PimEyes, czyli Polska wyszukiwarka twarzy, która niekoniecznie wyszukuje twarze | DailyWeb.pl

PimEyes, czyli Polska wyszukiwarka twarzy, która niekoniecznie wyszukuje twarze

Opublikowano 9 miesięcy temu -


Ciekawa inicjatywa technologiczna jest zawsze w cenie. Tym bardziej, gdy wywodzi się ona z naszego kraju. Dlatego informacja o pojawieniu się wyszukiwarki twarzy PimEyes to było coś, co musiałem sprawdzić.

Nie chcę rozwodzić się nad technologią, gdyż interesują mnie przede wszystkim wyniki. I tutaj nie mam dobrych wieści. Polski odpowiednik Findface działa równie źle, co jego wschodni odpowiednik. Jeśli nie jesteś gwiazdą, prezydentem, sportowcem lub prezesem międzynarodowego koncernu, to może być słabo. Bardzo słabo.

Moje selfie system przetrawił bez problemów, jednak to co wypluł dalekie było od oczekiwań. Najwidoczniej nie byłem na jednym z ponad siedmiu milionów zindeksowanych zdjęć, albo mechanizm nie działa tak, jak działać powinien. Byłbym bliższy drugiemu stwierdzeniu, gdyż często zamiast twarzy, moim oczom ukazywały się chociażby fotografie kosmetyków.

Jeśli jeszcze pamiętacie skandal z małpami, jaki dotknął kilka lat temu Google Grafikę, to również tutaj dano ciała. Z ciekawości wrzuciłem zdjęcie takiego pociesznego zwierzaka, a wynik jaki dostałem był skandaliczny. Mianowicie, była to okładka serialu Scandal, na której widnieje czarnoskóra aktorka Kerry Washington.

Największą wpadką PimEyes jest jednak coś innego. Sprawdziłem, jak poradzi sobie z wykrywaniem twarzy niewiasty, na której przykładzie zaprezentowano działanie całego systemu. Wyniki były całkowicie chybione. Wizerunkowa klapa.

Jednak nie tylko projekt naszej myśli technicznej nie wyrabia. Z rzeczy zabawnych. Jestem na Twitterze, jednak niezbyt aktywny. Aczkolwiek zdjęcie profilowe ustawiłem sobie jakieś cztery lata temu i tak sobie tam wesoło wisi. Rosyjski FindFace obecnie przeszukuje bazę zdjęć Twittera (wcześniej było to Vk.com), więc postanowiłem porównać rezultaty. W większości były to twarze osób o bardzo bliskowschodnich rysach i takowych nazwiskach. Niestety, mnie pośród nich nie było. Brodę mam niedługo, ale gdybym wybierał się do Stanów Zjednoczonych - po tym pokazie niesamowitości - muszę mocno zastanowić się nad jej zgoleniem.

Już nawet tajemnicą poliszynela nie jest, że nad tą technologią praca wre od dawna. Nie tylko w takich gigantach, jak Google i Microsoft. To co było niegdyś domeną filmów bawiących się w lekką futurystkę, w erze post 9/11 jest oczkiem w głowie rządów na całym świecie, które chcą by ten system był kolejnym atutem w walce z terroryzmem. To pokazuje, jak wiele jeszcze jest do zrobienia. Rozpoznawania twarzy użyto chociażby po zamachu bombowym podczas bostońskiego maratonu w 2013 roku. Rezultat nie zachwycił.

Niemniej, nie usprawiedliwia to ani FindFace, ani PimEyes, które są na dzień dzisiejszy sztuką dla sztuki. Twórca rodzimej usługi mógł swój projekt rozwinąć, sprawić by był użyteczniejszy, dobrze przetestować. A tak, przeczytałem o całej sprawie na Niebezpieczniku. Ci potraktowali PimEyes jako milutką ciekawostkę, która działa tak sobie. Ja uznałem go za milutką ciekawostkę, która działa tak sobie. Za miesiąc o nikt o nim nie będzie pamiętał, a tym bardziej pisał.

Szkoda. Bo jak bardzo nie podziwiałbym starań, to pierwsze wrażenie robi się tylko raz. A jeśli coś nie działa, to nie warto na to tracić czasu.


Autorem materiału jest Dariusz Filipek.