplanowałem sobie czas. I w końcu udało mi się rozwiązać 20 zagadek. A ile ich jest? W każdej edycji „Advent od Code” jest 25 zadań, które składają się z dwóch części. Czyli maksymalnie można rozwiązać 50 zadań. Jak widać, idzie mi coraz lepiej.

Tylko dlaczego ciągle nie jestem w stanie dotrzeć do 50 rozwiązań w ciągu grudnia? Z dwóch powodów. Po pierwsze, czasem czuję, że mózg mi już paruje, chcę się zresetować. Wtedy siadam do grania, czytania lub wrzucam sobie jakiś lekki serial. Nagle okazuje się, że nie mam już czasu na zapoznanie się z kolejną zagadką opublikowaną na „Advent of Code” i zaczyna mi się robić ogon. Co prawda po 25 grudnia zawsze wracam tych interesujących zadań, ale zawsze zapisuję sobie, ile rozwiązałem w trakcie trwania zabawy. Po drugie, z czym cały czas walczę, bo często mnie to gryzie w miejsce, w którym plecy tracą swą szlachetną nazwę, za bardzo kombinuję. Tworzę jakieś porąbane struktury, wymyślam niepotrzebne metody, zamiast dobrze przejrzeć dokumentację danej biblioteki. A potem mija kilka dni, patrzę na mój pomysł i zdaję sobie sprawę z tego, że połowę mogę spokojnie wywalić, bo jest niepotrzebna.

„Advent of Code” jest nie tyle o programowaniu, ile o ćwiczeniu się w myśleniu o problemach. Dla mnie to także forma odskoczni od tego, co robię na co dzień. Po prostu inny zestaw zagadnień, z ciekawie rozłożonymi pułapkami, które czasem są sprytnie ukryte.

Jako człowiek, któremu zdarza się czasem napisać trochę kodu, gorąco polecam „Advent of Code”. Liczę na to, że kiedyś przestanę kombinować jak wariat i w końcu zacznę tworzyć bardziej eleganckie rozwiązania. Na przykład takie jak te. Swoimi się nie chwalę, bo nie ma czym. Liczę na to, że „Advent of Code” w 2021 pójdzie mi chociaż trochę lepiej.