Jak to Niemcy prawie zafundowali sobie domenowe łamanie języka | DailyWeb.pl - codziennie o sieci

Jak to Niemcy prawie zafundowali sobie domenowe łamanie języka

Opublikowano 3 lata temu - 7


Język niemiecki to trudna język. W podobnym tonie mówią także o naszym szeleszczącym języku polskim. Coś w tym jest u nas, w końcu u nas znajdą się głoski łamiące język, u naszych zachodnich sąsiadów znajdą się słowa, które stanowią zlepek kilku na raz.  Niemniej żaden z krajów nie posiada w swoim językowym portfolio najdłuższego słowa na świecie, które jest chemiczną nazwą tytyny (wiki). Składa się on z prawie z 190 tys. znaków, niemniej  jest o już absolutne, totalnie niepragmatyczne ekstremum. Zwracając uwagę wyłącznie na długość słów, które rozpatruje się w kategoriach codziennego użytku, z pewnością furorę zrobi Walijska nazwa miejscowości (wiki), której niestety nie odważę się wklejać, bo jeszcze blog mi się rozjedzie.

Niemniej wracając do naszych zachodnich sąsiadów, postanowili oni nie być gorsi jeśli o długie i skomplikowane nazwy chodzi. Od niedawna każda marka, posiadająca zasobny portfel może zwrócić się do ICANN o własną końcówkę domenową. W zasadzie to niewiele brakowało, a na rynku pojawiły by się domeny, reprezentujące Niemiecką myśl biznesową. Firma o dość składnej nazwie Allfinanz Deutsche Vermögensberatung (założę się, że nikt z Was nawet nie próbował przeczytać tych trzech wyrazów), postanowiła aplikować o równie przyzwoite jak sama nazwa firmy - końcówki. Mowa o .allfinanzberatung i .allfinanzberate, parafrazując popularne określenie - które brzmią jak wypowiedzenie wojny ;-)

Ostatecznie firma poszła po rozsądek do głowy i zrezygnowała ze swoich aplikacji. Postanowili, że skupią swoją uwagę na .allfinanz, która już tak bardzo mojego złośliwego oka nie cieszy ;-) Oczywiście dużo w tym wszystkim żartu, pewno pierwszy napotkany, władający ów językiem poradziłby sobie bez większych problemów. Tak czy siak szkoda, bo pewnie było bardzo blisko, by ustanowić rekord najdłuższej nowej domeny!