Od przeklętych kapliczek po handel z tubylcami, czyli Curious Expedition

Od przeklętych kapliczek po handel z tubylcami, czyli Curious Expedition

Opublikowano 8.01.2019 10:14 -


Kilka lat temu na Steamie zapanowało szaleństwo na rougelike’i. Gry, w których często się przegrywa w trakcie eksplorowania proceduralnie generowanego świata. Każdy chciał zrobić własny tytuł utrzymany w tym stylu, Było to przed manią na survivale oraz battle royal. Szkoda, że o niektórych rougelike’ach już zdążyliśmy zapomnieć. W trakcie trwania tej mody pojawiły się gry nietuzinkowe, ciekawie wykonane, a potem przyszedł potop klonów i wszystko zniknęło.

Mam w swojej kolekcji perełkę, do której dawno nie wracałem. Jej motywem przewodnim jest odkrywanie nieznanych lądów. W młodości byłem fanem Juliusza Verne’a, dlatego nie mogłem przejść obok tej produkcji. Na dodatek, jako miłośnik filmów z Indianą Jonesem, poczułem przyjemny dreszczyk, gdy dowiedziałem się, że jednym z elementów gry jest pozyskiwanie różnego rodzaju artefaktów. Curious Expedition szybko przypadło mi do gustu. Produkcja jest ciągle rozwijana. Najwyraźniej twórcy nie powiedzieli ostatniego słowa i mają w zanadrzu kilka niespodzianek.

Pixelart w Curious Expedition nie przeszkadza

Jest to jedna z niewielu produkcji, w których pixelart mnie nie odstrasza. Widać, że ktoś miał pomysł na przedstawienie poszczególnych lądów oraz postaci. Na początku gracz wybiera bohatera, którego będzie ciągał po nieznanych ziemiach. Każda postać ma podłoże historyczne. Dlatego można grać Rasputinem lub Huizingą. Jest też Karol Darwin oraz Maria Skłodowska-Curie. To tylko kilka przykładów, twórcy puścili wodze fantazji i postanowili wyposażyć bohaterów w różne specjalne atrybuty, które wpływają na rozgrywkę. Na przykład Karol Darwin jest miłośnikiem motyli, co ma historyczne uzasadnienie. Jednak to, że za każdy złapany okaz uczestnicy ekspedycji odzyskują 20 punktów zdrowia psychicznego, już nie.

W trakcie podróży trzeba bardzo uważać na ten wskaźnik. Każda chwila spędzona na nieznanym lądzie nieuchronnie prowadzi do obłąkania. A wtedy uczestnicy uciekają do dżungli lub zaczynają się zjadać. Curious Expedition pełne jest ciekawych wydarzeń. Od przeklętych kapliczek, których obrabowanie powoduje zamrożenie połowy mapy, po osady, w których można handlować z tubylcami.

Poznajcie "Anthem" czyli nowa usługa Electronic Arts

Ekspedycje kończą się sukcesem, gdy drużyna lub postacie, które z trudem przetrwały podróż, dotrze do Złotej Piramidy. Wtedy następuje powrót do domu i podliczenie punktów. Zdobyte lub skradzione artefakty można sprzedać, dzięki czemu pozyskuje się pieniądze na kolejną ekspedycję. Warto je oddawać do muzeum, wtedy otrzymuje się punkty sławy. Na ich podstawie tworzony jest ranking odkrywców. Celem gracza jest osiągnięcie pierwszego miejsca. Nie zawsze się to udaje. Często w trakcie podróży po prostu się ginie i trzeba zaczynać od początku.

„Curious Expedition” cechują krótkie sesje. Wyprawy trwają średnio 15 minut. Na dodatek tereny są proceduralnie generowane, dzięki czemu każda kolejna rozgrywka oznacza napotkanie nowych wyzwań. Nie musicie od razu kupować tego tytułu. Może go najpierw wypróbować. Pod tym linkiem znajdziecie demo, które uruchomicie w przeglądarce. Owocnych wojaży!