Oczywiście „naprawdę dobre” to kwestia mocno dyskusyjna i wielowymiarowa w zależności od tego, kto ją ocenia, ale umówmy się – są pewne aspekty, które widzimy wszyscy.

Co zobaczyłam ja, a czego wolałabym nie widzieć? Zapraszam!

Moja sobotnia przygoda z filmem „O wszystko zadbam” rozpoczęła się podobnie, jak z innymi produkcjami – ktoś mi go polecił, ktoś się nim zachwycał, a na deser, gdzieś przelotem zobaczyłam trailer. Wszystko zapowiadało się doskonale.

O wszystko zadbam – moja krótka recenzja

Obsada, fabuła, coś zupełnie nowego. Co mogło pójść nie tak? To, co ostatnio dolega sporej części szeroko pojętego Hollywood. I nie, nie zrozumcie mnie źle – doskonale zdaję sobie sprawę z charakterystyki współczesnego kina, wagi wolności wyboru i słowa. Ale, czy naprawdę teraz trzeba każdemu serwować poprawność polityczną bez pardonu, w (często) mało atrakcyjnej formie?

Aby jednak nie być aż tak negatywnie nastawionym człowiekiem, zacznę od pozytywów, bo wbrew pozorom było ich całkiem sporo.

Nie ukrywam, że pierwszą informacją, która wpłynęła na spędzenie weekendowego wieczoru z tym właśnie filmem, była informacja o tym, że pojawi się w nim Rosamund Pike oraz Peter Dinklage.

Oboje aktorów kojarzyłam przede wszystkim z ról, które mocno zarysowały się w mojej pamięci – „Zaginiona Dziewczyna” oraz oczywiście „Gra o tron”. W obu niezależnych od siebie produkcjach aktorzy pokazali całkiem wysoki poziom gry aktorskiej, doskonale odnajdując się w swoich rolach i zdecydowanie skradając show.

W przypadku „O wszystko zadbam” jest całkiem podobnie. Rosamund jest bezwzględną, zimną kobietą, która buduje swój sukces i powodzenie na krzywdzie innych, wciągając nieświadome ofiary w chorą, kompletnie nieetyczną grę, a Peter pomimo różnych sytuacji na ekranie, wzbudza więcej sympatii niż niechęci. I okej, dobór aktorów – również tych drugoplanowych – jest doskonały. Dodając do tego ciekawą fabułę, która budzi cały wachlarz emocji, rozwój akcji prowadzącej widza płynnie przez kolejne sceny, przepiękną kolorystykę i dogłębnie, bardzo namacalnie pokazane zepsucie współczesnego świata – wychodzi baaardzo obiecująco.

Zawiodłam się jedynie na jak na moje oko, trochę na siłę serwowanym feminizmie. Kilka zupełnie niepotrzebnych dialogów, kilka na wyrost przedstawionych sytuacji. Ja rozumiem, że różne rzeczy dzieją się na tym świecie i niekiedy o oczywiste prawdy przychodzi nam walczyć, ale nakręcanie na siłę spirali poprawności politycznej nie jest ani fajne, ani przyjemne. I zapewne będę jedną z niewielu, która pozwoli sobie na tego typu krytykę, ale skoro poświęciłam już dwie godziny na obejrzenie czegoś, co w pewnych kwestiach mnie zawiodło – to uznałam, że na łamach redakcji z chęcią podzielę się swoją opinią, ale równie chętnie poznam Wasze zdanie.

Koniecznie zobaczcie i dajcie znać, czy warto ( •_•)>⌐■-■.

Dla mnie całość spoko, a końcówka powoduje szeroki uśmiech satysfakcji na twarzy.