„Park Jurajski: Obóz kredowy” recenzja animowanego serialu dla dzieci

Opublikowano 14.09.2020 9:03 -


Jeżeli urodziliście się na przełomie lat 80. i 90. to „Jurassic Park” Stevena Spielberga z pewnością znajduje się w spektrum najważniejszych dla Was doświadczeń filmowych. Teraz to doświadczenie może stać się również udziałem Waszych dzieci.

Chociaż film Spielberga nawet po latach wciąż ogląda się świetnie (potwierdzone empirycznie!), to jednak trochę się zestarzał. Prezentowane w nim technologie dzisiaj niekoniecznie robią wrażenie, a patrzenie na produkcję przez pryzmat dużo większych możliwości realizacyjnych niż te dostępne 27 lat temu (sic!), może dawać ogólne odczucie niespełnionego potencjału. Wszak wiele sytuacji, w które wikłają się bohaterowie oryginału, dzisiaj rozwiązałaby za nich wszechobecna technologia. Nic więc dziwnego, że wiele dzieciaków nie kupuje entuzjazmu rodziców i na produkcję Spielberga patrzy bez zrozumienia. Na szczęście tutaj na ratunek przychodzi nowy serial Netflixa – „Park Jurajski: Obóz kredowy”.

Tak szczerze – bardzo bałam się tej produkcji. Pierwszej zajawki wizualnie nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia. Obawiałam się również o jakość fabuły. Poza tym, wiecie, jak ktoś postanawia namieszać w świecie, który darzycie sentymentem od dzieciństwa, trudno jest zachować obiektywizm i podejść do projektu bez uprzedzeń. Naprawdę nie chciałam patrzeć, jak ktoś (oczywiście dla pieniędzy) zarzyna na moich oczach wyobrażenia i emocje sprzed lat. I na szczęście nie musiałam! Chociaż „Park Jurajski: Obóz kredowy” to rzecz zupełnie inna od pierwszego filmu Spielberga, to ma w sobie to nieuchwytne coś, co może zafascynować światem dinozaurów kolejne pokolenia.

O czym jest i kiedy się dzieje „Park Jurajski: Obóz kredowy”?

Jak dotąd powstało pięć (w planach na 2021 rok jest szósty) filmów o Parku Jurajskim. Teoretycznie można je podzielić na dwie trylogie – stary „Jurassic Park” i nowy „Jurassic World”. Akcja serialu animowanego „Park Jurajski: Obóz kredowy” (ang. „Jurassic World: Cretaceous”), jak sugeruje sam tytuł, rozgrywa się już po rebrandingu parku Johna Hammonda – bohaterowie zresztą czasami od niechcenia komentują ten fakt, nawiązując do tragicznego losu pierwszej „wersji” wyspy.

Grupa nastolatków spędza na Isla Nublar letni obóz. Jest to jednak inaugurujące projekt wydarzenie dla wybrańców – na miejsce trzeba było sobie zasłużyć. W 6-osobowym zespole mamy więc: zapalonego fana wirtualnej rozrywki Dariusa, który na udział w turnusie zapracował sobie sprytem w grze komputerowej; Brooklyn – popularną YouTuberkę; kasiastego Kenji’ego; Sammy, której rodzice dostarczają do parku mięso dla dinozaurów; kujona i strachajłę Bena; oraz wycofaną sportswoman, sponsorowaną przez park – Yaz. Każdy z uczestników napędzany jest innymi motywacjami, jeżeli chodzi o pobyt w parku i motywacje te z czasem wychodzą na jaw. Jedne są bardzo proste, drugie skomplikowane, a jeszcze inne po prostu chwytają za serce. Młodsi widzowie z pewnością znajdą dla siebie postać do utożsamienia.

park jurajski oboz kredowy recenzja

Przewodnikiem widzów po serialowym świecie jest Darius, który o dinozaurach wie absolutnie wszystko. Fascynacja wielkimi gadami (choć warto tu zaznaczyć, że wbrew powszechnym wyobrażeniom, dinozaury najczęściej miały pióra i wiele z nich biologicznie przypisuje się do ptaków) często inspiruje go do łamania zasad, przez co chłopak pakuje się w tarapaty. Nic tak jednak nie zbliża nowopoznanych rówieśników, jak wspólne wydostawanie się z kłopotów. I dobrze, bo samemu walczyć o życie w starciu z dinozaurami, które raz jeszcze pomimo zabezpieczeń wylazły ze swoich zagród, nie byłoby łatwo.

