Jeśli w życie wejdzie nowa opłata reprograficzna, zwana też podatkiem od elektroniki czy podatkiem od smartfonów, czekają nas podwyżki cen laptopów, komputerów, dekoderów, telewizorów i tabletów – ostrzegają związki konsumentów. Artyści, którzy mają skorzystać na rozszerzeniu podatku, odpowiadają na zarzuty i tłumaczą: czas na aktualizację przepisów.

Nad projektem ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego obecnie trwają prace w rządzie. Ma on wejść w życie od 2022 roku. Najwięcej kontrowersji wzbudza propozycja, by na świadczenia artystów przeznaczać część opłaty reprograficznej, zwanej też podatkiem od elektroniki czy podatkiem od smartfonów. – Ceny sprzętów wzrosną, niektóre nawet o kilkaset złotych – ostrzega Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Federacji Konsumentów.

Najnowszy projekt ustawy o statusie zawodowego artysty, dotyczący też opłaty reprograficznej, obejmuje cały szereg urządzeń, które zostaną objęte tym podatkiem. Najprawdopodobniej zostanie on przerzucony przez producentów na konsumenta – zapłacą go wszyscy w chwili zakupu nowego urządzenia. Tak stało się w krajach, które zdecydowały się na wprowadzenie takiej opłaty.

W Polsce działalność artystyczną wykonuje zawodowo ok. 67 tys. osób (łącznie z absolwentami szkolnictwa artystycznego). Ustawa o uprawnieniach artysty zawodowego, której projekt 6 maja przedstawiło Ministerstwo Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, ma dać dodatkowe środki organizacjom artystów oraz ma wprowadzić m.in. dopłaty dla artystów, którzy mają problem z samodzielnym opłacaniem składek zdrowotnych i emerytalnych. Wszystko to ma być finansowane z tzw. opłaty reprograficznej.

Opłata reprograficzna istnieje w ok. 20 państwach na świecie i z definicji jest obciążeniem konsumentów za tzw. dozwolony użytek, tzn. legalne kopiowanie muzyki, filmów, książek czy obrazów na użytek własny. W Polsce ta danina istnieje już od lat – jest doliczana do cen urządzeń i nośników służących do kopiowania treści i trafia do artystów za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (np. ZAiKS). Na liście urządzeń i nośników nią objętych są drukarki i kserokopiarki czy papier przeznaczony do nich, a także np. kasety VHS czy kasety magnetofonowe. Nie obejmują jednak nowych nośników takich jak smartfony i tablety. Ma się to zmienić właśnie za sprawą nowej ustawy.

Artyści odpowiadają

Do nowej opłaty odniósł się na swoim Facebooku m.in. polski pisarz Jacek Dehnel.

– Od paru dni rozkręcana jest inba (slang „afera” – red.) jak to „źli artyści” chcą „okraść biednych ludzi” poprzez „narzucenie nowego podatku”. Literalnie nic z tego nie jest prawdą. Po pierwsze: opłata reprograficzna nie jest podatkiem, tylko rekompensatą, po drugie istnieje w polskim prawie od ćwierćwiecza, więc nie jest niczym nowym. Po trzecie, nie płacą jej konsumenci, tylko wprowadzający do obrotu. Po czwarte: rozmawiamy o niej dokładnie dlatego, że artyści nie wyciągają ręki po pieniądze z budżetu, tylko po to, co im się zgodnie z prawem należy – pisze artysta.

Jacek Dehnel zauważa również, że opłata reprograficzna w Polsce, w odróżnieniu od innych krajów Unii Europejskiej, nie została do tej pory rozszerzona poza bardzo stare nośniki takie jak faks czy kaseta VHS. – Przez lata artyści nie otrzymywali znacznej części należnych im pieniędzy z tytułu ograniczenia ich praw autorskich – ocenia pisarz.

Artyści odpierają też zarzuty, że rozszerzona opłata reprograficzna zostanie doliczona do cen sprzętu elektronicznego. To właśnie sami artyści zażądali, aby pieniądze pochodziły z podatku płaconego przez producentów, a nie np. z budżetu państwa – zaznacza Dehnel.