Oglądaliśmy "Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga" Dlaczego historia zespołu Fire Saga jest taka świetna?

Oglądaliśmy “Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga” Dlaczego historia zespołu Fire Saga jest taka świetna?

Opublikowano 29.06.2020 20:08 -


Przyznajcie, że kiedy widzicie zwiastun nowego filmu z Willem Ferrellem, spodziewacie się tego, co zwykle – przegiętej, bazującej na żałosnych porażkach i głupich gagach fekalnej komedii. Gdy dorzuci się do tego kontekst Eurowizji (jednego z najbardziej przaśnych europejskich wydarzeń), naprawdę trudno mieć wygórowane oczekiwania. Cóż… jakże pięknie jest się czasami pomylić! „Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga”, czyli film Netflixa o Eurowizji, to naprawdę urocza, zrywająca z wieloma schematami i doskonale chwytająca ducha europejskiego konkursu piosenki produkcja.

Bohaterami filmu są Lars Erickssong (Will Ferrell) i Sigrit Ericksdottir (Rachel McAdams) – znający się od dziecka i tworzący zespół o nazwie Fire Saga. Ich marzeniem (przede wszystkim Larsa) od najmłodszych lat jest udział w Eurowizji. Niestety, ich twórczość i osobowość (znowu – przede wszystkim Larsa) nie spotyka się z akceptacją lokalnej, islandzkiej społeczności. Nawet mieszkańcy rodzinnego Husaviku nie chcą poznawać ich konkursowych propozycji i zamiast tego wolą nieustająco słuchać tych samych coverów i prostych przyśpiewek. Larsa wstydzi się również własny ojciec (Pierce Brosnan). Niespodziewanie jednak los Fire Sagi się odwraca i zespół dostaje szansę spełnienia marzeń. Oj, będzie się działo!

film netflixa o eurowizji

Mała rybacka wioska, zżyta lokalna społeczność, piękne okoliczności surowej przyrody, kultywowanie pierwotnych wierzeń w elfy i wełniane swetry – właśnie tak świat wyobraża sobie Islandię (i jest w tym, przefiltrowane przez turystyczne pułapki, ziarno prawdy). Filmowy matecznik bohaterów to z perspektywy drogi do sławy typowe „zero” z hasła „od zera do bohatera”. Trudno sobie wyobrazić, by wychowując się wśród mrukliwych rybaków spędzających każdy wieczór dokładnie w ten sam sposób, można było wykształcić w sobie opozycyjną, artystyczną wrażliwość. Lars jednak jest przykładem wzorcowego marzyciela – nieważne, ile kłód los rzuci mu pod nogi; nieważne, jak niewiele wsparcia otrzyma – i tak będzie próbował osiągnąć swój cel. Z jednej strony jest to oczywiście godne uznania, z drugiej zaś wyraźnie bohatera ogranicza, czyniąc go ślepym na dostępne na wyciągnięcie ręki możliwości oraz emocje innych ludzi.

Historia zespołu Fire Saga zaskakuje

Można byłoby się spodziewać, że obsadzenie Willa Ferrella w podobnej roli, może doprowadzić tylko do powstania jakiejś przegiętej parodii dla koneserów podobnego humoru, ale tym razem okazało się zupełnie inaczej. Jasne, Ferrell wciąż jest Ferrellem i znając jego emploi trudno w pełni uchronić się przed nakładaniem na Larsa poprzednich wcieleń aktora, ale na skali przerysowania jest o wiele bliżej subtelności niż zazwyczaj. Cechy ekscentrycznego Islandczyka, fana Eurowizji są wyraźnie podbite, ale w granicach, które określa sam temat filmu – wszak Konkurs Piosenki Eurowizji to (od kiedy sięgam pamięcią) wydarzenie mogąc wręcz stanowić definicję kiczu. Dynamikę Ferrella równoważy też powściągliwość drugoplanowej postaci odgrywanej przez Pierce’a Brosnana (absurdalny, ale zadziwiająco sprawdzający się wybór) oraz urocza niewinna naiwność Rachel McAdams. Innymi słowy – „Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga” to nie tylko film o Eurowizji, sama jego realizacja jest jak Eurowizja.

film o eurowizji netflixa

A jakie jest nasze dobro kontynentalne? Kolorowe, pełne efektów specjalnych, łez, radości, porażek, szalonych sukcesów, dziwacznych pomysłów, przekraczania granic (także dobrego smaku), niejasnych kalkulacji dotyczących kompozycji muzycznych i reżyserowania występów, przaśnych komentarzy prowadzących i wreszcie – totalnie nieoczywistych, nierzadko zupełnie niezwiązanych z jakością występów, międzynarodowych głosów. Eurowizja to zawsze pokaz wielkich talentów i morza kiczu.

