Stwierdziłem, że czas odpocząć od fantastyki naukowej i sięgnąć po grę strategiczną w mniej kosmicznych czasach.

Trochę kontekstu. W 2014 roku premierę miała gra „Banished”. Spędziłem bardzo dużo czasu na rozwijaniu własnej osady w trudnych warunkach. Przegrywałem z mrozem, z chorobami oraz brakiem żywności, ale lubiłem te porażki. Za każdym razem była to moja wina wynikająca z braku odpowiedniego planowania. „Banished” szybko zyskało miano trudnej gry strategicznej, która nie wybaczała żadnych potknięć. Trzeba było uważać i dobrze zarządzać zasobami.

patron gra strategiczna

Patron, czyli osadnikiem być

Pora na mały skok w czasie! Konkretnie do 10 sierpnia 2021, gdy premierę ma gra strategiczna „Patron”. Gdy zobaczyłem pierwsze materiały, to od razu skojarzyła mi się z „Banished”. Czułem, że muszę się zainteresować tą produkcją, dlatego szybko wylądowała w mojej cyfrowej bibliotece. Przede wszystkim interesowało mnie stopniowanie trudności. „Banished” waliło młotem po głowie, bez żadnej litości. Po prostu przy złym planowaniu leciało się na twarz, na żwir wymieszany z gwoździami.

Jak jest w przypadku „Patron”? Można się uratować, gdy coś pójdzie nie tak? Można, jeszcze jak! Ale od początku. Poziom trudności warunkuje wybór mapy. Kluczowa jest temperatura. Dlatego osobom, które wolą mniej wymagającą rozgrywkę, polecam tropikalny klimat. Ja zdecydowałem się na umiarkowany, z niezłą żyznością glebą i z niewielkimi zasobami materiałów.

Zależało mi na tym, aby moja osada nie była całkowicie samowystarczalna, żebym musiał kombinować z importem. Dlatego na mojej mapie nie było zbyt bogatych złóż węgla oraz żelaza. Musiałem tak zarządzać produkcją żywności, aby eksportować nadwyżki i za nie kupować brakujące zasoby. To stworzyło ciekawą pętlę i sprawiło, że „Patron” przyciągnął mnie na kilka ładnych godzin.

Przyznaję, że pierwszy kontakt z zimą zakończył się spektakularnym zamrożeniem osady. Wszyscy umarli, bo nie wyprodukowałem wystarczająco dużo drewna na opał. Zdarza się, byłem za bardzo zajęty karczowaniem lasu pod pola. Ironia losu, mieć stosy surowca, a nie mieć tartaku i pozwolić całej osadzie zamarznąć.

Patron wymaga nie lada przygotowania

Następnym razem byłem lepiej przygotowany! Zadbałem nawet o odpowiedni poziom żywności oraz ziół, dzięki czemu mogłem spokojnie skoncentrować się na rozwoju handlu. A potem przyszedł pożar, a ja nie zapomniałem o tym, żeby zbudować wystarczająco dużo studni…

„Patron” jako gra strategiczna mi się podoba, ponieważ wyraźnie widać, że twórcy postanowili skoncentrować się na jednym, konkretnym aspekcie rozgrywki. Na zarządzaniu osadą. Interakcje pomiędzy jednostkami nie są tak ważne, jak te pomiędzy klasami. Chłopi mają inne potrzeby niż kupcy. Niezadowolenie skutkuje tym, że ludzie zaczynają opuszczać osadę, co negatywne wpływa na łańcuchy dostaw. Bez pracowników nie ma produkcji. Gospodarz musi zasiać zboże, żeby młynarz je zmielił. Bo jak inaczej piekarz upiecze chleb?

Na takich zależnościach oparta jest rozgrywka w „Patron”, a są one na tyle dobrze zbudowane, że dbanie o swoją osadę jest przyjemne. Szczególnie w późniejszych etapach gry, gdy trzeba zająć się kwestiami wiary i edukacji. Jeśli je się pominie, to mieszkańcy będą niezadowoleni. Warto też zainteresować się dekretami, które wpływają określone usługi w osadzie. Oczywiście, ich utrzymanie kosztuje. Płaci się za nie złotem, które zdobywa się z podatków.

Ekonomia i zabawa

Złoto można zarabiać też na handlu, na który wpływa polityka królestwa. Mam na myśli cło. Czasem, gdy zwiększenie danin się na siebie nałoży, trzeba dobrze kombinować, żeby zarobić. Zdarzyło mi się zmieniać umowy handlowe ze względu na gwałtowny wzrost opłat. Szczególnie lubiłem sprzedawać kwiaty. Pierwsze skojarzenie? Tulipomania z XVII wieku.

„Patron” bardzo przypadł mi do gustu. Nie jest tak brutalny jak „Banished”, ale ta gra strategiczna potrafi pokazać pazur. Jeśli ktoś lubi strategie nastawione na ekonomię, to powinien zainteresować się tym tytułem!

Zobacz także:


Posłuchaj nas!