Jestem zadowolona z posiadanego, dość już wysłużonego powerbanka i nawet nie rozglądałam się za niczym nowym. Zatem, kiedy kurier wniósł mi do biura niewielką przesyłkę, opakowaną w kopertę z folią bąbelkową od wewnątrz, pojawiło się przede mną całkiem fajne wyzwanie.

Czy nowy nabytek sprawdził się w porównaniu do ulubionego (trudnego do zastąpienia) sprzętu?

Poznajcie moje pierwsze wrażenia.

Specyfikacja

z pudelkiem

  • Pojemność baterii: 20000 mAh
  • Napięcie wyjściowe (max): 5 V
  • Prąd ładowania (max): 3 A
  • Szybkie ładowanie: 15 W
  • Ładowanie bezprzewodowe: 5 W
  • Liczba wyjść USB: 2
  • Wtyczki/Złącza: USB typ C, USB, micro USB, bezprzewodowy standard Qi
  • Zastosowanie: smartfon/telefon, tablet, przenośna konsola do gier
  • Informacje dodatkowe: kabel USB, Quick Charge 3.0, ładowanie bezprzewodowe
  • Kolor: czarny
  • Wymiary: 162 x 78 x 24 mm
  • Waga: 440 g

wejscie obciete

 

Pierwsze wrażenia

Jako posiadaczka niemałej kolekcji gadżetów, których przeznaczeniem ma być ułatwienie mi życia, przejmując przesyłkę od pana kuriera, niemalże od razu pozytywnie się zaskoczyłam. Otwarcie niewielkiego niebieskiego pudełka, tylko podtrzymało owe pierwsze wrażenie.

Trust Primo Wireless jest zgrabny, a w dłoni leży wygodnie i całkiem lekko. Bałam się, że 20000 mAh będzie potrzebowało sporo miejsca i wagi, a tu ogromny plus. Noszony w codziennej torebce wcale nie sprawiał wrażenia zapakowanej cegły, a gdyby nie potrzeba naładowania telefony, pewnie bym zapomniała, że w ogóle tam jest.

Materiał obudowy z tworzywa sztucznego już na pierwszy rzut oka sprawił wrażenie solidnego i wykonanego z najwyższą precyzją. Wyżłobiona struktura z przodu i z tyłu, wraz z gładkim wykończeniem boczków prezentuje się bardzo przyjemnie dla oka, a całość wydaje się być trudna do zarysowania i zabrudzenia… a tak się składa, że niechcący to sprawdziłam.

Zwarta, minimalistyczna konstrukcja bez niepotrzebnych dodatków to niewątpliwie kolejny plus. Jedynym i niezbędnym elementem umieszczonym na bocznej ścianie, jest pięć diodek informujących o poziomie naładowania.

trust

Ale okej… nie wszystko złoto, co się świeci. Przejdźmy do konkretów.

Konkrety

Co sprawdziłam jako pierwsze? Oczywiście, czy jednocześnie ładując samego Trust Primo Wireless, mogę ładować telefon. Chociaż taka funkcjonalność powinna być na porządku dziennym – to uwierzcie mi, niekiedy producenci zapominają o takich „magicznych” możliwościach. Tak, mogę jednocześnie ładować. Jupi.

podlaczony

Ładowanie indukcyjne – czyli doskonałe rozwiązanie, kiedy po raz kolejny zgubisz kabel.

Tak, gubienie kabli to moja specjalność, gdyby można było zdobywać z tego sprawności – miałabym wszystkie. Nie musiałam więc czekać długo, aż ten moment nastąpi i chcąc nie chcąc zmuszona była sprawdzić ładowanie bezprzewodowe. Na tę chwilę mogę powiedzieć tylko tyle, że to wygoda sama w sobie. W momencie, kiedy za chwilę muszę wyjść z domu, a na horyzoncie żadnego kabla, jak nie było, tak nie ma – to doskonale sprawdzająca się deska ratunku. O dziwo takie ładowanie indukcyjne, dokańczane w autobusie też nie sprawia większych problemów. Telefon ładuje się szybko, bez ociągania i przerw. Ale z konkretnymi danymi wstrzymam się jeszcze chwilę, najpóźniej do kilkukrotnego sprawdzenia.

Trust Primo Wireless – i co dalej?

W przypadku sprzętów, które testuję, staram się wstrzymywać z poszukiwaniem w czeluściach Internetu jakichkolwiek opinii. W tym jednak przypadku jeszcze na etapie pierwszych wrażeń, bardzo miło zaskoczona, postanowiłam zajrzeć, tak naprawdę w poszukiwaniu jakiejś wady. Chociaż jednej. Cóż, nie znalazłam nic. Czy uda mi się jakąś odkryć do czasu pełnej recenzji? Zobaczymy, mam nadzieję, że nie.