Olympus OM-D E-M1 Mark III - O, jakie to ładne! Jakie malutkie i leciutkie!

Opublikowano 2.05.2020 19:27 Aktualizacja: 24.05.2020 15:30 -


Fotoreporter, który przyzwyczaił się do pełnoklatkowych lustrzanek ważących po kilka kilogramów razem z obiektywem dostaje do ręki Olympusa w systemie MFT. Pierwsze wrażenia? "O, jakie to ładne! Jakie malutkie i leciutkie!" OM-D E-M1 Mark III trafił pod moje skrzydła i od początku zachwyca.

Przyznam, że przeskok z matrycy pełnoklatkowej na mikro cztery trzecie jest duży pod względem rozmiaru samego sensora - w końcu rozmawiamy o zmianie z 35,9 mm x 24 mm na 18 mm x 13,5 mm. Co to oznacza? Mniejszą głębię ostrości, dłuższe ogniskowe, mniejsze szumy przy nagrywaniu filmów, a - poza fotograficznymi możliwościami - niemal kompaktowy rozmiar, niską wagę i łatwiejszą kompatybilność z wieloma rodzajami obiektywów.

20200429 145452

Profesjonalny malec

Olympus stworzył system MFT razem z Panasonikiem w 2008 roku i pozostaje jednym z mistrzów tego standardu. Nie inaczej jest w przypadku OM-D E-M1 Mark III, który stał się niedawno flagowym produktem firmy. W połączeniu z obiektywem M. Zuiko 12-40 mm f/2.8 PRO otrzymujemy aparat wyglądający jak kompakt, a mający możliwości zaawansowanych bezlusterkowców.

Testowany sprzęt od pierwszego momentu zachwyca wyglądem i wykonaniem. Korpus ze stopu magnezu jest uszczelniony i bardzo solidny, a do tego po prostu piękny. Dwa sloty na karty pamięci, dwa pokrętła nastaw, blokowane koło wyboru trybu, duży, obracany ekran i spora liczba przycisków pozwalają szybko obsługiwać OM-D E-M1 Mark III. W pierwszej chwili można się pogubić, ale już po kilku chwilach "jesteśmy w domu". Widać, że mamy do czynienia ze sprzętem godnym zawodowców.

20200429 145008

Wrażenia... różne

Nie do końca do gustu przypadł mi ekran, który jest dotykowy, ale jego responsywność stoi na niskim poziomie. Podobnie jest z wizjerem, który nie odwzorowuje końcowego efektu (a to jest największa zaleta elektronicznych wizjerów), ale przynajmniej ma wygodną osłonę. Po uruchomieniu aparatu przez dłuższą chwilę nie umiałem włączyć autofocusa poszukując na obiektywie suwaka AF/MF i dopiero szybkie spojrzenie w internet pokazało, że wystarczy przesunąć pierścień ostrości na obiektywie. Niezbyt intuicyjne, ale ciekawe.

Niewielkie body jest wygodne zarówno do obsługi jedną ręką, jak i dwiema. Kształt i wygląd aparatu przypomina starsze, analogowe lustrzanki, a rozmiar nie wyróżnia nas spośród tłumu, co przydaje się chociażby w "streecie" i podobnych reportażach. Olympus robi dobre zdjęcia z niezłym detalem, a głęboka ostrość nie stawia przed AF większych wymagań. Zachwycająca (przynajmniej w pierwszych testach) jest praca stabilizacji - nagrania podczas chodu wyglądają jak z gimballa. Przyczepiając się do jakości fotografii - są nieco "komputerowe".

20200429 145225

Olympus OM-D E-M1 Mark III szybko przypadł mi do gustu, a moje ramiona pokochały też wygodny i solidny pasek przytroczony do aparatu.  Spodobała mi się też aplikacja na smartfona, którą w kilku krokach połączyłem się za pomocą Bluetooth i Wi-Fi, a potem przesyłałem zdjęcia RAW. To dopiero początek, ale spodziewam się wielu ciekawych doświadczeń z użyciem "Olka". Pełna recenzja już wkrótce!

Recenzja Olympus OM-D E-M1 Mark III już jest na DailyWeb.

Wieści z Rozładowani.pl