Niby inaczej, a jednak jakby podobnie

Chociaż historia przedstawia się zupełnie inaczej niż dotychczasowe filmowe opowieści o Parku Jurajskim, to jednak od pierwszego odcinka serialu daje się w nim wyczuć pewną podobną aurę. Już nuty kultowej melodii i ryk t-Rexa z openingu robią swoje, ale z czasem okazuje się, że zbieżności sięgają głębiej, np. Darius do złudzenia przypomina w swoim entuzjazmie badaczy z pierwszego filmu Spielberga. Obok fascynacji powietrze wypełnia nuta tajemnicy i przeświadczenie, że choć pozornie wszystko zostało tutaj drobiazgowo zaplanowane, to tak naprawdę trzyma się na ostatnim szwie i już za chwilę, już za momencik, ten szew pęknie, a wtedy… oj, będzie się działo.

park jurajski oboz kredowy recenzja

I faktycznie, dzieje się. Chociaż serial adresowany jest do dzieci, to dinozaury w swojej naturze są wiernymi kopiami filmowych oryginałów. To nie opowieść o przyjaznych dinusiach – chociaż i kilka uroczych sztuk się w tej opowieści znalazło – lecz o mięsożernych predatorach. Krew się może z ekranu nie leje, ale nie ma też co naiwnie wierzyć, że nikt nie w paszczy takiego t-Rexa nie skończy. Są pościgi, poważne zagrożenia i ryzykowne rozwiązania i tak już przerażających tarapatów – złaknieni emocji najmłodsi naprawdę nie będą mieli na co narzekać. Ba, delikatniejsi mogą nawet pisnąć ze strachu raz czy dwa.

Oczywiście, jak przystało na historię przygodową dla dzieci, „Park Jurajski: Obóz kredowy” to nie tylko „dzianie się”. Równie ważne w tej opowieści jest budowanie więzi międzyludzkich, stawianie czoła własnym ograniczeniom, otwieranie się na świat i rewidowanie dotychczasowych wartości. Między linijkami scenariusza da się wyczytać lekcje o wadze empatii, wybaczaniu, a nawet radzeniu sobie z traumą, jaką jest śmierć rodzica. Kwestie równowagi w przyrodzie i ekologii potraktowano za to po macoszemu.

park jurajski oboz kredowy recenzja

Nie wszystko jednak zasługuje na uznanie

Niestety, jak już widać było na zwiastunach, strona estetyczna nie jest najmocniejszym punktem serialu. Przestrzenie wydają się jakieś takie puste, a animacje postaci momentami nieco za sztywne. Temu światu ewidentnie brakuje życia, wygląda na zwyczajnie niedokończony. Nawet dinozaury szybko przestają robić wrażenie. Gdyby nie nastrojowa melodia (która działała już w „Parku Jurajskim” przed laty) i dynamiczna akcja pewnie przeszkadzałoby to bardziej, ale ponieważ w serialu nieustannie coś się dzieje, czasu na rozmyślanie o przeciętnej realizacji produkcji nie ma. Mimo wszystko serial z pewnością zyskałby na jakości, gdyby zamiast w pełni na komputerową animację, postawić chociaż po części na jakąś bardziej „szorstką” kreskę.

park jurajski oboz kredowy recenzja

To może być wstęp do czegoś naprawdę fajnego

„Park Jurajski: Obóz kredowy” to produkcja niepozbawiona wad, ale z pewnością dużo lepsza niż można było spodziewać się po zwiastunie. Ma w sobie to coś, dzięki czemu przed laty film Stevena Spielberga zawojował serca nastolatków (i nie tylko) na całym świecie i może stanowić nowy rozdział w życiu serii, dzięki zainteresowaniu młodszych odbiorców. Tempo serialu nie jest równe, ale stopniowo się zwiększa, a finał to już prawdziwie dziki rollercoaster. Wiele wskazuje na to, że powstanie kolejny sezon „Parku Jurajskiego”, który zagwarantuje widzom jeszcze więcej przeżyć. Mnie Netflix tym spin-offem kupił i chętnie zobaczę, co wydarzy się dalej. Jestem przekonana, że razem ze mną na kontynuację czekać będzie spora grupka dzieciaków.

Wieści z Rozładowani.pl