Kocham „Pstryka” i rozumiem, że Nintendo lubi podążać własną drogą w przypadku Switch OLED.

Czasem mam po prostu ważenie, że nie jest to ścieżka wojownika, tylko opętanego szaleńca. Nie dziwię się, że Przemek jest sfrustrowany sposobem, w jaki Nintendo rozumie odświeżanie sprzętu. Większy ekran? Gniazdo LAN w docku? Więcej pamięci wewnętrznej? Dla kogoś, kto nie posiada własnego „Pstryka”, może to brzmieć sensownie. Do chwili, w której zauważy, że to koniec zmian. Tak, zgadza się, Switch OLED ma takie same bebechy jak jego poprzednik. Hype train wiozący Switcha Pro  się wykoleił.

Switch OLED to nie Switch Pro

A tak nas wszystkich dokarmiali youtuberze. Niektóre portale rzucały się na każdy screen wrzucony na Reddicie, czasem wpadały nawet wątki z ResetEra. Efekt? Switch OLED. Wielkie rozczarowanie, bo przecież miało być Switch Pro, a w sumie to jest bardziej Amateur niż Pro.

Osobiście uważam, że ta wypasiona wersja „Pstryka” kiedyś nadejdzie (tak też mówią m.in. dziennikarze Digital Foundry), ale jako kolejna iteracja tego produktu. Nie jako rewizja sprzętu, raczej będzie to Switch 2. Shuntaro Furukawa, prezes Nintendo, w trakcie spotkania z inwestorami w lutym 2021 roku stwierdził, że „Pstryk” jest w połowie cyklu życia. Przypomnę, że swoją premierę miał w 2017 roku, co oznacza, że czekają nas przynajmniej 4 lata wypełnione liftingami (tak, Przemek znalazł lepsze określenie, niż „rewizja”).

Statystyki nie kłamią

Nie będę ukrywał, że jednocześnie rozumiem i nie rozumiem takiego postępowania. Pozostaję rozdarty. Dlaczego? Zacznę od dwóch wykresów. Pierwszy z oficjalnej strony Nintendo, drugi z portalu Statista.

Wyraźnie widać, że sprzedaż „Pstryka” w 2020 roku po prostu wystrzeliła. Żadna niespodzianka, sam uważam, że była to doskonała pandemiczna konsola. Mam ją, dalej mi towarzyszy. Chętnie siadam na balkonie lub ogródku i poluję na potwory w „Monster Hunter Rise”. Dlatego nie dziwi mnie jej popularność, ale jednocześnie zastanawiam się, ile takich urządzeń jest faktycznie aktywnych, używanych przynajmniej kilka godzin dziennie. Na takie informacje nie trafiłem.

Swoje długie pięć minut w trakcie pandemii miała także gra „Animal Crosiing: New Horizons”, która też padłą ofiarą dziwnej polityki Nintendo. Ostatnie aktualizacje są niewielkie i praktycznie nic nie wnoszą dla weteranów tej produkcji. Podobnie jak Switch OLED oferuje mizerną wartość dla posiadaczy „Pstryków”.

Switch OLED – Lifting bardziej opłacalny niż nowy model

No dobrze, ale skoro Switch dobrze się sprzedaje, to po co inwestować w całkiem nowy model? Z tej perspektywy, lifting okazuje się znacznie sensowniejszy. Starzy klienci nie czują, że kupili stare, powoli odchodzące w niebyt urządzenie, a nowi mogą dostać większy ekran, LAN w docku oraz więcej pamięci wewnętrznej.

Nintendo Switch OLED model
Nintendo Switch OLED model

Co ciekawe, niektórzy wstrzymywali się z zakupem „Pstryka”, ponieważ czekali na nową wersję. Niekoniecznie od razu Pro, tylko na solidną rewizję. Ile było takich osób? W ankiecie „Switch Weekly”, w której jedna z sekcji dotyczyła osób nieposiadających sprzętu Nintendo, 28% ankietowanych stwierdziło, że nie kupują, bo czekają na odświeżonego „Pstryka”. Z tego, co wyczytałem, to w badaniu wzięło udział 11 500 osób, z czego u 100 nie ma Switcha.

