Nintendo i Ring Fit, czyli: to nie jest historia kolejnej fitporażki

Nintendo i Ring Fit, czyli: to nie jest historia kolejnej fitporażki

Opublikowano 8.06.2020 10:25 -


Z powodu pandemii moje zwyczajowe aktywności musiały pójść w odstawkę. Skończyły się wypady na siłownie, skończyły się zajęcia z badmintona, nie zaczęło się zaplanowane z wyprzedzeniem chodzenie na basen. Dotychczasowe ćwiczenia zastąpiła wyciszająca, uelastyczniająca ciało joga, która jednak nie daje mi tego pożądanego poczucia solidnego przetyrania. I kiedy myślałam, że nic mi nie pomoże, na scenę wkroczył Ring Fit.

Należę do ludzi, którzy nie lubią jednostajności. Rowerek stacjonarny? Wytrzymałam dwa treningi i miałam dość — ziewałam na samą myśl (nie, nie przekonuje mnie oglądanie serialu w trakcie ćwiczeń). Zestawy ćwiczeń ze zwiększającą się codziennie liczbą powtórzeń? Też nuda — dałam radę wytrzymać tydzień. Popularne wyzwania z YT Moniki Kołakowskiej? Tutaj może i byłoby ciekawie, gdyby nie tak ograniczona liczba zestawów cichych — skakanie w starej kamienicy nie wzbudza sympatii sąsiadów z piętra niżej, którzy też przecież siedzą w domu i pracują zdalnie. Byłam już gotowa zaakceptować, że po całym tym wirusie nie zmieszczę się w drzwiach, gdy mój partner powiedział mi o Ring Fit (nie był to przytyk; to gadżeciarz i myślał o sobie).

Początkowo traktowałam kolejny fitgadżet od Nintendo, jak jeszcze jedną ciekawostkę, która i tak okaże się porażką. Mało to było tych wszystkich desek, czujników i innych bibelotów? Dotychczasowe ćwiczenia fitnessowe, gra w tenisa czy boks ostatecznie okazywały się zabawą na chwilę, z mało zróżnicowaną, stałą pulą możliwości — szybko się nudziły i nie dawały poczucia rozwoju. Szczerze? Kiedy zaczęłam szukać tego całego Ring Fita, to myślałam o nim jako prezencie dla partnera; czymś, z czego sama nie będę korzystała. Ależ się pomyliłam!

Dlaczego to tyle kosztuje, do cholery?!

Poszukiwania Ring Fita zaczęły się od bolesnej konstatacji — ależ to jest drogie. Gadżet, który tuż po wypuszczeniu kosztował około 300 zł, teraz sprzedawany jest  za przynajmniej dwukrotność tej kwoty. Zazwyczaj nie oferują go nawet jacyś sprzedawcy pokroju sieci sklepów elektronicznych, ale prywatni cwaniacy, którzy zorientowali się w sytuacji, odszukali jakieś ostatnie sztuki sprzętu i teraz proponują go po zawyżonej cenie. Miałam to szczęście, że udało mi się trafić na aukcję, w której kupiłam Ring Fit w cenie tylko nieco zawyżonej, ale za to, zamiast czekać na przesyłkę 1-2 dni, czekałam w sumie (od momentu rozpoczęcia licytacji) 1,5 tygodnia. Powodem braków w asortymencie jest nic innego, jak pandemia. Kiedy i czy w ogóle Ring Fit wróci do regularnej sprzedaży — nie wiadomo. Nintendo wypowiadało się dotąd jedynie w sprawie braków na rodzimym rynku. Przepraszało, że nie przewidziało tak dużego zainteresowania i obiecywało cotygodniowe uzupełnienia.

ring fit adventure

No dobra, ale co to jest ten Ring Fit?

Ring Fit, a właściwie “Ring Fit Adventure”, bo nie chodzi o sam gadżet, ale o gadżet i dołączoną doń grę, to rodzaj fabularyzowanego zestawu (do) ćwiczeń. W skład pakietu wchodzą: elastyczna obręcz, w którą wpina się jeden z joy-conów od Switcha; opaska na udo, w którą wkłada się drugi z joy-conów; oraz karta z grą. Dzięki użytkowanym sprzętom system wie, jakie ruchy wykonujemy oraz z jaką intensywnością to robimy. Nasze działania przekładają się na działania awatara — szybkość jego biegu etc.

Możliwości Ring Fit Adventure

Ring Fit Adventure oddaje graczom do dyspozycji kilka różnych trybów. Można bawić się w łapanie symboli na ekranie niczym w “Guitar Heroes”, można ćwiczyć poszczególne partie mięśniowe oraz — i o tym opowiem Wam więcej — można brać udział w fabularnej fitprzygodzie, w której orężem stają się… ćwiczenia. No, ale od początku.

ring fit adventure

Zanim w ogóle zaczniemy grę — czas na test z pytania dotyczącymi wagi, wieku, płci, codziennej aktywności oraz oczekiwanego poziomu wyzwań. To ostatnie zmieniać można w trakcie rozgrywki — jeżeli wyzwanie okaże się za słabe lub za intensywne, wystarczy zasygnalizować to w ustawieniach, a automatycznie zostanie dostosowane do naszych potrzeb.

