Po co kupować gry na premierę, skoro mogą się pojawić w jakiejś usłudze?

Opublikowano 5.10.2020 21:02 -


Zdaję sobie sprawę z tego, że w ostatnich tygodniach jest sporo wiadomości na temat działań Microsoftu. Przedsprzedaż nowej generacji konsol oraz zakupienie Bethesdy mogły pobudzić zainteresowanie osób zajmujących się pisaniem o gamedevie. Sam uważam, że jest to interesująca strategia, która może mieć całkiem ciekawe konsekwencje. Jedną z nich może być to, że nazwę "Xbox" częściej będzie się kojarzyło z frazą "Game Pass", niż rzeczownikiem "konsola". Ale czy faktycznie ma to znaczenie dla rynku gier komputerowych?

Po przeczytania artykułu "Microsoft’s Bethesda Acquisition Paves Way for Netflix of Gaming" Jasona Schreiera uważam, że ważniejsza będzie sprzedaż usługi, a nie samego sprzętu. Taka strategia ma sens. Xbox Game Pass cały czas się rozrasta, do abonamentu trafiają różnego rodzaju gry, a oferta nie jest ograniczona tylko i wyłącznie do tytułów z jednego studia lub wydawcy. Microsoft nie przez przypadek chętnie wybiera się na zakupy, w końcu w ten sposób sprawia, że subskrypcja staje się interesującą alternatywą dla osób lubiących spędzać czas w wirtualnych światach.

Po co kupować gry na premierę, skoro mogą się pojawić w jakiejś usłudze? Właśnie takie nastawienie może mieć wpływ na finanse firm zajmujących się tworzeniem gier. Zmiana myślenia o cyfrowych produktach będzie miała znaczenia dla przychodu, jaki uzyskuje się z ich sprzedaży.

Jaka "zmiana myślenia"? Zacznę od prostego pytania. Jak często wracacie do zakupionych kiedyś gier? Na pewno wśród Was jest sporo osób, które są w stanie ciągle grać w trzecią część "Wiedźmina", ale nie uważam, aby stanowili większość. Ja ostatnio zderzyłem się z przekonaniem, że jednym z elementów mówiących o sukcesie danej produkcji jest to, że ludzie będą chcieli do niej wracać. Co najwyraźniej sprawdza się w przypadku tytułu stworzonego przez CD Projekt RED, jednak czy aby na pewno ma przełożenie na cały rynek? Nie sądzę. Myślę, że raczej mamy do czynienia ze swoistą chwilowością zainteresowania, w którą dobrze wpisują się modele abonamentowe. Jeśli mam do wyboru kupić grę za 250 złotych, spędzić w niej kilka godzin i rzuć ją w kąt lub po prostu opłacić sobie subskrypcję na kilka miesięcy, to wolę drugą opcję.

Tym bardziej że mam też dostęp do wielu innych tytułów. Mogę je wypróbować, sprawdzić i nie martwić się, że straciłem pieniądze na coś, co mi się jednak nie spodobało. Na materiałach promocyjnych mogło wyglądać świetnie, ale po uruchomieniu było mniej cudowne.

Sądzę także, że popularność modeli subskrypcyjnych wpłynie na ceny gier. Czy będą tańsze? Nie, raczej droższe, co wyraźnie widać w przypadku tytułów AA i AAA. Weźmy "Wasteland 3", o którym niedawno pisałem. Dostępne w Xbox Game Pass for PC za 40 złotych, ale na takim Steamie kosztuje już 249 złotych. Zachęcam do policzenia, ile w tej cenie macie miesięcy opłaconego abonamentu usługi Microsoftu. Może pojawić się chęć do podnoszenia cen, w końcu klienci mają alternatywę w postaci znacznie tańszej, ale być może mocniej wiążącej, subskrypcji. W nieciekawej pozycji są, moim zdaniem, twórcy gier indie.

W trakcie wyceny swojej produkcji muszą teraz nie tylko brać pod uwagę platformę, marże oraz konkurencję, ale także wszelkiego rodzaju usługi abonamentowe. Jeśli chce się trafić do konsumenta, to trzeba także wziąć pod uwagę to, jak myśli o cenach gier, a Xbox Game Pass, Uplay+ oraz EA Play na pewno mają wpływ na ich postrzeganie.

Wieści z Rozładowani.pl