Może próba jest niewielka, ale chciałbym się dowiedzieć, czy Switch OLED przemówił do tej grupy. Warto także pamiętać o tym, że Switch Pro z lepszymi podzespołami mógłby trochę namieszać w eShopie – internetowym sklepie z grami na Nintendo Switch. Pewnie pojawiłyby się gry, które działałyby tylko na mocniejszej wersji i wprowadziłoby to sporo zamieszania oraz wiązałoby się z dodatkowymi kosztami dla japońskiej firmy. Choć inne firmy takie jak Sony czy Microsoft jakoś prowadzą taką strategię, a nawet pracują nad wsteczną kompatybilnością. Najwyraźniej Nintendo, jak to Nintendo, zawsze musi pójść swoją drogą.

Te rzeczy błagały o poprawki

Natomiast kompletnie nie rozumiem braku odświeżonych JoyConów. Fora i materiały na YouTube są pełne ludzi opowiadających o awaryjnych gałkach analogowych. Nawet na Allegro można znaleźć zestawy naprawcze. Jeden nawet poleciłem koledze, którego dopadł problem żyjących własnych życiem JoyConów.

Nintendo wiele razy dostało po głowie za te problemy. Czasem klienci byli tak wściekli, że spory trafiały na wokandę, więc to nie jest tak, że nie zdają sobie sprawy z problemu. Mało tego! Japońska korporacja nawet przeprosiła za tę denerwującą niedogodność i udostępniła specjalny formularz, który umożliwia darmową naprawę (usługa jest dostępna tylko dla Stanów Zjednoczonych oraz Kanady). Dlatego wydawało mi się, że naturalnym elementem rewizji Switcha będą lepsze JoyCony. Przyznam, że gdyby się takie pojawiały, to sam bym je nabył. Jakoś ominął mnie problem driftowania, ale może się popsuć coś innego, ponieważ jakość wykonania tych kontrolerów jest średnia. Najwyraźniej Nintendo wie lepiej. Po co poprawiać coś, na co ludzie ciągle narzekają?

Nintendo Switch OLED joycons
JoyCony w nowym Nintendo Switch OLED niestety zostały niepoprawione względem poprzedniej edycji

Mam jeszcze jedną zagadkę! Czy do Switcha OLED można już podłączyć słuchawki za pomocą Bluetooth? Nie, absolutnie nie! W dalszym ciągu trzeba przyjaźnić się z kablem lub używać adaptera Bluetooth na USB. A jesteśmy już w takim momencie historycznym, że coraz mniej osób używa słuchawek przewodowych.

To jest dla mnie kuriozalne i kłóci mi się z ideą mobilności, którą „Pstryk” ma reprezentować. Widzę to po sobie. Mam bezprzewodowe słuchawki, które są sparowane z telefonem. Słucham muzyki na spacerze z psem. Powiedźmy, że wziąłem ze sobą Switcha. Bestia poleży na trawie, a ja machnę sobie jedną misję w „Fire Emblem: Three Houses”. Czy mogę po prostu sparować słuchawki z innym urządzeniem? Nie. Muszę wyciągnąć te na kablu. Wiem, problemy pierwszego świata, ale to po prostu obiektywnie niewygodne rozwiązanie.

Konkurencja tuż za rogiem?

Na dodatek Switch może mieć konkurencję, która będzie chciała wykorzystać brak mocniejszego Switch Pro. Valve pracuje nad urządzeniem o nazwie SteamPal. To dopiero prototyp, ale wszystko wskazuje na to, że będzie to przenośna konsola. Co będzie miała w środku i ile będzie kosztowała? Nie wiadomo. Plotki na ten temat, ładnie zebrał i podsumował Sam Machkovech na łamach portalu „Ars Technica”. Jeśli plotki się potwierdzą i SteamPal faktycznie pojawi się na rynku pod koniec 2021 roku, to Nintendo może mieć spory problem bez wydanej wersji Switch Pro. Przy założeniu, że SteamPal będzie dobrym jakościowo urządzeniem, a gry będą nieźle działały.

Ja nie skuszę się na poliftowego Switcha. Z mojego jestem zadowolony i liczę na to, że posłuży mi jeszcze długo. Natomiast jestem skłonny rozważyć zakup SteamPala, ale najpierw chciałbym dowiedzieć się o tym urządzeniu czegoś więcej. Liczę też na to, że kiedyś w pełni zrozumiem sposób postępowania Nintendo. Bo o ile zdaję sobie sprawę z tego, że ta firma zwykłą chodzić własnymi ścieżkami, to nie zawsze jestem w stanie zrozumieć motywację stojące za obranym kierunkiem.


Posłuchaj nas!