PES 2019, czyli dlaczego w tym roku olałem FIFĘ | DailyWeb.pl

PES 2019, czyli dlaczego w tym roku olałem FIFĘ

Opublikowano 1 miesiąc temu -


Wirtualna piłka nożna w zasadzie, od kiedy pamiętam, była jedną z moich ulubionych rozrywek, jeśli chodzi o gry wideo. Tak się złożyło, że od młodego wieku szczególnie upodobałem sobie serię FIFA i byłem jej wierny przez kilkanaście lat.

W tym czasie zdarzały się jednak momenty, kiedy odstawiałem grę EA Sports na rzecz konkurencji, czyli Pro Evolution Soccer. Tak było np. w 2006 roku (PES 6) i tak też stało się ostatnio za sprawą PES 2019.

Mój problem z serią FIFA polega przede wszystkim na tym, że (moim zdaniem) nie można liczyć w tej grze na równe traktowanie wszystkich graczy. EA zresztą tego nie ukrywa i nawet chwali się swoim „nieprzewidywalnym” algorytmem, który potrafi tak sterować rozgrywką, aby w każdym meczu któraś ze stron miała zawsze nieco łatwiej. Ten system doprowadzał mnie jednak do furii, gdy grałem online, przegrywając niejednokrotnie tylko i wyłącznie przez niedorzeczne sytuacje na boisku kreowane przez samą grę.

Co wybrać? Fifa 19 vs pes 2019?

W tym roku postanowiłem ponownie postawić na Pro Evolution Soccer. Przekonała mnie też w jakimś stopniu strategia Konami, które tak zaplanowało premierę najnowszej części, aby gracze mogli ją kupić na długo przed wyjściem FIFA 19. Nie zawiodłem się na tej decyzji, ale nie oznacza to, że PES 2019 jest pozbawione wad. Ba, niektóre z nich powodują, że w ogóle nie mógłbym polecić tej gry.

Pierwsze pozytywne wrażenie, które na dodatek nie znika nawet po kilkudziesięciu godzinach rozgrywki, to oprawa wizualna PES 2019. To zawsze była pięta achillesowa tej serii w porównaniu z konkurencją, ale nie w tym roku. I nie chodzi tu o samą grafikę, ale o całokształt prezentacji i przede wszystkim animacje zawodników oraz zachowanie piłki.

Wspominałem już zresztą o tym aspekcie w moich pierwszych wrażeniach. Fizyka gry zachwyca i nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że dzięki niej każdy mecz jest nieco inny od poprzedniego. Rozgrywka jest nieprzewidywalna, ale w subtelny, realistyczny sposób. Jej wyjątkowość budują szczegóły, np. animacje odbioru piłki, strzały, podania, zderzenia zawodników, składające się na wrażenie żyjącego widowiska. A najlepsze jest to, że nad wszystkim mamy kontrolę i ruchy piłkarzy faktycznie odzwierciedlają to, co wciskamy na padzie. Z tym FIFA ma ogromny problem.

Łyżka DZIEGCIU

Mimo świetnego silnika fizycznego PES 2019 ma jednak swoje problemy. Kontrola nad zawodnikami i piłką co prawda jest duża, ale jednak zdarza się, że przeciwnik sterowany przez konsolę nagle zaczyna grać o kilka poziomów lepiej. Zupełnie tak, jakby gra w którymś momencie decydowała „nie, człowiek nie może wygrać tego meczu” i wrzucała szósty bieg. Co prawda w meczach o wysoką stawkę dodaje to nuty realizmu (symulacja doskonałej formy przeciwnika), ale w zwykłych rozgrywkach ligowych wygląda to dziwnie. Szczególnie że ten efekt nie trwa przez cały mecz, tylko zazwyczaj, dopiero gdy obejmiemy prowadzenie.

Ogromną wadą PES 2019, szczególnie dla posiadaczy Xboksa One, jest też brak licencji na ligi i drużyny futbolowej czołówki. Gracze na PlayStation 4 i PC mają o tyle dobrze, że mogą pobrać przygotowane przez pasjonatów prawdziwe koszulki i nazwy, ale niestety w przypadku konsoli Microsoftu jest to niemożliwe. W moim przypadku objawiało się to np. tym, że grając ligę angielską Arsenalem (mój team akurat ma umowę partnerską z Konami) zamiast z Manchesterem United mierzyłem się z „Man Red”, a zamiast z Chelsea — z „London FC". Jestem już do tego przyzwyczajony, ale naprawdę, w 2018 r. i w porównaniu z tym, ile licencji ma FIFA, taka wtopa po prostu nie przystoi.

Słabo w moich testach wypadł też tryb sieciowy. Choć może raczej wcale nie wypadł, bo po prostu nie mogłem się z nikim połączyć. Możliwe, że sam jestem sobie winien (mój status NAT na konsoli to „umiarkowany”), ale jednak w innych grach mogę grać online i to zupełnie komfortowo. W PES 2019 nie mogłem tego sprawdzić.

FIFA — swoje, a PES — swoje

Mimo wszystko jestem pełen szacunku do Konami. W swojej futbolówce od lat są konsekwentni i zamiast kopiować konkurencję, starają się doskonalić swoją wizję i przekonywać graczy do swojego podejścia. W tegorocznej edycji doskonale widać co mają na myśli — stawiają na realizm na boisku i przywiązują uwagę do najmniejszych szczegółów rozgrywki. Niestety, cierpią na tym inne elementy zabawy.

PES 2019 ma wszystko to, czego nie ma FIFA. Problem w tym, że FIFA ma to, czego nie ma PES. Gdyby z gry EA Sports wyciągnąć licencje, stroje, twarze zawodników oraz dopracowanie trybu multiplayer — produkcja Konami byłaby dla mnie najlepszą wirtualną piłką nożną w historii.

W obecnym kształcie Pro Evolution Soccer jest po prostu bardzo dobrą symulacją piłki nożnej. Niestety, nie mogę się nią cieszyć w pełni choćby ze względu na brak prawdziwych nazw drużyn czy kulawy online. Nie zmienia to jednak faktu, że rdzeń rozgrywki wywarł na mnie ogromne wrażenie i zdecydowanie wolę miodne, realistyczne mecze w PES 2019 niż zręcznościową, nieprzewidywalną i nastawioną na prostą rozrywkę FIFĘ.