Ile kosztuje Netflix? Aktualne ceny abonamentów i ich porównanie

To coś, co się jednocześnie w Europie kocha oraz coś, na co się patrzy z podszytym pogardą przymrużeniem oka. Każdy, kto wychował się w swoistym „towarzystwie” Eurowizji, wie, jakiego typu utworów i pokazów się po niej spodziewać. Nie da się jednak opisać tego stylu słowami – to się po prostu bardziej czuje, niż wie. Mogłoby się więc wydawać, że amerykańscy twórcy jedyne co mogą, to srogo ponabijać się z tego specyficznego wydarzenia, robiąc z niego festiwal żenady, tymczasem przez cały seans nie mogłam się nadziwić, z jakim wyczuciem opowiedziano historię Fire Sagi.

Ile jest Eurowizji w netflixowym filmie o eurowizji?

W filmie Davida Dobkina nie zabrakło miejsca dla wybitnie rozpoznawalnych twarzy Eurowizji, jak Conchita Wurst, Loreen czy Alexander Rybak. Muzyków widać szczególnie wyraźnie w scenie, w której islandzcy protagoniści trafiają na festiwalową imprezę i w pewnym momencie podejmują się zabawy rodem z „Pitch Perfect” – spontanicznego śpiewu, który wypływa wyłącznie z miłości do muzyki. Nawet jednak ta „spontaniczność” jest taka, jak sama Eurowizja – kolorowa, tłumna, dynamiczna, efekciarska. Z tej jednej sceny można byłoby zrobić kolejny konkursowy numer.

film o eurowizji recenzja

Oczywiście w filmie o Eurowizji nie mogło zabraknąć odniesień politycznych – polityka to bowiem drugi, obok tandety, pewny element tego wydarzenia. Mamy więc islandzkiego włodarza, któremu wygrywanie konkursu piosenki jest nie w smak, ponieważ wiązałoby się to z ogromnymi kosztami organizacyjnymi w przypadku kolejnej edycji (kto Eurowizję wygrywa, ten organizuje kolejną). Sami uczestnicy wydarzenia – poza Larsem – podchodzą do niego bez rywalizacyjnego stresu, bo wiadomo, że na pierwszym miejscu nie stoi jakość występu, ale polityczne zależności i przyjaźnie między narodami. Znalazło się też miejsce na gorzkie obserwacje związane z lokalnymi prawami, jak  stwierdzenie, że geje w Rosji ustawowo nie istnieją. Niezwykle skłaniająca do refleksji wydaje się również świadoma rezygnacja z występów w ojczystych językach. Od lat kraje decydują się na wystawienie reprezentantów, którzy śpiewają wyłącznie po angielsku, co – a przynajmniej tak pokazuje film – niekoniecznie musi spotykać się z zadowoleniem samych narodów.

Netflix – czy warto? Sprawdź porównanie Netflix vs HBO Go

„Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga” zaskakuje też konstrukcją scenariusza. Od samego początku wydaje się, że wszyscy doskonale znamy tę historię i dobrze wiemy, jakimi drogami podąży do finału. Tymczasem za każdym razem twórcy tuż przed typowym zwrotem akcji ucierają odbiorcy nosa i przełamują znane rozwiązania – czasem bardzo subtelnie, czasami twistem odmiennym o 180 stopni. Oczywiście film nie jest przy tym całym potoku pozytywnych zaskoczeń wolny od wad – między Ferrellem a McAdams wyraźnie brakuje chemii, wątek z Demi Lovato jest moim zdaniem zupełnie zbędny i w pewnym momencie odczuwalnie zaburza odbiór produkcji, a (na co zwracają uwagę przede wszystkim wieloletni fani wydarzeniami) wiele z zasad Eurowizji zostało potraktowanych po macoszemu – niemniej mimo ich obecności wrażenia po seansie są niezwykle ciepłe.

film o eurowizji netflixa

Historia zespołu fire saga — czy warto obejrzeć?

Niezależnie od tego, w jakim stopniu interesujemy się kinematografią, zwykle upraszczamy podział filmów. Po obejrzeniu wrzucamy je do jednego z dwóch worków – „dobrego” lub „złego”. Tymczasem pomiędzy tymi dwiema kategoriami jest jeszcze całe morze innych – filmy, które świetnie ogląda się w gronie znajomych; produkcje, które darzymy sentymentem, bo towarzyszyły ważnym wydarzeniom z naszego życia; tytuły, w których widzimy cząstkę siebie. Są też takie, jak „Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga” – zwyczajnie przyjemne.

Wieści z Rozładowani.pl