W “Ring Fit Adventure” wcielamy się w młodego adepta fitżycia, który pewnego dnia spotyka na swojej drodze tajemniczą, lewitującą, pomrukującą obręcz (sic!). Obręcz zachęca go do zerwania oplatających ją więzów. Ledwie nasz bohater to robi, a okazuje się, że ze swego więzienia — niczym dżin z lampy — ucieka niejaki Drageux (przypakowany smok). Jak łatwo się domyślić, naszym celem jest jego ponowne zamknięcie. Pomaga nam w tym obręcz-trener, która więziła potwora.

Gra podzielona jest na kolejne światy. Według informacji, które znalazłam w sieci, istnieją 23 główne światy, 23 extra światy i 23 master światy. W każdym z nich znajdują się dodatkowo misje poboczne. Pierwsze 3-4 wydają się dość krótkie — są idealne na jeden trening. Im dalej w las, tym więc poukrywanych w ramach poszczególnych światów poziomów. Co więcej, podobno po przejściu całości, warto zrobić to jeszcze raz — tym razem z nowym pakietem umiejętności, które zdobywa się podczas rozgrywki.

Odwiedzanie kolejnych lokacji zwykle opiera się na tym samym — trzeba przebiec (truchtając w miejscu w trybie podstawowym lub robiąc szybkie przysiady w trybie cichym) przez planszę, niszcząc przeszkody, zbierając przedmioty i likwidując wrogów. Ci ostatni rosną z czasem w siłę i poszerzają swoje armie o nowe rodzaje minionów. Naszą bronią są ćwiczenia. Każde określone jest innym kolorem (z czasem okazuje się, że określone kolory działają lepiej na określone stwory) i posiada odrębną liczbę obrażeń. Barwa przypisana jest do partii mięśni, którą dane ćwiczenia wzmacnia — np. czerwone to przede wszystkim ramiona, żółte brzuch etc.

ring fit adventure

Nasz bohater nie jest nieśmiertelny. Jak to w grach bywa, jego wytrzymałość określają serduszka. Źle rozplanujemy ćwiczenia (np. wybierając te mniej męczące zamiast bardziej skutecznych) i bach, padamy trupem, a wtedy trzeba zacząć dane wyzwanie od początku. Z czasem do naszej dyspozycji oddane zostają wzmacniające koktajle (które też trzeba wyprodukować poprzez ćwiczenia), pozwalające na odzyskanie serduszek w trakcie walki.

Każdy świat wieńczy spotkanie z bossem, które naprawdę nie należy do najłatwiejszych.

Grywalizacja ćwiczeń

Ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, jak dokładnie przemyślany jest to tytuł. Wszystko — od motywujących haseł trenera, przez zdobywanie poziomów i nowych umiejętności, aż po sprawdzanie tętna, podsumowywanie spalonych kalorii (zaniżone, bo liczy aktywność tylko w trakcie wykonywania czynności, bez czasu pomiędzy jednym i drugim ćwiczeniem) i liczenie powtórzeń w poszczególnych ćwiczeniach — psychologicznie zachęca gracza do wzmożonego wysiłku. Możliwość rozwijania pakietu swojego arsenału, czyli rodzajów ćwiczeń, zachęca do powrotów i podejmowania kolejnych wyzwań. Twórcy przewidzieli nawet chęć obierania drogi na skróty — właśnie dlatego najtrudniejsze i najbardziej wymagające aktywności zadają większe obrażenia, a stworki wrażliwe na określony rodzaj ataków pojawiają się częściej od innych.

Prywatnie nie znoszę deski — to wyczerpujące i niewygodne ćwiczenie. W “Ring Fit Adventure” jednak nie dość, że jest jednym z najsilniejszych ataków (na moim etapie gry, bo z czasem z pewnością znajdzie się wiele lepszych), to jeszcze godzi w więcej niż jednego przeciwnika. Efekt? Po wczorajszym, prawie 1,5-godzinnym treningu, poniżej łokci mam niemal siniaki, a zakwasy w brzuch odzywają się przy każdej zmianie pozycji. Powiecie, że to przegięcie, a ja powiem — to przekraczanie własnych granic.

ring fit adventure

Ring Fit i perspektywy

Wszystko, co nowe wydaje się na początku super. Wystarczy, że nam spowszednieje i tracimy tym zainteresowanie. Nie wydaje mi się jednak, by to samo spotkało w moim życiu Ring Fit (zwłaszcza w dzisiejszych czasach). Fabuła tej historii jest może pretekstowa, ale po prostu działa. Z ogromną przyjemnością zobaczę kiedyś napisy końcowe, a później przemknę całość jeszcze raz, na wyższym poziomie trudności i z nowymi umiejętnościami, by sprawdzić, jak ewoluowały moje możliwości.

Jeżeli się wahacie i zastanawiacie, czy warto w Ring Fit inwestować, to donoszę, że warto. To świetna zabawa, której twórcy zrobili, co mogli, by wyrobić w graczu nawyk regularnych ćwiczeń. Czy będziecie wyglądać od tego, jak Pudzian? Z pewnością nie. Czy dzięki temu nie nabawicie się odleżyn i utrzymacie sensowną formę? Zdecydowanie tak.

ring fit adventure

Kto podejmuje wyzwanie? ;>

Wieści z Rozładowani.pl