Nowe, zaskakujące i zdaje się mało etyczne - praktyki telemarketerów | DailyWeb.pl - codziennie o sieci

Nowe, zaskakujące i zdaje się mało etyczne - praktyki telemarketerów

Opublikowano 3 lata temu - 18


Telefon wrzeszczy, by go odebrać. Któż to może dzwonić? Godzina w zasadzie raczej niestandardowa. Większość znajomych o tej porze wraca z pracy, odbiera dzieciaki ze szkół, przedszkoli, robi zakupy i udaje się do domu, by choć chwilę odpocząć po znojach dnia roboczego. Numer wyświetlony nie pochodzi z książki adresowej, więc szykuje standardową postawę:
- Nie dziękuje, nie jestem zainteresowany.

Wtrącając

Ostatnio miałem okazję prowadzić rozmowę z konsultantem Open Finance. Jednemu odmówiłem tuż po przywitaniu, najlepszą i najbardziej sprawdzoną metodą (oczywiście jeśli zostaniemy o nagrywaniu poinformowani):

Nie wyrażam zgody na nagrywanie rozmowy.

Po chwili zmieszania i próbach namówienia mnie, że może jednak? - konsultant odpuszcza i bardzo zawiedziony, ale kulturalnie się żegna i rozłącza rozmowę.

Trzykrotna odmowa - wiele firm telemarketingowych w swoich zasadach wewnętrznych nakazuje, żeby zaprzestać prób, gdy klient trzy razy odmówi. Powiedzenie od razu nie, nie, nie może pomóc, ale w niewielu przypadkach. Czasem trzeba trzykrotnie krótko wytłumaczyć swoją decyzję.
źródło: natemat.pl

Następnego dnia dzwoni kolejny konsultant tej samej marki i z uporem powtarza regułkę, którą już słyszałem. Przyjmuje postawę obronną jak powyżej, a konsultant z anielską cierpliwością zadaje mi pytanie:

- Jak może być Pan czymś nie zainteresowany, skoro tego nie przedstawiłam? - zapytała konsultantka

Akurat nie mając autentycznie czasu, ani chęci na prowadzenie rozmowy w której wzajemnie będziemy sobie udowadniać czyje jest na wierzchu odpowiedziałem:

-Tak się składa, że znam ofertę Państwa firmy i proszę mi uwierzyć, gdybym był zainteresowany jakimkolwiek produktem z tej palety, z pewnością sam bym się w tej sprawie z Państwem skontaktował -z irytacją w głosie odparłem, licząc że to utnie dalszą bezsensowną rozmowę.

Na całe szczęście konsultantka nie podejmowała dalszej dyskusji i grzecznie się pożegnała. Oczywiście różnych ciekawych przypadków z konsultantami telefonicznymi mógłbym wymieniać bez końca, jednak jedna z najbardziej przerażających dopadła znajomego. Odmówił on wysłuchania jednego z telemarketerów, a ten uparcie przez cały dzień dzwonił do niego ponad 30 razy. Znajomy nie odebrał ani raz. Podziwiałem za cierpliwość - ja bym nie wytrzymał. Kończąc wątek konsultanta Open Finance, zadzwonił - bo faktycznie kiedyś korzystałem z ich usług. Pewnie nieopatrznie zostawiłem zgodę na przedstawianie mi ofert handlowych. Mea Culpa. Tutaj jednak zapowiadało się nieco inaczej.

Wracając jednak do głównego wątku

Wracając jednak do dzwoniącego telefonu, w pełni przygotowany na  kulturalne podziękowanie za ofertę -  odbieram telefon. Przedstawia mi się zmęczonym głosem Pan, który dzwoni oferując polisę ING Życie i bez zbędnych ceregieli przechodzi do konkretów (niestety nie wspomniał, że rozmowa jest nagrywana).

- Chciałbym Panu zaproponować polisę na życie...

Niekulturalnie mu przerywam, chcąc poinformować go o tym, co z pewnością wie:

- Dziękuje, ale nie jestem zainteresowany - odpowiadam równie 'optymistycznym' głosem.

- Ale... - ratuje sytuację konsultant

Znów zachowuje się nie do końca z wytycznymi kultury osobistej i nie wiedzieć czemu zadaje mu pytanie:

- Przepraszam, ale proszę mi powiedzieć, skąd właściwie ma Pan mój numer telefonu? - z dużym, autentycznym zaciekawieniem pytam.

Cisza w słuchawce. Ta kwestia realnie mnie zainteresowała. W końcu Pan zadzwonił do mnie na numer prywatny, nie przypisany do żadnej działalności gospodarczej, nie umieszczony przy żadnym formularzy kontaktowym na stronie WWW. Konsultant nieco nerwowo zaczął kombinować:

- Właściwie to ja tylko otrzymuje gotową listę, zaś reszta zespołu jest odpowiedzialna za jej przygotowanie - z nieukrywanym zmieszaniem odpowiedział

- Rozumiem, jednak to nie do końca odpowiedź na moje pytanie - ciągnę temat.

Konsultant z dużym kłopotem postanawia grać w otwarte karty:

- Właściwie to Pana telefon mamy z ogłoszenia - odpowiada.

Z ogłoszenia? Z jakiego ogłoszenia pomyślałem. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, to że faktycznie wystawiłem ogłoszenie sprzedażowe na OLX, ale przecież jedno nie ma nic wspólnego z drugim, zapytałem więć:

- Rozumiem, że z ogłoszenia w którym napisałem o poszukiwaniu polisy na życie? - z dużą ironią zapytałem.

- No pewnie wie Pan, że nie. Ze zwykłego ogłoszenia.

Zdziwiłem się szczerością konsultanta, ale w sumie nie miał wyjścia (?). Kulturalnie poddałem dużej wątpliwości takie działania jak gromadzenie informacji w ten sposób i późniejsze ich wykorzystywanie. Konsultant po całej tej krótkie i dynamicznej rozmowie pewnie z odczuwalną ulgą pożegnał się i zakończył rozmowę, specjalnie nie komentując całej sytuacji.

I wiecie co? Rozumiem naprawdę wszystko, telemarketerzy mają naprawdę niewdzięczną robotę, jednak staram się zawsze szanować ich jeśli tylko szanują mnie. Jestem jednak bardzo zdziwiony, że dochodzi już do takich praktyk, gdzie telefony zdobywane są z tablic ogłoszeniowych, zupełnie niepowiązanych serwisów. Nie ważne już czy dane te zbierane są ręcznie czy parsuje i gromadzi je automat. Żądza zdobycia klienta jest ogromna, nieważne jak, nieważne skąd - byle sprzedać produkt. Być może, że taka jest kapitalistyczna rzeczywistość, ale są także pewne granice, których nie powinno się przekraczać.